



Jak często na Lado w Mieście, był to wieczór dwóch stylistyk i podobnej filozofii. Na początek francuski Parasite Jazz z pół-improwizowaną muzyką opartą o groove, delikatny trans i pomysłowe ornamenty. Później zrzytliwy, surowy i porywający Atol Atol Atol, który w materiał z pierwszej płyty wplótł jeden nowy numer. Najlepszy post post-punk i post no-wave jak zwykle pochodzi z Wrocławia.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]