polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Anja Garbarek Smiling & Waving czy Briefly Shaking?

Anja Garbarek
Smiling & Waving czy Briefly Shaking?

Muszę przyznać, że ze sporą niechęcią obserwuję medialne zamieszanie, jakie dzieje się ostatnio wokół Anji Garbarek. Jest ono związane z ukazaniem się jej nowej płyty Briefly shaking oraz intensywnymi wysiłkami pewnego dużego koncernu, zmierzającymi do wypromowania na naszym rynku tej norweskiej wokalistki. Wydaje się, że brakuje jeszcze wspominania polskich korzeni, wszak jej dziadek urodził się w Wielkopolsce. Moja niechęć wynika z faktu, iż kolejny raz do szerokiej publiczności trafia płyta, która w porównaniu do poprzednich, niekoniecznie jest najlepsza pod względem artystycznym, ale z pewnością stanowi największy ukłon w stronę łatwiej przyswajalnego popu. Stąd też bez większego problemu można natrafić na piosenki wcześniej mało znanej Norweżki emitowane przez wszelkiej maści stacje radiowe. Jedynym pocieszeniem w tej sytuacji jest świadomość, że jej nagrania i tak stoją na dużo wyższym poziomie niż prezentowana tam przeciętna.

Nazwisko Anji brzmi znajomo i nie jest to wyłącznie przypadkowa zbieżność. Jej ojciec to Jan Garbarek - kompozytor i jazzowy mistrz saksofonu. Bycie dzieckiem znanej osoby musi jednak wywierać piętno na przyszłości i pomimo, iż Anja w pewnym sensie unikała pójścia w ślady ojca, prędzej czy później musiała pojawić się w muzycznym światku. Nie nauczyła się grać na żadnym instrumencie, wybrała szkołę aktorską, jednakże pech chciał, iż została obdarzona świetnym głosem, który nie mógł (zwłaszcza przy takim nazwisku) pozostać niezauważony. O jej debiucie z 1992 roku, Velkommen Inn, annały muzycznej historii wspominają jedynie o tym, że był. Przypuszczalnie w tym momencie ponownie zaprocentowało jej nazwisko - podczas gdy zazwyczaj trudno powrócić do muzycznej branży po niezbyt udanym debiucie, Anja w 1996 roku wydała kolejną płytę, Balloon mood. Jej zawartość pokazała, iż córka na poważnie wzięła motto swego ojca mówiące o tym, iż jedyną zasadą jest brak zasad. Chciała podążać własną drogą, tworząc oryginalną muzykę, jednakże rezultatem tego był zbiór dość przypadkowych, chaotycznych nagrań, z których nie wyłaniało się nic konkretnego. Anja miotała się między jazzowymi zagrywkami a południowymi rytmami, między elektronicznym beatem a nostalgicznym śpiewem. Słychać było wiele pojedynczych, ciekawych pomysłów, brakowało jednakże spajającej wizji.

Przypuszczalnie także Anja zdawała sobie sprawę z niedoskonałości, gdyż postanowiła się przenieść z ponurej Norwegii do bardziej rozrywkowego Londynu, by tam pracować nad kolejną płytą. Już po nagraniu pierwotnej wersji nowych utworów, udało jej się nawiązać współpracę ze Stevenem Wilsonem, który zajął się produkcją powstającego materiału. W efekcie utwory zostały przearanżowane, nagrane ponownie z udziałem kilku znakomitych muzyków, a rezultatem tego była wspaniała płyta Smiling & Waving. W końcu udało się osiągnąć stylistyczną jedność i przekonać wokalistkę do najbardziej odpowiedniego dla niej stylu. Anja doskonale sprawdziła się w nastrojowych i nostalgicznych muzycznych pejzażach, wypełnionych delikatnym jazzem i kunsztownymi aranżacjami smyczków, przyprawionych odrobiną elektroniki. Razem z Wilsonem, udało im się stworzyć niezwykłą atmosferę, w której jej zmysłowy głos umieszczał subtelne uczucia. Smiling & Waving pokazał na czym polega główny problem Norweżki. Jako że sama nie gra na żadnym instrumencie, skupia się głównie na wymyślaniu nastrojów, dając pierwszeństwo tekstom, które jak sama mówi, posiadają własny rytm i dźwięk. A wówczas muzyka jest jedynie ścieżką dźwiękową do opowiadanych historii. Stąd o tym, czy dana płyta będzie udana czy też nie, w dużej mierze zależy od tego, z kim Anja będzie współpracować, nagrywając muzykę i nadając ostateczny rys całości. W przypadku Smiling & Waving, Steven Wilson okazał się być właściwą osobą we właściwym miejscu. Wydaje mi się jednak, że gdy przyszło do tworzenia Briefly shaking, takiej osoby trochę zabrakło.

