



Conan zwrócił na siebie uwagę po wydanym w 2014 roku Blood Eagle. Potem były jeszcze lepsze i jeszcze mocniejsze Revengeance oraz Existential Void Guardian, które ugruntowały znaczącą pozycję angielskiego zespołu na scenie doom/ sludge. Nareszcie, bo z rocznym opóźnieniem, liverpoolczycy wyruszyli w europejską trasą promującą ostatni, fantastyczny Evidence Of Immortality.
Nie da się ukryć, że Jon Davis i spółka na przestrzeni ostatniej dekady osiągnęli mistrzowską formę w łączeniu skrajności. Swoboda w operowaniu elementami stoner, drone czy downtempo na płytach imponuje, ale aż tak intensywnej eksplozji na żywo, mimo wszystko, się nie spodziewałem.
Tuzin utworów, wypełniający nieco ponad godzinę gry, wypadł wprost fenomenalnie. Trio, bazujące na licznych zmianach tempa, charakterystycznych zapaściach oraz rozejściach, wybrzmiało jak hybryda łącząca ociężałość Melvins, surowość Sleep z bezkompromisowymi i masywnymi uderzeniami Old Man Gloom. Gigantyczny „Satsumo”, obezwładniający „Foehammer”, niebywale potężny „Total Conquest”, kolosalny „Paincantation” oraz acidowy „Volt Thrower” zmiażdżyły. To był jeden z tych koncertów, po których zakończeniu nikt nie miał ani ochoty, ani siły na jakiekolwiek bisy.
Po obecnej trasie, Conan planuje tylko kilka festiwalowych występów na 2024 roku. W przyszłym roku muzycy chcą się poświęcić swoim bocznym projektom, tak więc temat nowej płyty powróci pewnie najwcześniej w 2025 roku.
[Dariusz Rybus]
[zdjęcia: Ewelina Kwiatkowska]