polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
2:54 (two: fifty four), Svper, RAINBOW ARABIA,HOLOGRAMS, GIRLS NAMES, IZES,Enchanted Hunters Soundrive Fest 2013

Soundrive Fest 2013

16-18.08.13 Gdańsk - Klub B90

Podczas tegorocznej II  edycji, w trakcie dwóch dni na 3 scenach wystapi ok. 30 zespołów z Polski i zagranicy. Portal Soundrive.pl  zorganizuje Konkurs dla Kapel, które w drodze eleminacji wystąpią na Scenie Soundrive. Tegoroczna edycja Soundrive Fest  zmienia lokalizację i przenosi się do Gdańska. Całość wydarzenia obędzie się w nowo powstającym Klubie B90.

Bilety:

I pula: WYPRZEDANA !
II pula: WYPRZEDANA !
III pula: Karnet 3-dniowy (od 24.05 do 15.06): 70 zł
IV pula: Karnet 3-dniowy (od 15.06 do 16.07): 80 zł

V pula: Karnet 3-dniowy (od 16.07): 100 zł

Sprzedaż biletów: http://tickets.soundrive.pl

Więcej o festiwalu: festiwal.soundrive.pl

Klub B90 zlokalizowany na terenie po fabrycznym byłej Stoczni Gdańskiej w scenerii historycznych dźwigów, statków i morza; 10 min. od Centrum Starego Miasta – duża przestrzeń o ogromnym potencjale. Nowe miejsce spotkań ludzi poszukujących nietypowych wrażeń muzyczno – artystycznych na kulturalnej mapie Trójmiasta. Miejsce do realizacji  koncertów muzyki alternatywnej, mocnego brzmienia,  jazzu, przedstawień teatrów off’ owych oraz pokazów filmowych. Klub B90 to dwie sceny, wyposażone w najwyższej jakości sprzęt nagłośnieniowy i oświetleniowy. Soundrive Stage: miejsce występów alternatywnych, niszowych artystów, debiutujących na scenie muzycznej, B90 Stage: scena główna goszcząca artystów o silnej i ugruntowanej  pozycji w świecie muzyki.

PROGRAM

Otwarcie bram każdego dnia od godz. 16:00

Piątek, 16 sierpnia

Main Stage:
18:00-19:00 Girls Names
19:30-20:30 2:54
21:00-22:00 The Soft Moon
22:30-23:30 Turbowolf
00:00-01:00 Connan Mockasin

Soundrive Stage:
17:00-17:40 Karate Free Stylers
19:30-20:20 Dignan Porch
20:50-21:40 The Experimental Tropic Blues Band
22:10-23:00 The Family Rain
23:30-00:20 Holograms
00:50-01:40 Rainbow Arabia

Sobota, 17 sierpnia

Main Stage:
18:00-19:00 Team Ghost
19:30-20:30 TOY
21:00-22:00 Still Corners
22:30-23:30 Egyptian Hip Hop
00:00-01:00 Esben and the Witch

Soundrive Stage:
17:00-17:40 Little White Lies
18:10-19:00 Sjón
19:30-20:20 The Janitors
20:50-21:40 Cold Pumas
22:10-23:00 Wall of Death
23:30-00:20 The Hickey Underworld
00:50-01:40 Svper

Niedziela, 18 sierpnia

Main Stage:
20:00 iamamiwhoami

Soundrive Stage:
17:00-17:50 Branches
18:20-19:10 Ulster Page
19:40-20:30 The Sweet Release Of Death
21:00-21:50 Enchanted Hunters
22:20-23:10 Izes

Informacje o artystach:

TOY

Toy jest pięcioosobową grupą nagrywającą na co dzień w Londynie. Skład to: Tom Dougall (wokal / gitara), Dominic O`Dair (gitary), Maxim Barron (gitara basowa / wokal), Alejandra Diez (syntezator/ modulacja dźwięku) & Charlie Salvidge (bębny / wokal).