Najnowsza płyta odchodzi niestety od poprzednich koncepcji i wydaje się mieć więcej wspólnego z Balloon mood. Tym razem za muzyczno - producencką pomoc zabrał się niejaki Gisli, przypadkowo napotkany islandzko - norweski twórca. Anja jak zwykle skupiła się na warstwie lirycznej, dumnie opowiadając, iż zawarła tu najmroczniejsze historie, starając się połączyć makabryczne wręcz opowieści z cukierkowo-kojącą muzyką. Zamysł był niewątpliwie bardzo interesujący, jednakże wydaję się, iż jego realizację powierzyła niewłaściwej osobie. Ponownie możemy usłyszeć miotanie się pomiędzy różnorodnymi stylami, sprawiające wrażenie braku ogólnej koncepcji. Mimo wszystko płyta brzmi dużo bardziej profesjonalnie od Balloon mood, jednakże występuje tu też większy pierwiastek popu. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wiele ciekawych pomysłów zostało zmarnowanych. Oczywiście Briefly shaking zawiera sporo interesujących smaczków, momentami pokazuje bardziej drapieżną stronę Anji. Jak zwykle użyto niezwykłej ilości instrumentów, od gitar i perkusji, poprzez smyczki, fagot, harfę czy akordeon, na elektronicznych trzaskach i szmerach skończywszy. Jak zawsze są one doskonale zaaranżowane, w czym widać profesjonalną rękę Jana Garbarka, który zawsze dba o tę stronę twórczości córki. Trudno też nie docenić pewnych mało popowych zagrań - w środku zmysłowej, melodyjnej ballady potrafią na kilkanaście sekund pojawić się elektroniczne klikotrzaski, by złamać zupełnie jej strukturę i równie szybko zniknąć. Takich ciekawostek jest dużo więcej, Anji często udaje się zaskakiwać i tworzyć kontrastowe zestawienia. Jednakże pomimo wielu niewątpliwych zalet, ponownie trudno odnaleźć tu spajający koncept. Utwory często, nawet nieco sztucznie skłaniają się ku nadmiernej melodyjności, która niestety nie jest równoważona przez zapowiadane makabryczne historie. I tak, z szykującego się połączenia pięknej i bestii, pozostała tylko ta piękna, przesłonięta nadmierną ilością brokatu starającego się ukryć wrodzone wady.

Być może Anja zbyt wysoko postawiła sobie poprzeczkę, wydając unikatową płytę Smiling & Waving. A może wzięły górę aktorskie ambicje i postanowiła trochę bardziej poczuć się jak prawdziwa gwiazda muzyki bardziej-niż-mniej popularnej, o czym może świadczyć chociażby sesja zdjęciowa towarzysząca promocji. Z pewnością było to w smak pewnemu sporemu koncernowi, który będzie zawsze chętny przyjąć w swe szeregi potencjalną gwiazdkę. Jedynym pocieszeniem pozostaje fakt, iż potencjalny nabywca może się mocno zdziwić zawartością Briefly shaking, gdyż znajdują się tam utwory dużo bardziej niestandardowe niż promujące je single. Dobre i to, a znający jej poprzednią płytę mogą cieszyć się z takich perełek jak utwór "Yes" i powspominać dawne czasy. A może nawet zainteresować się kolejnym już obliczem Anji Garbarek.

[Aleksander Kobyłka]