polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mothra wywiad z muzykami

Mothra
wywiad z muzykami

Niewiele jest w naszym smutnym kraju zespołów które potrafią zagrać z taką mocą. Nie oszukujmy się, nasze krajowe podwórko wciąż wieje nudą, bądź odstrasza wtórnością. Od prawie dziesięciu lat, gdy swoje płyty wydawali Kobong, Flap Jack czy Illiusion pojawiła się niesamowita próżnia. Obecnie praktycznie nikt w Polsce nie potrafi zagrać ciężko a przy tym ciekawie. Przestrzeń pomiędzy hard corem i metalem kompletnie wieje nudą... Ale nie do końca, bo właśnie nadchodzi Mothra! Jeśli nie mieliście jeszcze okazji usłyszeć tej kapeli to możecie uznać, że macie stracone dzieciństwo.

Darujmy sobie nudne slogany... Mothra to obecnie najciekawszy polski zespół który jeszcze nie doczekał się poważnej oferty wydawniczej. Chłopaki mają po prostu pecha, że nie urodzili się w NY czy Londynie... bo wtedy już pewnie już od dawna mieli by kontrakt z Relapse czy innym Earache... No cóż to nie ich wina, ja wierzę że prędzej czy później im się uda, gdyż to zespół któremu naprawdę należy się wielki szacunek. Nie rozwódźmy się więc dalej... Jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na ich koncert to uderzajcie w ciemno, a póki co zapraszamy do przeczytania wywiadu którego udzielili mi Piotrek (voc.) oraz Paweł (g.).

Pierwszy wasz koncert widziałem jakieś dobre 4/5 lat temu jeszcze pod nazwą Tins (Thinking is not sin). Nie jesteście więc całkiem nowym zespołem. Czy moglibyście przedstawić waszą historię osobom które jeszcze was nie znają? Co skłoniło was do zmiany nazwy?

Piotr: T.I.N.S powstał gdzieś około roku 98. Na początku w składzie był tylko Daniel i ja. Zespół powstał na gruzach dwóch kapel, w jednej Daniel grał na beczkach w drugiej ja, na gitarze i śpiewałem. Pogrywaliśmy sobie po piwnicach dla zabawy, nie traktując tego na serio, do momentu, aż dowiedzieliśmy się, że jest możliwość zagrania koncertu. Szybko do składu zostali zwerbowani gitarnicy z ówczesnego Negera czyli Paweł (gitara) i Andrzej (bas). W przeciągu chyba 2 tygodni zmontowaliśmy z 4 numery i zagraliśmy. W sumie wielką niespodzianką był dla nas odbiór publiczności, pozytywny oczywiście. W takim składzie pozostaliśmy i mam nadzieję, że nigdy się to nie zmieni. Później, gdy graliśmy już jakieś 2/3 lata razem, nagle padła propozycja zmiany nazwy. T.I.N.S. był fajnym skrótem, ale wymawiany po polsku brzmiał jak teens po angielsku, co już zbyt dobrze nie mogło się kojarzyć. Poza tym stara nazwa była rzucona od tak, na początek, demokratyczną decyzją zmieniliśmy ją i tyle.

Paweł: Tak, śmiesznie i naiwnie to brzmiało "teens". Kiedyś, chyba gdzieś na przełomie 2000/01, oglądałem film "Godzilla vs. Mothra" [nawiasem mówiąc, zajebisty film] i tak spodobał mi się wyraz mothra w swoim brzmieniu, że na następnej próbie powiedziałem chłopakom o pomyśle na nową nazwę i z dnia na dzień staliśmy się mothrą. Podkreślam tu datę - przełom 2000/01 - a to dlatego, że w 2002 zrodził się projekt o tej samej nazwie tyle że w Stanach. Wprowadziło to trochę zamieszania. Ale amerykańscy koledzy chyba skumali kto jest kto i zmienili szybko nazwę (joke).

Skąd wzięły się pseudonimy?

Piotr: Hehe. Tak, ksywy są dobre.... O ile dobrze pamiętam to chyba Paweł wymyślił je kiedyś na potrzeby plakatu i tak już zostało. Pewnie coś się za chwilę zmieni w tym temacie bo nikt do nas tak nie mówi i jest to po prostu żart. Śmialiśmy się kiedyś okrutnie z tego, tak samo jak z naszego podpisu na plakatach pod nazwą kapeli. Graliśmy niejako Metal Syberyjski, cokolwiek miało to oznaczać.

