Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Pisząc o tej płycie nie sposób przemilczeć jej wyjątkowego charakteru. Jest ona bowiem pożegnaniem się ze słuchaczami i zarazem hołdem dla tragicznie zmarłego pod koniec 2004 r. wokalisty zespołu Jhonna Balance'a.
Zespół został założony wspólnie z Peterem Christophersonem ponad 20 lat temu po ich odejściu z Psychic TV - grupy, która powstała na gruzach legendy industrialu Throbbing Gristle. Po burzliwych i zwichrowanych początkach (doskonałe płyty "Scatology" i "Horse Rotorvator") nadeszły czasy na eksperymenty z muzyką taneczną, ambientem, click techno, folkiem i uduchowionymi pieśniami o charakterze elegijnym.
Płyta rodziła się w bólach i to dosłownie - w trakcie jej nagrywania definitywnie rozpadł się wieloletni związek obu muzyków zakończony opuszczeniem przez Balance'a ich wspólnego domu. I tak na dobrą sprawę płyta stanowi zbiór kompozycji z kilku ostatnich lat. Obok zupełnie nowych nagrań pojawiły się bowiem także rzeczy wcześniej nie publikowane (jak utwory znane dotąd tylko z koncertów oraz dema z nowoorleańskiej sesji sprzed 10 lat do nigdy nie ukończonego albumu "Backwards" dla wytwórni Nothing Trenta Reznora). Wszystkie te staro-nowe utwory podano w dość radykalnie przearanżowanych wersjach. A na okrasę dodano jeszcze (troszkę niepotrzebnie) nowe wersje utworów znanych już ze wcześniejszych wydawnictw (chodzi mi głównie o "Teenage Lightning" czy "The Last Amethyst Deceiver"). Na szczęście większość numerów broni się już od pierwszego przesłuchania i z miejsca staje się "klasycznymi". Lista killerów absolutnych zaczyna się od nieco płaczliwego, acz na pewno nie ckliwego openera w postaci "Fire of the Mind". Później jest zaskakująca, katarynkowa wersja "Tattooed Man" a po niej pozornie optymistyczne "Triple Sun". Następujący po nim niespokojny, roztrzęsiony "It's In My Blond" to esencja chorego oblicza muzyki Coila - brutalny bit i natchniony skowyt Balance'a mimowolnie przyprawiają o dreszcze. To jednak nie wszystko bo "Heaven's Blade" to prawdziwy cios - zaśpiewany normalnym głosem, mroczny choć zarazem melodyjny, oparty na konkretnym bicie. po prostu rewelacja. I ostatni z mojej listy faworytów: niepokojący "Amber Rain" z pianinem, rozedrganym tłem i przeszywająco smutnym śpiewem Balance'a. Czuć w tym głosie jakąś katastrofę, jakąś samospełniającą się przepowiednie (teksty na płycie na ogół krążą wokół tematyki śmierci).
Na pewno ta płyta zakończyła pewną epokę sceny post-industrialnej z katalogu Word Serpent i Cold Meat Industry. Czy znajdzie się ktoś godny zastąpić Coila? Wątpię, wydaje mi się nawet, że scena ta ulegnie marginalizacji i zamknie się w getcie najwierniejszych fanów. "The Ape of Naples" nie jest być może najlepszą płytą Coila, ale jest na pewno pozycją wyjątkową. Niewtajemniczonym w dorobku zespołu polecam na dobry początek "Horse Rotorvator" i "Moon's Milk In Four Phases". Reszcie pozostaje się cieszyć z ostatniej już porcji niepowtarzalnych dźwięków, których na "The Ape of Naples" z pewnością nie brakuje.
[Marcin Jaśkowiak]