Przed ich pierwszym, samodzielnym brytyjskim tournée w kwietniu, łącznie z występem w londyńskim Xoyo, na które sprzedano wszystkie bilety, grupa zaledwie w dwa tygodnie w południowo – londyńskim studio nagrała z Danem Careyem ich debiutancki album. W lecie Toy pojawiło się na większości poważnych brytyjskich festiwali takich jak: Reading / Leeds, Latitude, Bestival, End of the Road, Festival No. 6 and Green Man. W tym czasie także wydawali kolejne single tzn. ‘Motoring’, ‘Dead & Gone’ and ‘Loose My Way’. Po wydaniu we wrześniu bardzo dobrze przyjętego, debiutanckiego albumu o tym samym tytule co nazwa grupy, Toy ruszyło w listopadzie na wielkie brytyjskie tournée poprzedzone licznymi występami w Europie i Stanach Zjednoczonych.

COLD PUMAS

Cold Pumas pochodzą ze słynącego z targanych wiatrem molo Brighton i od samego początku są wierni zasadzie trzech P: Powtarzanie, Powtarzanie, Powtarzanie. Można powiedzieć, że nawet ich debiutancki album „Persistent Malaise” jest wynikiem ciągłego odradzania się. Płyta wydana 5 listopada 2012 powstała jako wspólny projekt trzech niezależnych wytwórni płytowych – Faux Discx, Gringo Records and Italian Beach Babes Records. Album można uznać zarazem za gmach miarowo wytyczający takt zgromadzonym dźwiękom, jak i komin dający ujście krautrockowej katharsis. LP debiut był poprzedzony kilkoma singlami, które uchwyciły rodzącą się ewolucję tej trójki pedantów o bratnich duszach.

Wrażenie niepokoju jest chwilami świadomie spotęgowane poprzez przenikający wszystko rytm, co na swój sposób oddaje także tytuł albumu – Persistent Malaise /Uporczywa apatia – AO/. Istotnie, kilkakrotnie powtarzany jest zabieg, polegający na zestawieniu ze sobą ożywczych faktur muzycznych, akordów kończących piosenki i spajających całość tekstów, które niejako na nowo opowiadają o wszechobecnym strachu przed rozpadem związku. Muzyka chwilami przywołuje wrażenie, że jest się samotnym widzem na przyjęciu, który jako jedyny, pośród niczego nieświadomych gości, spostrzegł powolny upadek.

Jest to najsilniej nasycony liryzmem album w dotychczasowych dokonaniach grupy. Można także odnaleźć pewną współzależność pomiędzy tym liryzmem a powrotem do brzmień od dawna przez zespół zarzuconych. ‘Persistent Malaise’, stworzony w zgodzie ze wspomnianą zasadą trzech P, nie można traktować jako popowego albumu, ponieważ jest daleko bardziej interesujący i angażujący uwagę słuchacza, dzięki przeciwstawieniom, zwrotom o 180°, pozwalającym takim piosenkom jak ‘Fog Cutter’ niejako hipnotycznie cofać się do początku, unosić się i opadać jak w ‘Crystalline Loop’ przypominającym  monotonny dyskurs na temat romantycznych wspomnień, ich wierności i sensu.   

SVPER

Grupa stworzony przez Sergio Peresa i Luciana Della Ville – debiutowała albumem zainspirowanym niemiecką sceną Kraurockową lat 70-tych i najbardziej wyszukanymi odmianami popu. Album zatytułowany nazwą zespołu jest płytą, która w chwilę potrafi zauroczyć słuchacza, czy to dzięki ciepłemu, prawie magicznemu dźwiękowi generowanemu przez klasyczne analogowe syntezatory, czy też dzięki hipnotycznym efektom wywołanym przez wszechogarniający rytm i melodyjny głos Luciana.

SOVIET SOVIET

Sovie Soviet, grupa pochodząca z Pesaro/Fano we Włoszech, powstała w 2008. Po wydaniu kilku singli, grupa zdecydowała się w czerwcu 2009 wydać własną EPkę nagraną w Studio Waves przez ich przyjaciela i dźwiękowca, Paolo Rossiego.

Dzięki Internetowi, grupa zyskała na popularności i zaczęła grać na licznych imprezach. Rozgłos zaowocował recenzję zamieszczoną na serwisie Pitchwork we wrześniu 2009. W 2010, Sowieci razem z angielsko – francuskim duetem Frank (Just Frank) wydali drugą EPkę, nakładem Mannequin Rec., zostali też zauważeni przez Simona Reynoldsa na jego Retromanii.

