polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Nanook of the North Nanook of the North

Nanook of the North
Nanook of the North

Piotr Kaliński i Stefan Wesołowski po bardzo dobrej passie w 2017 roku - pierwszy nagrał swój przełomowy album, drugi wyraziście umocnił się w swoim języku wypowiedzi - nie zwalniają tempa i wspólnie przygotowali nowe wydawnictwo. Nanook of the North nie jest jednak pomysłem z ostatniej chwili - po raz pierwszy pojawił się przed bodajże sześcioma laty na Sopot Film Festival, kiedy duet wspólnie muzycznie zilustrował niemy dokument Nanuk z Północy Roberta J. Flaherty’ego, opowiadający o życiu Inuitów, rdzennych mieszkańcach obszarów arktycznych. Od tego czasu projekt ewoluował, w pewnym momencie muzycy nawet postanowili sporą część materiału wyrzucić do kosza, a finalnie płyta nabrała kształtu w studiu Olafura Arnalds na Islandii.

Warto tę drogę prześledzić, bo Nanook w 2018 roku to zupełnie autonomiczny byt, który łączy doświadczenia dwójki muzyków, a jednocześnie nie jest prostą wynikową ich wspólnego dorobku. Wydaje się, że zarówno udział Kalińskiego jak i Wesołowskiego się tu zamazuje, to nie tylko elektronika i instrumenty akustyczne, ale konglomerat pomysłów, które przekuwają się w wyraźny pomysł. Północne brzmienie jest tu nad wyraz charakterystyczne - to muzyka pełna przestrzeni, chłodna, bardzo oszczędna, co często potęguje pogłos towarzyszący wybrzmiewającym instrumentom. Delikatne ambientowe smugi zlewają się z syntezatorami, a prosty bit wtłacza te kompozycje w niby obojętność czy też powtarzalność, co sprzyja przede wszystkim budowaniu narracji, a w żadnym wypadku nie świadczy o monotonni. Są tu repetycje, w których miłuje się Wesołowski, z drugiej strony blisko tu czasem do terytoriów, które Kaliński penetrował na płycie Algebra, ale znów nie są to utarte szlaki. To jest właśnie w Nanook of the North najciekawsze - synteza pomysłów wychodzi poza ich prostą sumę, ale oferuje nowe spojrzenie i pomysł, który można w zasadzie położyć na zupełnie osobnym szlaku, poza trajektorią twórczości obu twórców. Ciężko powiedzieć, że to płyta, która zaskakuje, ale z pewnością odkrywa nowe oblicza, artystów, którzy bardzo mocno wypracowali już swój język.

[Jakub Knera]