Paweł: Pseudonimy są tylko elementem zabawy. Zrodziły się z żartu i są żartem. To oczywiste, że nikt tak do nas nie mówi na co dzień. Jakoś sobie nie mogę tego wyobrazić. W tym miejscu odbiegnę trochę od pytania i przedstawię zespół: Piotr aka Pan Egon (wokal ); Andrzej aka Andriej Groza (bas); Daniel aka GrandMastaSzwed (perkusja); Paweł aka Pablo Jajojad (gitara).

Z tego co wiem jakiś już czas temu próbowaliście waszego brzmienia z drugim basistą. Czemu to nie wyszło? Macie jeszcze jakieś inne pomysły na rozszerzenie składu w przyszłości?

Piotr: To prawda, próbowaliśmy eksperymentować w pewnym momencie, z drugim basistą, a później z gitarzystą. Niestety, nie udało się. Granie na dwa basy było fajne, muzyka przybierała zupełnie inne brzmienie, ale bardzo nas to opóźniało poprzez niesystematyczność basisty i nieobecność na próbach. Współpraca umarła śmiercią naturalną. To samo tyczy się gitarzysty, który również rzadko z nami grał. Po tych doświadczeniach zdecydowaliśmy się nie podejmować takich kroków w przyszłości. Jednakże nikt z nas nigdy nie powiedział: nigdy.

Paweł: A szkoda, że opcja z 2 basistą padła, byłoby dobrze. Co do drugiej gitary to jest/był trochę inny problem. Wiadomo, że kapela wiele, WIELE zyskuje na brzmieniu kiedy są 2 gitary. Ale przy takiej muzyce (karate, jak to kiedyś określił nasz ziom) potrzebna jest niesamowita precyzja, zgranie i ZROZUMIENIE. Inaczej powstaje chaos - dynamikę, pazur, patenty i wszelkiego typu zasadzki szlag trafia. Drugi gitarzysta musi mieć to samo w głowie co ten pierwszy. Chodzi tu przede wszystkim o gust muzyczny i pomysł na instrument. A tak nie było. Nie mam żalu ani też nie chcę podważać kompetencji Lucjana (pozdrawiam), ale nie zażarło. Inna stylówa, bo technik b.dobry.

Czy kończyliście szkoły muzyczne?

Piotr: Krótko i zwięźle: NIE!!! A szkoda, bo na pewno by to pomogło, a nie zaszkodziło.

Sami określacie wasz styl jako hard core (w aliasie strony www.mothrahc.prv.pl). Moim zdaniem gracie zdecydowanie coś więcej, ale ciężko to zdefiniować. Jesteście zespołem "na dorobku", dlaczego więc zdecydowaliście się sami zaszufladkować pod hasłem HC?

Piotr: Małe wyjaśnienie. HC do nazwy strony dostało się przez zupełny przypadek i brak porozumienia z resztą kapeli. Potem gdzieś się zgubił ten wątek w euforii posiadania strony internetowej. W zasadzie ciężko jest taką muzykę wrzucić do jakiegoś wora. Do HC chyba najbardziej pasuje, bo metalem nie można tego nazwać. Z tym, że ja postrzegam taki wór bardziej jako CORE, po prostu. Bo do tego można o wiele łatwiej się dopasować. Wszystko zależy jak kto postrzega muzykę hard-core, bo jest w niej bardzo wiele gałęzi. Na plakatach w naszym logo widać nazwę MOTH CORE, którą wymyśliliśmy na własne potrzeby i właśnie tak chcemy się określać. Czy się to przyjmie i ktoś zacznie naprawdę tak nazywać nasze produkcje? Czas pokaże.

Paweł: Trudno jest jednoznacznie określić siebie, sprowadzając charakterystykę swojej muzyki jedynie do etykietki. Czasami trzeba podpowiedzieć słuchaczowi w jakich rejonach porusza się dany skład, a wg. mnie ta szufladka pt. HC pełni rolę swoistego drogowskazu. Ktoś mógłby powiedzieć - a co do cholery ten band ma wspólnego z HC? - i tak bywało. Dlatego wymyśliliśmy własną szufladkę - moth core. Niemniej jednak ja osobiście utożsamiam nas z nurtem HC.