Szybko włoskie trio przekonało się, że ich przeznaczenie leży na europejskich scenach. I tak Soviet Soviet zaczęli koncertować w całej Europie, wliczając w to liczne europejskie festiwale. W lutym 2011 wydali w wersji cyfrowej podwójną EPkę ‘Nice’ nakładem wytwórni Tannen Records z siedzibą w Weronie. W maju 2011, ich piosenka ‘Restless’ jest wydana przez grupę Discipline, jako część ich kompilacji pt. ‘ A Contemporary Picture of the Obscure Italo Music Movement’. Następnie zespół odbył tournee po Europie Wschodniej i Bałkanach.

ESBEN AND THE WITCH

Może już wiecie, co oznacza „przekleństwo drugiej płyty”, budzące strach we wszystkich młodych zespołach. Zwykle przerażająca opowieść snuta przez tych, którzy tej klątwy doświadczyli, sprowadza się do narracji o tym, jak kapela pnąca się w górę, po wydaniu świeżego debiutanckiego albumu, wypuszcza drugi krążek określany jako przebrzmiały, nudny itd. Czasem też, muzycy, jak gdyby nie wierząc w to, co dotąd tworzyli, postanawiają radykalnie zmienić swój sposób gry, skazując się na niepowodzenie.

Nie wdając się dalej w rozważania o prawdziwości tej ”klątwy”, należy stwierdzić, że Esben and the Witch na swojej drugiej płycie ‘Wash the Sins Not Only the Face’ całkowicie pokonali owe nieszczęsne fatum, wydając album, który można określić jako majestatyczny, zapadający w pamięć, ale zdecydowanie nie można powiedzieć, że jest on nieudany.

Na drugim krążku muzycy w pełni zrealizowali pomysły pojawiające się już na ich pierwszej, zbierającej dobre recenzje, płycie wydanej w 2011 – ‘Violet Cries’. Pomimo zdobytego uznania, artyści nie chcieli jednak spocząć na laurach, więc tworząc drugi album, postanowili jednocześnie dokonać własnej oceny pierwszej płyty. W ten sposób, niejako na nowo konstruując przeszłość, szukali swojej drogi w przyszłość.

THE EXPERIMENTAL TROPIC BLUES BAND

Rockandrollowe trio z Belgii, the Experimental Tropic Blues Band od samego początku propaguje bluesa (w Europie, USA I Kanadzie). Na scenie występowali razem z the Cramps, Andre Williams, Bob Log, JSBX, Heavy Trash, Jay Reatard i inni.

Jak dotąd wydali jedną EP`kę i trzy LP, z których ostatni został nagrany w Nowym Jorku i wyprodukowany przez Jona Spencera (JSBX, Heavy Trash, Boss Hog, Pussy Galore). Wspaniali artyści o wielkim potencjale estradowym – zresztą sami sprawdźcie te rockandrollowe zwierzęta sceniczne.

TURBOWOLF

Wiele kapel stara się uniknąć zaszufladkowania i przyciągnąć fanów różnych gatunków muzycznych, jednak niewiele z nich robi to tak dobrze i przekonująco jak Turbowolf. Najwyraźniej muzycy z Bristolu poprzez swoje pełne werwy riffy, twardy rytm i psychodeliczne improwizacje potrafią na swoich koncertach zgromadzić metalowców, punków i innych luzaków rozmaitych maści. Gdzie jeszcze można zobaczyć gościa w koszulce Motorhead z 1992, w kapeluszu szerokim rondem i niemodnych okularach, wyglądającym, jak gdyby trafił tu bezpośrednio z planu filmu Ritchiego o Sherlocku Holmsie?

To może się wydawać dziwne, ale najwyraźniej zdaje to egzamin. Turbowolf lepiej, niż dobrze  panują nad tak zróżnicowaną publiką. Kawałek taki jak cholernie wpadający w ucho – ‘A Rose for The Crows’ – zawsze wywołuje entuzjazm publiczności, która potrafi też docenić bezpośrednie i energetyczne zachowania sceniczne lidera grupy, Chrisa Georgiadisa. A co najważniejsze, zespół ciągle się rozwija.

