Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Daara J nie jest grupą szeroko znaną, dlatego zdobyta w ubiegłym roku nagroda BBC Awards for World Music w kategorii artysty afrykańskiego była czynnikiem ułatwiającym promocję zespołu poza granicami rodzinnego kraju, jakim jest Senegal. Przyznaję, że nigdy nie słyszałem o tej kapeli, do czasu gdy w październiku odbyła się jej trasa po Polsce w towarzystwie Kapeli ze Wsi Warszawa. "Boomerang" jest trzecim albumem działającego już od prawie dekady Daara J. Zespół we wcieleniu koncertowym składa się z trzech wokalistów i didżeja, na płycie słyszymy też żywe instrumenty (gitara, bas, harmonika) oraz oczywiście wyprodukowane bity. Teoretycznie mamy do czynienia z hip-hopem, jednak nie mogę nazwać muzyków raperami, za dużo w ich nawijkach melodyjnych fraz, afrykańsko wyśpiewywanych partii. Klasyfikowanie ich w szufladce world music jest raczej właściwe, ponieważ duch kultury rodzimego Senegalu i okolic jest wyczuwalny nawet dla laika. Na tym polega siła tej muzyki, pulsującej rootsowym nastrojem i porywającej do tańca. Jednak przyznać należy, że rewelacyjne koncertowe możliwości nie znalazły odzwierciedlenia w studyjnym zapisie. "Boomerang" przynosi porządną dawkę skocznych rymów w kilku co najmniej językach - francuskim, angielskim i tradycyjnych narzeczach, które powstają zawsze w otoczeniu melodii. Tych nie brakuje, a właściwie każdy refren zaciąga śpiewnymi pomysłami. Najlepszymi dowodami na to utwór tytułowy, bazujący na tradycyjnej pieśni Mandingo i Si La Vie N'est Pas Belle oparty na pieśni Zulusów. Co ważne, Daara J trzymają klasę i unikają tandety rodem z Cepelii. Cały album jest zdecydowanie taneczny, skoczny, kilka numerów to naprawdę wybuchowe kawałki, szczególnie gdy hip-hop wzbogacony jest o reggae, mocne i przynależne do nurtu reprezentowanego przez Gentlemana. Daara J żyją jednak w zglobalizowanym świecie, więc nie ograniczają się do afrykańskich patentów. Pojawiają się wpływy kubańskie, orientalne, elektroniczne podkłady rodem z list przebojów i niestety ten miszmasz czasami nie jest spójny. Za bardzo ociera się o popowe szlagiery, wtedy jedynym ratunkiem pozostają ciekawe wokale. Dlatego najlepszym sposobem zaznajomienia się z muzyką Daara J był wypad na jeden z rewelacyjnych koncertów, płyta tej energii nie oddaje. Jednak warto po "Boomerang" sięgnąć, słucha się tego miło i przyjemnie, choć lepiej ta muzyka wchodziłaby latem, w słonecznym i ciepłym otoczeniu. Bądź co bądź, hip-hop dotarł także do Afryki, a Daara J udowadnia, że filtrując rodzime naleciałości można wygenerować ciekawy produkt. A zarazem imprezowy.
[Piotr Lewandowski]