Piotr: Kiedyś w internecie widziałem, jak ktoś nas opisał MOTOR CORE. Uśmiałem się okrutnie.

Projekty poboczne. Słyszałem demo Absurdose, widziałem Spasi Sohrani i dotarły do mnie jakieś plotki o jakimś projekcie hip hopowym... Coś jeszcze przeoczyłem? Czy moglibyście opowiedzieć o tych wszystkich projektach - kto? gdzie? jak ? i dlaczego? Czy są one tak samo ważne jak Mothra czy to tylko zabawa na boku?

Piotr: Absurdose, to boczny projekt w którym jestem na wokalu, reszta obsady to Cyr, Lechu i Naphoos. Nagraliśmy demo, całkiem fajne zresztą i teraz pracujemy nad nowym materiałem. Przez parę ostatnich miesięcy ekipa zamiast pracować, wolała się kłócić między sobą. Efekty - marne. Ja ze swojej strony zaangażowałem się w ten projekt i chciałbym, aby coś, kiedyś w końcu z tego wyszło. Szkoda naszej pracy włożonej w muzykę, bo nie jest to garażowe rzępolenie, tylko kawał dobrej roboty na wysokim poziomie. Jak dobrze pójdzie to zagramy niedługo parę koncertów na południu Polski. Co do hip-hopowego projektu to brał w nim udział Daniel i Andrzej, ale z tego co wiem, to zalicza się on już do przeszłości. Chyba dla każdego z nas Mothra jest najważniejsza, ale boczne projekty traktujemy równie poważnie. Jakby nie patrzeć jest to doskonalenie warsztatu. Wiele się nauczyłem nagrywając wokale do Absurdose, bo bat reszty kapeli był srogi i wymagali dużo. Jakoś jednak dobrnąłem do końca sesji i tak oto bagaż doświadczeń powiększył się o 30 minut ciężkiego materiału.

Paweł: Spasi Sohrani to już historia, historia opolskiej sceny punk. To kapela z niemalże kilkunastoletnim stażem. Grałem tam wraz z Danielem i oczywiście nie od początku. Zostaliśmy zwerbowani jakieś 3 może 4 lata temu po kryzysie personalnym (którymś tam z kolei w tym bandzie). Spasi Sohrani grało melodyjnego punka z kalifornijską nutą. Swego czasu używano określenia o-polskie Bad Relligion. W 1995 roku został zarejestrowany i wydany przez Pasażera materiał na kasecie "Bez komentarza" który sporo namieszał na scenie. Przez problemy alkoholowe kapela zaliczała same doliny po czym rozpadła się. W roku 2000 Pinokio przywiózł z Berlina ideę reaktywacji, ale w nowym składzie. Trafiliśmy do Spasi z prężnie już działającej Mothry. Było kolorowo do czasu kłopotów z wokalistą. Nagraliśmy dobry materiał na LP, który z resztą nigdy się nie ukazał i nie ukaże (a mieliśmy już deal z wydawcą). Potem Pinokio (gitara - rdzeń kapeli) wyemigrował więc nie było już sensu grać pod tym szyldem.

Należy w tym miejscu wspomnieć o nowym projekcie, który narodził się na zgliszczach Spasi Sohrani. Band nazywa się Lola Hart, skład: Daniel (perk), Michał (bas), drugi Michał (voc), Ja (git). Nie będę się tu rozpisywał bo jesteśmy w trakcie składania materiału. Powiem tylko, że raczej nie podążamy drogą Spasi Sohrani i że takiego czegoś jeszcze w Opolu nie było... Demo niebawem. Będzie git i nie jest to zabawa na boku.

Gdzie rejestrowaliście demo? I kto tak zwalił brzmienie perkusji?

Piotr: Nie mogę powiedzieć gdzie nagrywaliśmy, bo koleś który to robił jest naszym znajomym, sprawa jest chyba jasna. Brzmienie perkusji jest efektem przekombinowania. Nagrywaliśmy na stówę i na bębny siadło parę bonusów które musieliśmy usunąć. Kompresory i bramki zrobiły swoje, plus stan realizatora, hehe. Nie przejmujemy się tym na dzień dzisiejszy, demo zostało nagrane niskim nakładem finansowym (niektórym szczeny opadły), poszło w internet poglądowo, poza tym, gorzej być nie może.

Paweł: Nic dodać, nic ująć.

Próbowaliście gdzieś to rozsyłać? Jaki był oddźwięk?