2:54

2:54 to londyńska grupa, utworzona przez dwie siostry – Colette i Hannah Thurlow, która zyskała spory rozgłos ze względu na nowe rockandrollowe brzmienie. Dziewczęta, wychowane na Kyuss i Queens of the Stone Age, swoją nazwę wzięły z ulubionego kawałka Melvins, w którym właśnie w 2:54 nadchodzi moment, kiedy „robi się dobrze”. Zespół wyłania się z mgły różnych idei, tworząc muzykę zapadającą w pamięć, eteryczną a zarazem porywającą. Widmowe melodie, wyłaniające się zewsząd chmurne riffy i pełna niebezpieczeństw ściana dźwięku przywodzą na myśl Mazzy Star czy też PJ Harvey.

Na żywo siostrom wspaniale akompaniują Joel Porter i Alex Robins, sprawiając że grupa, dzięki swoim ekspresywnym występom, zyskała świetną koncertową reputację. Po ogromnym zainteresowaniu, jakie duet wzbudził w 2010, a którego kulminacyjnym punktem było tournee z Warpaint i Melissą Auf De Maur, dziewczęta wydały debiutancki singiel, przygotowywały płytę i napiętą trasę koncertową.

KARATE FREE STYLERS

Paweł Kowalewicz (perkusja), Piotr Siwicki (gitara, wokal) i Paweł Porzych (wokal, bas) – pochodzące z Olsztyna noise-rockowe trio ma na swoim koncie dwie ciepło przyjęte epki, kontrakty z wytwórniami w Polsce i Stanach Zjednoczonych i masę koncertów rozegranych w kraju. Swoją muzyką nawiązują do twórczości The Jesus and Mary Chain, My Bloody Valentine, A Place to Bury Strangers, Japandroids czy No Age, ale wszystkie te inspiracje przerobili na swój sposób, tworząc coś, co śmiało można nazwać post…everything. Koncertowali z Handsome Furs, Team Me, The Shipyard czy Kiev Office. Na jesieni planują wydać długo wyczekiwany debiutancki album. Grają energicznie, a koncerty Karate Free Stylers zawsze są żywiołowe. Sceniczna bomba, która może wybuchnąć w każdym momencie.

IAMAMIWHOAMI

Podczas ostatnich dwóch lat swojej działalności, iamamiwhoami w równym stopniu potrafiła zadziwić, oczarować, jak i intrygować. Kiedy jej, z jednej strony surrealistyczne, z drugiej wizualnie bogate, teledyski zaczęły się pojawiać w sieci, wyrósł las pytań o samą artystkę. W tym czasie klipy miały już miliony odsłon i całą rzeszę fanów. Okazało się, że ich twórczynią jest szwedzka piosenkarka Jonna Lee. Można przy tym nadmienić, że jej współpracownicy ciągle pozostają w cieniu. Projekt przyniósł liczne nagrody, wśród których należy wspomnieć o szwedzkiej nagrodzie Grammy „Innovator of the Year” i dwóch nominacjach nagród MTV online music w 2011, oraz o „Digital Genius Award” przyznanej przez MTV w 2012. Jak dotąd klipy iamamiwhoami wygenerowały ponad 15 milionów odsłon.

EGYPTIAN HIPHOP

Egyptian Hip Hop to czterech utalentowanych siedemnastolatków z Manchesteru, uczęszczających na lekcje z gitary udzielane przez Johna Marra. Ich debiutancka epka „Some Reptiles Grew Wings”, wydana nakładem Warps Hudson Mohawke, to zbiór nieco kanciastych popowych piosenek, urzekających wyjątkowym rytmem.

Po długiej przerwie, podczas której lider, Alexander Hewett, występował z Connan Mockasin i Charlotte Gainsbourg, Egyptian Hip Hop triumfalnie wrócili z albumem wydanym przez R & R Records. „Good Don`t Sleep” trzyma klasę. Naiwność „wieku dziecięcego” znikła, ustępując miejsca zmysłowej, muzycznej dojrzałości. Pełne letniego wigoru, „Yoro Diallo” i „SYH” przywodzą na myśl Talking Heads z okresu „Remain in Light”. „Pearl Sound” i „One Eye King” balansują jak upojone miodem trzmiele, zbaczając w stronę psychodelii spod znaku Siver Apples. Natomiast „The White Falls” wiedzie nas senną ścieżką, aż do krystalicznego crescendo. Cały album wieńczy „Iilitoise”, letni utwór sięgający wyżyn Tangerine Dream i oddający ciepło nadchodzącej jesieni.

