polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
JAGA What We Must

JAGA
What We Must

Dziesięcioosobowy kolektyw z Norwegii zmienił nieco nazwę, pewnie nie chcąc być niepotrzebnie zamykanym w klamrach nowego jazzu. Nagrał natomiast płytę, która zwrócić może na niego jeszcze większą uwagę niż wszystko co nagrano pod szyldem Jaga Jazzist dotąd.

Nie ma na "What We Must" rewolucji, ani też diametralnych zmian. Mniej może w ich kompozycjach syntetyczności i elektronicznego brudu - całość nowej płyty sprawia wrażenie ułożonej, nawet jeśli wybuchającej znienacka spontanicznym rytmem, to jednak wciąż jest to delikatna i wielobarwna produkcja. Wpływy psychodeliczne, post-rockowe i jazzowe zestawiono w sposób umiejętny i przemyślany, skąd najbliżej im do echa twórczości Tortoise, jednak to właśnie album Norwegów brzmi ciekawiej i bardziej przekonywująco niż owi przedstawiciele Thrill Jockey. Delikatność nagrań Jaga przejawia się w formie dźwiękowej, bo pomimo elementów szalonego fusion, płyta ta jest bardzo wygładzona, podchodząc niemal z szacunkiem do tradycji jazzowych czy awangardowych. Album jednak akurat na tym zyskuje, windując Jagę do poziomu elity pomysłowych jazz-rockowców.

Na Wyspach ten krążek prawdopodobnie zyska jeszcze większą popularność niż poprzednie dokonania norweskiego kolektywu i trudno się nie zgodzić, że to efekt zasłużony. Pytanie tylko, jak album przyjmie polska publiczność. Jako że formacja ta nagrywa dla kultowej Ninja Tune, są szanse na odpowiedni odbiór. Poznać nową Jagę będzie też można przy okazji majowych koncertów Norwegów w naszym kraju.

[Tomek Doksa]