



Jeden król (The Thing) umarł, drugi zmierza do abdykacji (Fire!, zwłaszcza Fire Orchestra), niech więc żyje nowy król - The End. Ich pierwszy koncert w Warszawie był obłędny. Nowy kwintet Matsa Gustafssona (MG, Kjetil Møster, Sofia Jernberg, Anders Hana, Børge Fjordheim) nawiązywał chwilami formalnie do tamtych grup, odróżniając się bardziej elektrycznym i gęstym brzmieniem. Oraz generalnie jeszcze bardziej wybuchową muzyką. Choć debiutancki album grupy ukazał się w ubiegłym roku, The End zagrali tyle nowego materiału, że wystarczyłoby go kolejny. Było też czuć żywiołowość i wkładanie w tę muzykę 100% energii - co w projektach Matsa często jest niezbędne do sukcesu. Myślę, że przez najbliższe kilka lat to właśnie ten zespół stanie się wiodącym working bandem Gustafssona. I dobrze, jest na co czekać.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]