Ważne, żeby pewne sprawy od razu wyjaśnić: O ile „Good Don`t Sleep” jest głęboko zainfekowany psychodelią, to równie mocno zbliża nas do popu. W swoim długo oczekiwanym debiucie, Egyptian Hip Hop pokazał, że wie, co w muzycznej trawie piszczy. Zespół nagrał płytę z producentem Richardem Formbym (Wild Beast, Darkstar), w legendarnym Bryn Derwen recording studio. Można tylko wspomnieć, że szum tamtejszych drzew słychać w nagraniu.

THE FAMILY RAIN

The Family Rain, nakładem Bigger Splash Records, właśnie wydali swój ostatni singiel “Carnival”. Od 4 lutego jest darmowo udostępniony za pośrednictwem oficjalnej strony grupy www.thefamilyrain.com oraz ich funpage`a na Facebooku. Natomiast od 18 marca produkcja ukaże się w wersji winylowej.

The Family Rain to trzech braci, bliźniacy Tim i Will oraz starszy od nich Olly, pochodzących z angielskiego Bath. Dorastając z dala od blasku Londynu zdołali wypracować swój własny styl pełen garażowego minimalizmu, z kompozycjami brzmiącymi jak gdyby były od razu wykonywane live. Debiutancki singiel „Trust Me…I`m A Genius” odbijał tę prostotę, natomiast „Carnival” mówi już więcej samym zespole.
O ile „Trust Me…I`m a Genius” był nagrany w studiu walijskiej Rock Field, to „Carnival” stanowi domowe demo wyprodukowane w piwnicy, gdzie bracia, krążąc pomiędzy łazienką a garażem ojca, podjadając kanapki, stworzyli prawie cały materiał.

Zespół, oprócz podpisania kontraktu z Mercury Records, wybiera się w lutym do legendarnego berlińskiego Hansa Studios, żeby nagrywać płytę z Jimem Abbissem (Arctic Monkeys). Grupa będzie również supportować the Courteeners i Willy Moon, oraz zagra swój pierwszy duży londyński koncert.

CONNAN MOCKASIN

Connan Mockasin prezentuje pewien rodzaj uroczego niedopasowania i specyficznego spojrzenia na świat, które szybko okazują się bardzo pociągające. Wystarczy posłuchać go raz , by natychmiast zapragnąć więcej. Na przykład, kiedy muzyk wspomina o swoich dość niecodziennych zajęciach z dzieciństwa: „Kiedy byłem mały, mama dała mi spawarkę i pozwoliła urządzić w ogrodzie prawdziwe złomowisko. Miałem też obsesję na punkcie kraks w wesołych miasteczkach. Mama mówiła, że sąsiedzi byli trochę zniesmaczeni…”.

Witamy więc w cudownym, skrzywionym i zaczarowanym świecie Connana Mocksina. Podobnie jak David Lynch ze swoim surrealistycznym spojrzeniem na amerykańskie przedmieścia, czy Richard Prince, podsuwający w swoich obrazach tropy do interpretacji kultury współczesnej, mieszkający w Londynie nowozelandzki muzyk komponuje piękną niekonwencjonalną muzykę, wyzwalającą sprzeczne uczucia i przyciągającą tak różnych ludzi jak Johnny Marr, Pedro Winter (menadżer Daft Punk i założyciel wytwórni płytowej Ed Banger) czy chłopaków z Radiohead, prowadząc ich na rubieże popu. Wobec zalewu przemysłowo produkowanych popowych  i „alternatywnych” wyrobów oraz prasowej manii poszukiwania kolejnych „wielkich objawień” jest niesłychanie trudno usłyszeć coś prawdziwie mocnego i oryginalnego. Istnieje wiele argumentów za tym, aby w tym natłoku wyróżnić Connana, jako autentycznego popowego artystę, który ma pełne prawo wyprowadzić swój muzyczny rodowód od Joe Meeka i Briana Wilsona do współczesnych twórców Ariela Pinka, Sufjana Stevensa i Johna Mausa.

TEAM GHOST

Od lat mamy w Europie do czynienia z powodzią muzyki elektronicznej, ale od jakiegoś czasu w mateczniku muzyki gitarowej dostrzeżono, że na kontynencie także nauczono się grać na gitarach.

