napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Troche przykra sprawa z tym ich powrotem. Każdy miłosnik muzyki z lat 80-tych nie może nie znać ich piosenek takich jak "Shout", "Mad World", czy też "Everybody Wants To Rule The World". Dlatego wieść o pierwszej od 16 lat wspólnej płycie Rolanda Orzabala i Curt Smith'a zelektryzowała wielu z nich. Mnie też. Niestety zespół wpisał się na listę kolejnych nieudanych powrotów jakich mamy ostatnio wysyp: Duran Duran, Human League, Culture Club a na naszym podwórku choćby Kombi. Wszyscy nagrali słabe płyty, które nijak się mają do starszych dokonań, wszyscy zagubili gdzieś dawną przebojowość. Może takie grupy nie powinny nagrywać nowych albumów a tylko odgrywać na scenie stare hity? Takim rozsądkiem popisało się niedawno choćby Pixies (choć to troszkę inna liga).
Jeśli chodzi o zawartość płyty: mamy tutaj niezdrowe wręcz stężenie wszystkiego co kojarzy nam się z The Beatles: dwa męskie głosy, bezpretensjonalne melodie (niestety bez znamion przeboju), radosną motorykę utworów i aranżacyjny przepych. Do oczywistych inspiracji dorzuciłbym jeszcze Electric Light Orchestra. Najbliżej tej płycie do najsłabszej pozycji właściwego wcielenia Tears For Fears "Sowing The Seeds Of Love". Ale nawet i tej płycie najnowszy album nie dorasta do pięt. Bo z czym do ludzi ? Z dwoma perełkami w postaci "Closest Thing to Heaven" i "The Devil" ? To trochę za mało. Poza tym, skoro zespół zaproponował słuchaczom powrót do przeszłości to dlaczego nie do własnej lecz The Beatles? Przepraszam z góry wszystkich urażonych fanów Fab Four, ale co ma piernik do wiatraka? Chcielibyście, żeby Paul McCartney nagrał piosenki w stylu Tears For Fears? Ja rozumiem, że ta płyta to hołd dla swoich mistrzów, szkoda jednak iż pod reanimowaną nazwą.
Nawiązując do tytułu płyty musze stwierdzić, iż ja wciąż wierze w szczęśliwy koniec zespołu Tears For Fears. Najlepiej już teraz. A jeśli nie teraz to po następnej, ale naprawdę dobrej płycie. To będzie chyba najlepszy koniec jaki można sobie wyobrazić.
[Marcin Jaśkowiak]