



Świetne zestawienie duetu Gerda (Wojciech Bąkowski & Jan Piasecki) i Billy'ego Woodsa na jednej scenie w ramach festiwalu Ephemera. Koncert plenerowy w czerwcu to dla tych artystów lubiących występować w mroku wyzwanie. Gerda, chyba najbardziej rozbudowany instrumentalnie od czasu Niwei projekt Bąkowskiego, ma przecież w sobie mało światła, nie ma już Tesco i nic nie świeci. Na żywo, sceniczny spokój, prawie beznamiętność Bąkowskiego dobrze kontrastowała z uderzeniem perkusji, doskonałym koncertowym ożywieniem elektronicznej faktury.
Billy Woods nie mógł uwierzyć, że o 21.30 w Warszawie ciągle jest w miarę jasno. Jego dezynwoltura w odniesieniu do scenicznego drylu - brak soundchecku itp. - to trochę element wizerunku ale trochę unaocznienie, że raper solo i tak musi się obronić głosem, tekstem i osobowością. Co wszystko Woods ma, więc koncert był dobry, choć w porównaniu do jego występów w ciemności i dymie, w plenerze brakowało trochę atmosfery i tajemnicy.
[zdjęcia: Piotr Lewandowski]