napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Po raz kolejny okazuje się, że stare jest piękne. Nawet jeśli wszyscy wokół wołają o końcu, zatraceniu muzyki rockowej, nawet jeśli jest wiele prawdy w nierzadkim brnięciu rocka na mieliznę żałosnej oryginalności przyznać trzeba, że duch estetyki rockowej i sama mistyczność tej muzyki przenika nadal niemalże wszystkie frapujące jeszcze dziś kręgi muzyczne.
Swoją drogą, że producenci i dj`e garściami czerpią z rockowych bibliotek, ale to co najbardziej imponujące to racjonalny i odważny powrót do tradycji i zgrabne udekorowanie zestarzałych rockowych form w świeże kompozycje. Nie dla wszystkich rock kojarzy się wciąż z poczuciem obciachu, nie każdy jeszcze gitarę wiąże z hewi-mentalnością, na całe szczęście są i tacy, którzy nadal mają sentyment do starego rocka i nie boją się nagrywać pewnie i tak kompletnie niemodnych dzisiaj gitarowych albumów.
Grupa Sons And Daughters - czteroosobowy skład wywodzący się ze Szkocji, kilka tygodni temu wypuściła na rynek swój debiutancki mini-album "Love The Cup", chyląc tym samym czoła przed pomnikami rockowej historii. W żaden sposób nie odcinają jednakże kuponów od tego wszystkiego co było dotychczas - nie pastwią się nad reliktami tej muzyki, ale umiejętnie skłaniają się ku najciekawszym nurtom, przeplatając w swoich utworach sporą dawkę folku, bluesa, funku czy nawet alternatywnego country. Skojarzenia są dość wyraźne - Talking Heads czy The Stooges, klimat ociera się niekiedy dokonania Leonarda Cohena oraz Johny`ego Casha, którego nazwisko posłużyło zresztą za tytuł jednej z kompozycji. Zainteresowani znajdą na tej płycie dużo melodii, humoru, muzycznego optymizmu.
Sama formacja nabierała doświadczenie na trasach z Franz Ferdinand i Arab Strap - w Stanach i w Szkocji mają jak na razie bardzo dobrą prasę i tylko czekać kiedy Quentin Tarantino umieści ich na soundtracku do swojego nowego filmu.
[Tomek Doksa]