Piotr: Chyba sobie żartujesz, służy jako promo, rozdajemy za frajer na gigach i wysyłamy po klubach, nic więcej.

Paweł: Odźwięk? Hmm, coś na zasadzie - ten werbel brzmi... jak kawał rynny!

Skąd wygrzebaliście ten dziwny obrazek na okładkę? To jakaś ćma cmentarna?

Piotr: Okładkę zmajstrowali nam nasi znajomi, zrobili dwa projekty. Przeszło zdjęcie z dziewczynką, a w zasadzie jest to fragment zdjęcia, ale bardzo fajny. Głębszego przekazu raczej nie ma. W zasadzie nie wiadomo o co tam w ogóle chodzi, ale klimat jest naprawdę niespotykany.

Pochodzicie z Opola bądź okolic, ale obecnie nie wszyscy mieszkacie blisko siebie. Jak więc wyglądają próby i komponowanie nowego materiału?

Piotr: Szczerze mówiąc strasznie się obawiałem rozjazdu Mothry i w pewnym momencie myślałem, że wiąże się to ze smutnym końcem bandu. Jednak nagrane demo i koncerty w roku 2004 zmobilizowały nas do pracy. Staramy się spotykać kiedy tylko jest to możliwe. Ostatnio siedzieliśmy cały tydzień i naparzaliśmy co wiązało się z zawaleniem szkoły przez Daniela, ale cel był szczytny. Każdy z nas jest nakręcony i chce ciągnąć to dalej. Ostatnie dwa numery zostały złożone drogą korespondencyjną. Paweł nagrał na komputer ścieżkę gitar i wysłał to do nas. Potem na próbach zgrywa się wszystko razem i tak powstaje nowy numer. Jakoś musimy sobie dawać radę, choć niekiedy jest naprawdę ciężko podzielić braki finansowe, odległości, pracę i studia na raz. Ostatnio byliśmy nawet dość wybredni jeżeli chodzi o terminy gigów, ale to wszystko naprawdę z przyczyn niezależnych od nas.

Paweł: Staramy się grać w miarę regularnie, tzn co dwa tygodnie jakieś 2-3 próby. Zazwyczaj jest to łikend. Noo i oczywiście święta. Komponowanie wygląda tak, że ja jako szef od gitary wymyślam szkielet, patenty i ciekawostki. Wtłaczam do komputera, dokładam bicie i mam szkic kompozycji. Podsyłam to poprzez błogosławiony internet reszcie szefów i tak zaczyna się praca nad kawałkiem. Na najbliższej próbie każdy szef przedstawia wizję swojego instrumentu i wszystko sklejamy.

Macie teksty zarówno po polsku jak i po angielsku. Od czego to zależy?

Piotr: Od niczego. Jak miałem pomysł na polski tekst to tak pisałem. Nie było specjalnej reguły. Większość tekstów było jednak po angielsku i tak już pozostanie. Wymogi rynku zmusiły mnie do pisania w ingliszu, mimo, że polskie teksty naprawdę podobały mi się, dobrze brzmiały. Niestety, no more.

Jeden z waszych najlepszych numerów to "La' puta". Co oznacza ten tytuł?

Piotr: No, ja nie wiem czy akurat La'Puta jest naszym najlepszym kawałkiem, ale niech będzie. Najlepiej chyba wie Paweł co to oznacza, bo to on wymyślił ten tytuł.

Paweł: La' puta to po hiszpańsku dziwka / kurwa, zależy od kontekstu. Fajnie brzmi.

Końcówka utworu "La' puta" bardzo mocno przypomina mi zakończenie "43% Burnt" Dillinger Escape Plan z płyty "Calculatin Infinity". Skojarzenie te nasunęło mi się gdy pierwszy raz słuchałem was na koncercie, a później za każdym razem gdy przesłuchiwałem demo. Czy to świadomy zabieg?

Piotr: Jak przeczytałem pytanie to od razu włączyłem DEP. Nie widzę związku, podobieństwo może i jest, ale bardzo, bardzo małe.

Paweł: Mi jako komuś kto robi muzę, trudno się zgodzić z tym stwierdzeniem. Analizując od strony technicznej jest to zupełnie inny motyw, inne funkcje. Hmm (i drapię się po brodzie), jedynym podobieństwem może być to, że perkusja idzie sobie równiutko akcentując połamaną gitarę, ale w ten sposób można by również doczepić się kolesi z pierwszej lepszej kapeli regałowej, że podpierdalają Marleya Boba. Taka zagrywka, patent.

