Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Pierwsze oznaki potencjału współpracy Danger Mouse i Cee-Lo otrzymaliśmy na albumie Dangerdoom, gdzie Cee-Lo gościnnie wspomógł MF Doom'a w refrenie jednego z kawałków. Teraz nadchodzi sezon Gnarls Barkley. I tak jak Dangerdoom został uznany za jedną z najlepszych podziemnych płyt hip-hopowych ubiegłego roku - vide nagroda Plug - tak "St. Elsewhere" bez wątpienia zasługuje na podobną estymę, choć znacznie trudniej ten album zaklasyfikować gatunkowo. Jasne, hip-hop gdzieś się przewija, ale soul, funk czy r'n'b są równie istotnymi wątkami na tej płycie, naładowanej zabójczymi melodiami i iskrzącą produkcją, która jak zawsze w wykonaniu Danger Mouse łączy retro sample z progresywną rytmiką. Niespełna czterdziestominutowa płyta zapewnia bardzo inteligentą rozrywkę za sprawą przemyślanych, a zwiewnych jak piórko bitów, chwytliwych partii wokalnych i namacalnej synergii, jaką udało się obu panom wytworzyć w studio. muzyka sprawia wrażenie bardzo spontanicznej, dość powiedzieć, że jedynie cztery z czternastu utworów przekracza trzy minuty. Danger Mouse po raz kolejny udowadania swój kunszt, jednocześnie unikając autoplagiatu i powtórzeń swoich poprzednich projektów. Co prawda, nastrój niezapomnianego "Grey Album" przewija się w beatles'owskim Just a Thought, niektóre podkłady możnaby wyobrazić sobie w Dangerdoom, a kilka motywów deklasuje ostatni album Gorillaz, w którym Danger maczał palce, jednak jest to kropla w morzu frapujących pomysłów. Tym razem podstawą są sample z popu i rock'n'rolla końca lat sześćdziesiątych, Danger przyznaje się też do wykorzystywania włoskich soundtrack'ów, ostatecznie wszystko doprawiając szczyptą elektoniki, choćby w rozedrganym Transformer.
To jednak dopiero połowa sukcesu, gdyż porywająca muzyka jest punktem wyjścia świetnych partii Cee-Lo, który swoim charakterystycznym, skrzekliwym, falsetowym niemal głosem, kładzie na tym torcie niezwykle smakowite wisienki. Rozpoczynając od dzikiego funku Go-Go Gadget Gospel, przez szaleńczo rock'n'roll'owe Gone Daddy Gone i Smiley Faces, przez elektronicznie podrasowane Storm Coming, po niepokojące The Boogie Monster, melancholijne Who Cares? i singlowy Crazy, Cee-Lo z równą swobodą i nienaganną manierą prezentuje teksty, które zaskakująco - jak na popową płytę - układają się w spójną i nietrywialną układankę. W istocie, z każdą mijącą minutą zagubienie, niestabilność, rozmyta tożsamość, paranoja, czy nawet motywy samobójcze okazują się być dla "St. Elsewhere" równie ważne, jak porywające melodie, hooki czy rytmy. Tym samym, Danger Mouse i Cee-Lo nagrywając album pozornie popowy, faktycznie melodyjny i naprawdę rozrywkowy, prezentują zarazem dzieło konsekwentne i mające wszelkie szanse, by skutecznie wytrzymać próbę czasu. W moim katalogu duetów wokalno-producenckich, Gnarls Barkley dołączają tym samym do pierwszego szeregu z Blackalicious, Madvillain, czy Outkast - a dokonania właśnie tych ostatnich są najbliższym chyba punktem odniesienia. Pełna rekomendacja.
[Piotr Lewandowski]