napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Nie mogłem oprzeć się pokusie, by przy okazji warszawskiego koncertu Nillsa Pettera Molvaera, nie skrobnąć kilku słów o jego ostatnim albumie NP3 (pomijam tu wydany w tym roku Streamer, gdyż jest to zapis jego koncertów z Finlandii i Wielkiej Brytanii ). Do czasów Khmera, wydanego w 1997 roku w klasycznej wytwórni ECM, poprzez Solid Ether oraz Recoloured, Molvaer konsekwentnie podąża drogą eksperymentalnego mariażu jazzu z muzyką elektroniczną. Na kolejnych płytach znajdujemy zwiększające się wpływy multiefektów, loopowania czy wygenerowanych beatów, a równocześnie cały czas jest tu zachowany typowy norweski klimat, pełen smutku i chłodnych brzmień. Dodawana elektronika jest w przemyślany sposób użytą nową formą wyrażenia tych samych północnych uczuć. Molvaer nie daje się zdominować przez kuszące możliwości komputerów, korzysta z nich by coraz bardziej zagłębiać się w transową otchłań. Taka właśnie jest płyta NP3 - zimna, hipnotyczna, pełna przestrzeni. Na pierwszy plan wysuwa się drum & bassowy duet, tworzący szkielet kolejnych utworów. Perkusyjne rytmy wahają się między szybkimi, elektronicznymi pętlami a dubowymi podkładami. Nieodłącznym ich partnerem jest dudniący, głęboki bas, a tej parze często towarzyszy przepuszczana przez rozliczne efekty gitara. W tę prostą, rytmiczną podstawę, Molvaer wplata dźwięki swojej trąbki. Bardzo rzadko raczy nas przemyślanymi melodiami, zazwyczaj grając długie frazy bazujące na jednej, dwóch nutach. Niekiedy słyszymy swobodne improwizacje, wzbogacone dodatkowo użyciem chorusów, delayów czy innych elektronicznych cudeniek, często trąbka staje się tylko dźwiękową plamą w tle. Molvaer nie boi się też zejść na chwilę ze sceny, pozwalając swym rytmicznym towarzyszom wprowadzać nas w trans, by potem wrócić jako jedyny aktor. W swoich utworach umiejętnie łączy jazzowe skłonności do improwizacji i logicznego frazowania z duchem eksperymentu sięgającego do środków rodem z muzyki klubowej, sprawdzając się zarówno w roli kompozytora jak i producenta. Te dwa oblicza widać w zamykającym płytę utworze "Nebulizer", który z jednej strony atakuje stroboskopowym, drum & bassowym podkładem, a z drugiej kończy się pięknym, wręcz romantycznym solem trąbki. Miejmy nadzieję, że Molvaer będzie pogłębiał swoje fascynacje transem, przestrzenią i elektroniką co zaowocuje dalszym poszerzaniem, i tak już wielkiego, worka z napisem jazz.
[Aleksander Kobyłka]