"Pogarda" jest w jakimś stopniu społecznie zaangażowany. Czy zajmujecie jakieś wyraźne stanowisko polityczne w swoim przekazie. O czym są wasze teksty? Kto je pisze?

Piotr: I tu mnie macie! Do Pogardy napisał tekst Andrzej, także nie chciałbym się wypowiadać na ten temat. Reszta jest moja, a o czym? Różnie, w każdym razie politykę omijam dużymi krokami. Można by powiedzieć, że piszę o życiu, bo w końcu jeszcze żyjemy, ale nie o to chyba wam chodzi... Staram się szukać tematów mało powierzchownych, głównie są to moje przemyślenia o egzystencji ludzkiej, a niekiedy wymyślam sobie jakieś chore rzeczy jak np. Technological Death, La'Puta natomiast jest krótką historyjką o pewnej panience. Teksty zazwyczaj powstają pod wpływem jakiegoś małego impulsu, wydarzenia, obrazu, wtedy biorę kartkę i piszę, tak jest najlepiej. Jak powiedziałem nie ruszam polityki, kościoła i innych typowych tematów dla tego rodzaju muzyki. Staram się unikać dosłownego tłumaczenia sensu tego co piszę, bo nie na tym sztuka przecież polega. Autor zawsze powinien mieć trochę przestrzeni dla siebie. Myślę, że piszę w miarę jasno i każdy powinien się doszukać właściwego sensu. Kiedyś miałem piękny, poetycki pomysł, na teksty. Z założenia miały tworzyć jeden wielki obraz całości, przeplatać się wątkami, jednak nic z tego nie wyszło. Chciałem, aby razem tworzyły opowieść, w końcu jednak wyszła jedna wielka szarpaniana tematyczna, jak wszędzie indziej... Ale jeszcze nic straconego, bo dopiero nagrywamy pierwszy album.

Utwory z waszego demo są mocno zróżnicowane i słychać w nich wiele różnych wpływów, ale też bez wątpienia waszych pomysłów. Czy wynika to z tego, że wszyscy słuchacie różnych rzeczy czy też piosenki były pisane w różnych okresach istnienia zespołu?

Piotr: Wiem o co Ci chodzi, widać to szczególnie po silnikach kawałków! Faktem jest, że np.: numer Miejsce miał w momencie nagrywania już 2 lata, Piece of a Past rok, a La'Puta i Technological Death były świeżymi kompozycjami z ostatnich miesięcy. Stąd wynika różnica. Oczywiście stare numery podlegały modyfikacjom, ale nie można całkowicie zmienić czegoś, co zapuściło w nas korzenie.

Paweł: Dodam do tego co powiedział Piotrek, że materiał na demo nagrywany był z takim zamysłem by najpełniej oddać charakter tworzonej przez nas muzyki. Stąd stare jak i nowe numery.

Jakie macie inspiracje, na jakich zespołach się wychowywaliście, czego sami słuchacie na co dzień?

Piotr: Od małolata słuchałem metalu i core'u, przeplatając od czasu do czasu innymi rodzajami muzyki. Pantera była dla mnie chlebem powszednim, później Downset i takie tam. Napalm, Sepultura. Ciężko było w ogóle cokolwiek dostać. Teraz dalej słucham głównie gitarowych młócek, ale na świecie jest tyle zajebistej muzy, że trzeba raz na jakiś czas odbić się od drących japę wokali i utopić się w... elektronice na przykład, albo czarnej nucie. Co do inspiracji to sam nie wiem, staram się odrywać od tego co jest, robiąc muzykę. Wiadomo, że do końca nigdy nie uda nam się uciec, ale próbować zawsze można. Efekty chyba są, bo ludzie porównują nas od Slipknota po DEP. Przepaść jest dosyć solidna, a to, że kiedyś się jarałem wokalem ze Slipknot to inna sprawa.