Kiedy w 2009 Nicolas Fromageau zakładał Team Ghost chciał połączyć dwa nurty – klimatyczne synthrockowe brzmienie, przywodzące na myśl Tangerine Dream i Briana Eno, oraz indie rockowe wyczyny kojarzone z Sonic Youth i My Bloody Valentine.

Nicolas – wokalista, gitarzysta i producent w jednym – zrezygnował w 2004 z wygodnego życia na francuskiej Riwierze, gdzie współtworzył projekt M83, i przeniósł się do Paryża, w którym mógł dać wyraz swojemu zamiłowaniu do bardziej mrocznych, wręcz gotyckich dźwięków.

Jak sam wyjaśnia: „Kiedy opuściłem M83 nie miałem pojęcia, czego tak naprawdę chcę. Wiedziałem jedynie, że chcę być profesjonalnym muzykiem. Więc zacząłem eksperymentować, żeby znaleźć gatunki muzyczne, które by mi najbardziej odpowiadały. Myślę, że Team Ghost jest sporo mroczniejszy w porównaniu z M83, pewnie dlatego, ponieważ lubię zespoły nowofalowe takie, jak Joy Division, czy Cocteau Twins itd…”

THE JANITORS

The Janitors faktycznie powstał podczas ostrego nocnego picia na zachodnich peryferiach Sztokholmu. Wychowywani przez wilki aż  do ukończenia dwóch lat, jak Mowgli, wrócili do wielkiego świata, zapominając o swoim wychowaniu. W końcu the Janitors poczuli znużenie życiem codziennym i napędzani przez folköl, czując nieprzepartą ochotę syczenia i wydawania różnych dźwięków, wrócili do lasu.

THE HICKEY UNDERWORLD

Minęły dwa lata, odkąd The Hickey Underworld wydał swój debiutancki album o tym samym tytule, na którym znalazł się przebój radiowy ‘Future Words’ wydany także jako singiel. No… i w zasadzie to tyle. Co więc chłopaki z Antwerpii zrobili od tego czasu?

Younes Faltakh (wokal, gitara, klawisze) jest o krok od wypuszczenia własnej linii perfum pod kuszącą nazwą ‘Vagrance’. Jak sam zainteresowany wyjaśnia: „Produkt jest przeznaczony na ogromny, niewykorzystany dotąd rynek: bezdomnych. W zasadzie ‘Vagrance’ jest grą słów (zapach dla włóczęgów – a fragrance for vagrants – AO.), którą lubię też określać jako ‘bezdomny szyk’. Zawsze miałem dużo współczucia dla trampów: właściwie, jeśli nasz nowy album zaliczy klapę – a są na to duże szanse – mogę do nich dołączyć. Tak naprawdę to już szukam sobie ciepłego, suchego kąta w pobliżu głównego dworca w Antwerpii. W sumie to wolę się tulić do pachnącego włóczęgi, niż do śmierdzącego.”. Autorskie perfumy Faltakha mają zawierać w sobie delikatną woń mokrej, psiej sierści, cierpki zapach pordzewiałych drobniaków i ociupinę tygodniowych siuśków.

Jonas Govaerts (gitara), ostatnio zaraził się dziwaczną infekcją ucha nazywaną ‘Schmenières’. Jak wyjaśnia sam Govaerts: „To nieco tajemnicza choroba, atakująca część ucha środkowego nazywaną ‘Shatner`s Bassoon’. Nie ma na to, jak dotąd, lekarstwa, więc próbuję wszelkich dostępnych środków związanych z medycyną alternatywną takich jak: zebrany z ziemi kał pawiana, destylowane żółwie ekskrementy i sfermentowane gówno jaka – wszystkie te specyfiki, jak się dowiedziałem ostatnio, nie powinny być przyjmowane doustnie. Świetna wiadomość.”. Do objawów ‘Schmenièra” zalicza się ciągły szum uszny oraz irytujące zniekształcanie dźwięków o pewnych częstotliwościach, powodujące, że dźwięki wydają się być nie dostrojone. Govaerts dodaje, że: „Bardzo trudno opisać samo wrażenie,  no chyba, że słuchanie nowego albumu the Customs, które jest bardzo podobnym doznaniem”.

