polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious

Amenra akustycznie
Klub u Bazyla | Poznań | 24.09.21

Niemal trzy miesiące po wydaniu genialnego De Doorn, Amenra wyruszyła w trasę po Europie, obejmując w swoim grafiku również Polskę. Niestety, z powodu COVIDa, zamiast tradycyjnych koncertów (te przełożono na wiosnę 2022 roku), Belgowie przygotowali materiał w akustycznej odsłonie. Odsłonie, która już w swoim założeniu obarczona była sporą dozą ryzyka wtopy. Rezygnując bowiem z największych atutów, czyli uderzenia, hałasu oraz demonicznych krzyków, muzycy z Kortrijk musieli w jeszcze większym stopniu postawić na atmosferę i otoczkę przekazu, a to biorąc pod uwagę fenomenalnie masywne koncerty w standardowym formacie, wydawało się już raczej niemożliwe. A jednak. Mistrzowie rytuału znowu zaimponowali w tej materii. Były smyczki, wszechogarniająca ciemność, wbijające w ziemię skupienie oraz niezwykle poruszający minimalizm. Poczucie mistycyzmu skutecznie potęgował także sposób umiejscowienia muzyków na scenie, którzy stworzyli eksplodujący energią krąg.

Niestety. Na nic zdał się pieczołowicie wyreżyserowany klimat oraz bogata, zwłaszcza jak na ten format, linia instrumentalna ciekawie przearanżowanych utworów, skoro zawiódł lider projektu, Colin H. Van Eeckhout. Gdyby charyzmatyczny wokalista dysponował choćby 30% magii i siły głosu na przykład Scotta Kelly'ego, który poza Neurosis, wręcz hipnotyzował na swoich akustycznych gigach, to byłoby wspaniale. Pozbawiony lekkości i w paru momentach również płynności śpiew załamywał najważniejsze partie kompozycji, niszcząc mozolnie kreowane poczucie transu, przez co po około 40 minutach można było odczuć, nie tylko w wymiarze fizycznym, ale także psychicznym, dobijającą klaustrofobię. Prawie półtora godziny z setlistą licząca około piętnastu pozycji zapisze się w pamięci jako rozczarowanie oraz absolutne przeciwieństwo fantastycznych i pod względem emocjonalnym jedynych w swoim rodzaju koncertów, jakimi zwykle raczy Amenra. Szkoda. A i tak trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że z zestawu bodaj trzech coverów, zespół tym razem (i całe szczęście) odpuścił totalnie zmasakrowaną wersję przepięknego „Roads” autorstwa Portishead.

Photo-passów dla fotografów nie przewidziano, co nie dziwi bo 95% czasu było totalnie ciemno. Dołączam kilka amatorskich zdjęć zrobionych za pomocą smartfona.

[Dariusz Rybus]

[zdjęcia: Dariusz Rybus]

Amenra akustycznie [fot. Dariusz Rybus]
Amenra akustycznie [fot. Dariusz Rybus]
Amenra akustycznie [fot. Dariusz Rybus]
Amenra akustycznie [fot. Dariusz Rybus]