Paweł: Wychowałem się na metalu. Słuchałem chyba wszystkiego co wtedy było głośne i gitarowe. Zaczeło się od Sepultury, Slayera, był też Megadeth noo i Guns'n'Roses też. Nie słuchałem jedynie Metaliki. Potem przyszła fascynacja punk a chwilę potem hard core oraz szersze spojrzenie na muzykę. Fascynuje mnie ciężka muza, dlatego dużo inspiracji grindem i metalem, ale też zadziorność i dynamika HC/punk, co słychać w naszej muzyce. Ciężko mi w tej chwili napisać czym się inspiruję i czego słucham na co dzień, bo byłoby tego w cholerę. Przyswajam wszystko co dobre, oczywiście według własnego gustu i nie ograniczam się jedynie do gitarowego grania.

Nagrywacie nowy album, co się na nim znajdzie, całkowicie nowy materiał czy wykorzystacie coś z waszego demo?

Piotr: W sumie to jest to tajemnica. Mogę tylko tyle powiedzieć, że album nie będzie tak zróżnicowany jak demo. W ciągu tylu lat grania i rozwijania własnego stylu w końcu wkroczyliśmy na właściwą ścieżkę. Na LP będzie się znajdowało 9 numerów, a łączny czas to gdzieś około 50 min...... no dobra, La'Puta będzie na bank.

Paweł: Tak, o dziwce jeszcze zagramy...

Kiedy się ukaże ta płyta? Macie już jakiegoś wydawcę czy zamierzacie też próbować robić z tym coś za granicą?

Piotr: Na chwilę w której to piszę, tj. koniec kwietnia, takie informacje również są ściśle tajne. Wydawcę mamy, lada chwila wchodzimy do studia. Co prawda nagraliśmy już bębny i bas, ale zapadła decyzja o ponownym nagrywaniu. Poza tym, nie wszystkie numery są nagrane. Premiera jest ustalona na czerwiec, a raczej na późny koniec czerwca. Myślę, że razem z naszym sponsorem i wydawcą w końcu coś z tego będzie. Dodatkowo, ostatnio, ku naszemu zaskoczeniu, zaoferowało nam pomoc w nagrywaniu parę osób, którym bardzo dziękuję, bo samemu w dzisiejszych czasach to już nawet z mostu ciężko się rzucić.

Uważam, że największa siła Mothry to koncerty. Trochę ich zagraliście, który z waszych koncertów uważacie za najlepszy, gdzie gra wam się najlepiej?

Piotr: Najlepiej gra nam się w Opolu! Żartuję. W zasadzie to wszędzie gra nam się dobrze, nawet jeżeli publika nie dopisuje. Zawsze staramy się zagrać lepiej niż potrafimy. Muzyka którą gramy jest ciężka w odbiorze, a ludzie nie zawsze wiedzą co gramy i niekiedy stoją wryci, bo nie można pomachać głową do rytmu albo pomoshować. A jak już im się uda załapać, to na ich nieszczęście szybko się to kończy. Z undergroundowych imprez to zajebiście było w Dzierżoniowie. Tam ludzie znają się na rzeczy! K-Kożle też miło nas zaskoczył. Ale najśmielsze oczekiwania jak dla mnie, przeszły 2 koncerty na Metal Union Road Tour, które zagraliśmy dzięki uprzejmości HEDFIRST. To był szok, zwłaszcza Kraków. Naprawdę, nie spodziewaliśmy się takiego odbioru na taką skalę. To właśnie chyba te gigi utrwaliły nas w przekonaniu, że musimy robić swoje nie zważając na cokolwiek.

Paweł: Kraków!!! Dzierżoniów, Zabrze, w Opolu też ostatnio było fajnie.

Gdzie planujecie zagrać w najbliższym czasie? Może macie jakieś większe plany na jakąś trasę, bądź festiwale na wakacjach?

Piotr: Z tego co mi wiadomo, to na razie mamy zaplanowane koncerty w Kaliszu i Wieluniu na maj. Na lipiec szykuje się mini trasa, z naszymi sojusznikami, czyli Face of Reality, ale nie będę zapeszać. Na razie za bardzo nie angażujemy się w koncerty, skupiamy naszą uwagę na nagrywaniu. Ale do wakacji jeszcze daleko, więc jestem pozytywnej myśli.

Paweł: Debiuty w Opolu...

Piotr: Na koniec chciałbym podziękować za zainteresowanie Tomkowi i za ciągłe wspieranie naszej działalności. Respekt!

Paweł: Przyłączam się do podziękowań.

Cóż mogę dodać... wielkie dzięki chłopaki za Wasz czas! Do zobaczenia na kolejnym koncercie!

[Tomek Jurek, Bartek Łabuda]