polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ARAB STRAP The last romance

ARAB STRAP
The last romance

Arab Strap to zespół cokolwiek dziwny. Podczas, gdy znawcy gitarowej alternatywy uznają go za formację kultową, dla wielu miłośników tych brzmień jest on zupełnie obcy. I choć duet z Glasgow nagrał więcej płyt niż choćby Sigur Ros, wciąż pozostaje swego rodzaju alternatywą w alternatywie. Mimo to niemal niezmiennie co dwa lata Arab Strap prezentuje nam nowy krążek długogrający. Jesień 2005 okazała się porą ostatniego romansu. Romansu z czym?

W sferze tekstowej brakuje znaczących zmian. Chyba do końca domeną liryków Arab Strap pozostaną trzy słowa: you, me, we. Słowa nierzadko wplecione w historie pisane przez dwa inne wyrazy: love i fuck. Muzycznie "The Last Romance" wydaje się być dopełnieniem optymistycznych przebłysków z wcześniejszego albumu grupy - "Monady At The Hug And Pint". Zdecydowanie więcej tu dynamicznego uderzenia i radośniejszej aury. Temat szerokorozumianej miłości zyskuje tu jakby wcześniej mało przejrzyste muzyczne ramy. Raz jest zdecydowanie i zadziornie jak w "Stink" czy "(If There's) No Hope For Us", a raz bardzo ciepło i ostrożnie jak w "Come Round And Love Me". Na płycie nie brakuje jednak oszczędnych kompozycji dyktowanych najczęściej przez samą gitarę. W tę często smutnawą stylistykę, znaną głównie z pierwszych albumów Szkotów, wpisują się tylko "Confessions Of A Big Brother" i "Fine Tuning".

Album "The Last Romance" jest śmielszym odejściem od estetyki znanej z pierwszych krążków szkockiego duetu. Nie jest już zestawem postrockowych rzewnych utworów, gdzie kulminacja była najczęściej jeszcze smętniejsza niż rozwój kompozycji. Neurotycznie objawia się tu jedynie "Chat In Amsterdam Winter 2003", który momentami jest ciężki do zniesienia. Ta płyta to żywe, odważne i zdecydowane granie, ale granie wciąż na kanwie postrockowej i postfolkowej tradycji. Więcej tu energii i pozytywnego zapału, a na koniec, niemal jak "Death Is Not The End" na "Murder Ballads" Nicka Cave'a, ładny happy end ("There Is No Ending"). Szkoda tylko, że płyta okazała się zerwaniem romansu z charakterystycznym dla Arab Strap mocnym elektronicznym beatem.

"The Last Romance", choć słabszy od poprzedniczki, po raz kolejny stał się dowodem na to, że Aidan i Malcolm mają głowę pełną pomysłów na bardzo melodyjne i piękne kompozycje. Kompozycje, które nie tracą uroku po kolejnym, nawet dziesiątym przesłuchaniu. Pewna dojrzałość tej produkcji pozwala coraz pewniej przypisywać Szkotom tytuł współczesnych, młodych bardów rocka. Mówi się, że Arab Strap można albo nie lubić, uznając za ckliwych manipulatorów, albo po prostu lubić.lubić bardzo.

[Andrzej Kędzierawski]