napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Przybyło nam nowego zespołu na rodzimej scenie gitarowej. Kości na szczęście nie są ani z okolic Mysłowic, ani ze Szczecina, ani też z Trójmiasta, choć brzmieniowo najbliżej im właśnie do ostatnich z powyższych stron. Debiutancki album grupy, wydany w stylowym digipacku i ze świetną okładką, przynosi muzykę solidną, poprawną i poukładaną, ale jednak nie zaskakującą. Być może jest to kwestia upływu czasu - płytę zarejestrowano jeszcze w 2002 roku i przez prawie trzy lata pełniła ona rolę półkownika niczym filmy za komuny, ale słuchając już pierwszych utworów, w głowie rodzi się myśl: "ocho, Maciek Cieślak maczał w tym palce". A im dalej w głąb albumu, tym podejrzenie to staje się coraz bardziej przeświadczeniem, a równocześnie staje się raczej jasne, że Kości drugą Ścianką nie są, mimo, że niejeden raz przybliżają się do dynamicznego oblicza gdańskiej formacji. I rzeczywiście, Maciek Cieślak współprodukował album, w którym słychać sporo odniesień do względnie modnego ostatnio grania w stylu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych z zacięciem punkowo-dynamicznym. Początek albumu w postaci doskonałego "Szkielecika" jest wielce obiecujący, bowiem utwór przynosi znacznie więcej drapieżności i brudu niż White Stripes byłoby kiedykolwiek w stanie z siebie wydobyć, kolejne utwory też są bardzo solidne, ale niestety gdzieś się domniemana unikatowość tej muzyki rozmywa. Z tego względu Kości zasługują na miejsce w pierwszym szeregu zespołów rockowych w tym kraju, wyprzedzając o kilka długości kapele rodem z Trójkowego Ekspresu, ale rewelacja to nie jest, szczególnie w świetle odniesień do wspomnianej Ścianki albo nieodżałowanych 3 Metrów. Po prostu zbyt przewidywalna jest ta muzyka. Kości pochodzą z Głogowa, więc jeżeli mielibyśmy tworzyć rockowy ranking miast, którym daleko do metropolii, to Szubin (nieistniejące już Something Like Elvis) oraz Wołów (Blue Raincoat) pozostają niezagrożone. I jeszcze jedna uwaga. Do tekstów na tej płycie trzeba mieć sporo cierpliwości, zespół deklaruje, iż nawiązują one do "melancholijnego głogowskiego splinu", cokolwiek miałoby to oznaczać - dobrze, że przynajmniej nie śpiewają o kopalniach miedzi, ale niektóre z tekstów są po prostu głupie. Także dlatego najlepiej wypadają kawałki ostre, jak mój ulubiony "Szkielecik" (wtedy wokal słabo słychać), albo bardzo dobre, instrumentalne, transowe i prawie dziesięciominutowe zamknięcie płyty. Utrzymując ten poziom, Kości nagrałyby bardzo dobry album, a tak skończyło się na poprawnym.
[Piotr Lewandowski]