



Trochę zaskakujący zestaw dwóch headlinerów Iceage i Earth na amerykańskiej trasie. W praktyce oznaczało to gruntowną wymianę publiczności między koncertami. Oba koncerty doskonałe i - jak zwykle w Stanach - głośno i świetnie nagłośnione.
Iceage zagrali pierwsi. Sporo było materiału z tegorocznej płyty Seek Shelter, ale zagranego ciężej, mniej popowo. Performersko świetnie wypadł kontrast między chaotycznym wokalistą i skupioną resztą zespołu.
Earth nie wydali nic od paru lat, więc zagrali różne starocie oraz ze dwa nowe numery. Rewolucji być nie mogło, bo nie o to chodzi. Po dłuższej przerwie dobrze było wrócić do masywnej, powolnej muzyki Earth - mało kto gra w tych tempach tak dobrze.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]