DIGNAN PORCH

Optymizm bywa zaraźliwy, a można znaleźć więcej powodów do tego, aby być dobrej myśli, niż tylko tytuł nowego albumu Dignan Porch – „Nothing Bad Will Ever Happen”. Kiedy posłucha się tych ciepłych, nieco dziwnych popowych kompozycji, wczuje w ich świat, trudno spierać się z optymistycznym przekazem grupy.

„Nothing Bad Will Ever Happen” jest drugą płytą w karierze Dignan Porch, chociaż pod wieloma względami może uchodzić za debiut. Kompozycja i nagranie pierwszego albumu z 2010 roku – „Tendrils” – spoczywało wyłącznie na barkach wokalisty Joe Walsha. W przypadku produkcji drugiego krążka, aktywnie uczestniczyli także pozostali członkowie zespołu – brat Joego, Sam Walsh, i ich przyjaciele:  Ben Goodwin, Hayley Akins i Stephen Keane.

SPECTRAL PARK

Spectral Park to nazwa popowego projektu Luka Donovana, który postanowił wydać w lutym 2013 swoją debiutancką płytę o tym samym tytule nakładem wytwórni Mexican Summer. Można powiedzieć, że wszystkie utwory pochodzą ze śmietnika, ponieważ do produkcji albumu wykorzystano piosenki z płyt, które muzyk znalazł w jednym z kubłów na śmieci. Donovan pociął cały materiał, a następnie przepuścił go przez swój sampler, odpowiednio zniekształcając i łącząc na nowo poszczególne fragmenty muzyczne. Później zaczął nagrywanie wersji instrumentalnej i mocno modulowanych wokali, tworząc twardy, hałaśliwy, żywiołowy pogłos i przywodzący na myśl psychodelię lat 60., popowy chaos.

Utwory ze ‘Spectral Park’ można potraktować jako odzwierciedlenie zawiedzionych radości i smutków, swego rodzaju wyprzedaż bezładnie ułożonych pomysłów, które nabrały treści, świetnie ze sobą współgrając. Piosenki wręcz gwałtownie wyskakują z płyty, eksplodując nieprawdopodobnym tempem i wciągającymi melodiami, brzmiąc jak gdyby chciały uwolnić całą buzującą wewnątrz energię. Co więcej, płytę można potraktować jako unikatowy i fascynujący zapis muzycznej przeszłości, która pozwala spojrzeć na cały potencjał ludzkich możliwości.

SJÓN

Sjón powstał z inicjatywy Kacpra Kaczmarka, który przez długi czas przed uformowaniem się składu zajmował się aranżowaniem oraz nagrywaniem swoich kompozycji. Zaprosił on do współpracy swojego brata Bartosza Kaczmarka (gitara basowa), z którym dzielił wspólne muzyczne zainteresowania. Następnie do składu dołączył Kamil Gorzeń (gitara elektryczna) oraz Michał Kowalczyk (perkusja).

STILL CORNERS

Wytwórnia Sub Pop z przyjemnością zawiadamia, że w maju ukaże się „Strange Pleasures” – druga płyta londyńskiego duetu Still Corners. Album, drugi po świetnym debiucie z 2011 „Creatures of An Hour”, będzie dostępny na CD, LP oraz w wersji cyfrowej. Singlem promującym jest „Berlin Lovers”, a „Fireflies” wcześniej wydanym teaserem. „Strange Pleasures” wyprodukował lider zespołu, Greg Hughes, w swoim studiu znajdującym się w Greenwich. Still Corners będzie promował „Strange Pleasures” podczas swojego tournée w Europie i Ameryce Północnej, rozpoczynającego się w maju w Liverpoolu.

Dwa lata niezwykłej pracy Grega Hughesa i wokalistki Tessy Murray zaowocowały wydaniem drugiego wspaniałego albumu – „Strange Pleasures”, który z pewnością zapewni im zasłużone wysokie miejsce na listach przebojów. Podczas gdy poprzednia płyta była inspirowana noise popem przesiąkniętym retro-futuryzmem, to „Strange Pleasures” raczej sięga do doświadczeń lat 80., balansując pomiędzy wyrafinowaniem noir popowego Angelo Badalamenti a eterycznym pięknem Cocteau Twins, nie obawiając się przy tym zapuszczać na melodyjne obszary zagospodarowane przez takie grupy jak Modern English, the Cure i the Passions.

