napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Szwajcarska grupa Velma jest właściwie czymś więcej niż zespołem muzycznym, ponieważ stałym członkiem Velmy jest człowiek zajmujący się wideo i wizualizacjami, a koncertom bardzo blisko jest do performance'ów, w czasie których muzyka, obraz i sceniczna ekspresja w równym stopniu stanowią o końcowym efekcie. Dlatego będąc pod olbrzymim wrażeniem ich występu, pełnego psychodelii i przynoszącego zarówno utwory wciągające spokojem, skupieniem, jak i potężne noise'owe eksplozje, wkładałem "Ludwig" do odtwarzacza w wielkim napięciu i starając się nie mieć żadnych oczekiwań, bowiem na płycie musiało znaleźć się coś innego niż to, co znałem z performance. Już otwierający album Homage kompletnie zbił mnie z pantałyku, będąc czterominutowym kolażem fragmentów wszystkich kompozycji na płycie. W ten sposób wiedziałem już, że zawartość będzie spójna. I to jest właśnie olbrzymia zaleta tej płyty, ponieważ wszystkich dziesięciu kawałków słucha się jednym ciągiem i gdyby to było możliwe, na jednym oddechu.
Trio za pomocą gitary, perkusji, samplera tworzy niesamowicie intrygującą i wciągającą mieszankę minimalistycznego grania, które może i ociera się nieśmiało o pop, elektronikę, muzykę teatralną, ale jest ona dla mnie jednak bardzo trudną do nazwania. Kruche labirynty elektronicznych podkładów przepychają się nieśmiało w głośnikach z także delikatnymi liniami gitary i w ten sposób tworzą idealne zaplecze do niesamowitego wokalu Christophe Jacquet. Jego nosowy, skupiony śpiew nie imponuje skalą ani barwą, lecz raczej ładunkiem emocji zawartych w pełnych napięcia i cierpliwości melodiach. Potrafi on je cudownie wyśpiewać, czy też wydeklamować i z oszczędnej melodyki uczynić atut. Powtarzane frazy tekstu, wraz ze sprytnie i z wyczuciem zaaranżowanymi skromnymi sferami muzycznymi, sprawiają, że każdy kolejny utwór wciąga głębiej w świat kreowany przez członków Velmy. Ta muzyka jest piekielnie inteligentna, ciepło wyprodukowana, wywołuje wiele impresji i jest dla mnie fruedowska w swym oddziaływaniu. Ma się wrażenie, że muzycy dokonują konsekwentnego i głębokiego wglądu w swoją podświadomość i wyciągają na światło dzienne przeróżne historie i wizje, ukazując je za pomocą dźwięków. Przed oczyma stają kolejne obrazy, a psychodeliczny wątek pojawia się raz po raz. Wysublimowanie brzmienia nie jest jednak czczym zabiegiem stylistycznym, lecz sprawia, że obcując z "Ludwig" ma się wrażenie kontaktu ze sztuką. W dziedzinie melancholijnych albumów opartych na brzmieniach gitary i flirtujących z elektroniką, jest to bez wątpienia jedno z najlepszych nagrań, z jakimi się zetknąłem. Nie ma co dłużej gadać, lepiej zdobyć tą płytę jakimś sposobem i wpaść w tę muzykę jak w mroczną otchłań. Cudo.
[Piotr Lewandowski]