WALL OF DEATH

Wall of Death, grupa sformowana przez Gabriela Matringa (wokal, gitara, sitara, wiolonczela), Bruca Borredona (keyboard, wokal) i Adama Ghoubali (bebny), postanowiła wprowadzić nas do swojego posępnego i burzliwego świata. Wśród swoich inspiracji wymieniają błyskotliwą wielkość Velvet Underground, estetykę Pink Floyd i ostrość prezentowaną przez Neu, czy też Silver Apples.

Wall of Death, korzeniami tkwiąc w kulturze Ameryki i Europy, stworzył zapadające w pamięć potężne brzmienie.

Syntezatory sięgające basowych rejestrów, odbijająca się echem gitara, przywodząca na myśl house, ciepło brzmiące organy z uderzającą wściekle perkusją, a to wszystko podlane wokalem płynącym z górskich szczytów prosto w głębiny, tworzą chwilami nieco masochistyczny, a chwilami ekstrawagancki świat, w którym grupa najwyraźniej znajduje ukojenie.

LITTLE WHITE LIES

To jedno z większych objawień ubiegłego roku. Jeszcze przed wydaniem płyty wystąpili na Heineken Open’er Festival. W listopadzie 2012 ukazał się ich debiutancki album „Devils in Disguise” pod skrzydłami wytwórni fyh!records, który zdobył serca fanów i krytyków muzycznych w całej Polsce. Konsekwencją tego było pierwsze wielkie wyróżnienie – LWL zostało laureatami w plebiscycie gazety Co Jest Grane na najlepszą łódzką płytę roku 2012. Na fali entuzjazmu w kwietniu 2013 zespół wydał EP ‘In Word and Deed’, które pojawiło się w formie cyfrowej i, jako wydawnictwo kolekcjonerskie, na białej kasecie magnetofonowej.

Little White Lies to Kasia Katee Bartczak oraz Zbyszek Krenc. Razem tworzą tykającą bombę pełną muzycznego erotyzmu i napięcia. Ten ładunek wybucha podczas występów na żywo, które, jak zawsze w ich przypadku, są wyjątkowe i klimatyczne.

THE SOFT MOON

The Soft Moon nigdy nie planował robić muzyki dla szerokiej publiczności, ale dla ludzi, których pociąga ryzyko i poczucie nadchodzącego niebezpieczeństwa. Pochodzący z Oakland Luis Vasquez rozpoczął ten projekt z myślą o lepszym poznaniu własnego ja. Zaszył się w swoim mieszkaniu, i słuchając muzyki, pozwolił swobodnie płynąć wspomnieniom i instynktownym odczuciom. Tych dwóch Szerpów poprowadziło go w miejsce pełne ciemności, klaustrofobii i strachu; muzyczne ugory przechodzące w krautrockowy tik, z obrzeżami postrzępionymi wczesnym post – punkiem, i opatulone nastrojową atmosferą dark wave w jego najlepszym wydaniu. Obecnie, skoro pogłoski już krążą, można powiedzieć, że the Soft Moon powraca z przejmującym, kipiącym i wyrazistym drugim albumem – „Zeros”.

Nastąpiły też pewne zmiany. Podczas gdy debiutancki LP „The Soft Moon” z 2010r. był całkowicie nagrany w samotności, to obecne dziesięć piosenek zostało skomponowane i zarejestrowane na trasie, niejako w biegu. Właśnie wtedy grupa nabrała rozmachu, którego dowodem były imponujące, wielowymiarowe efekty wizualne. Vasquez potrzebował nowej płyty, aby wyrazić to co pierwotne. Dlatego też nieco ograniczył swoje post-apokaliptyczne muzyczne pejzaże. Projekt, którego początek można uznać za ledwie kontrolowany egzorcyzm, stał się popisem ćwiczeń nad opanowaniem. Po sześciu miesiącach samodzielnej pracy nad albumem, Vazquez spotkał się z producentem Monte Vallierem w jego studiu w San Francisco, gdzie płyta zyskała swój ostateczny kształt.

artykuły o Svper w popupmusic

recenzje Enchanted Hunters, Izes w popupmusic