Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Dla wielu osób, w tym niżej podpisanego, Red Red Meat jest zespołem poprzedzającym Califone – łączą je przede wszystkim lider i wokalista Tim Rutili, ale także grający na perkusjonaliach Ben Massarella i Brian Deck, wówczas perkusista RRM, a w ostatnich latach producent Califone oraz m.in. Iron & Wine. Red Red Meat nigdy nie osiągnęło wielkiej, by nie powiedzieć – należnej, popularności, choć mogli wypłynąć na fali grunge’owej eksplozji albo w następstwie wspólnej trasy ze Smashing Pumpkins. Reedycja „Bunny Gets Paid”, ich bodaj najlepszej płyty z 1995 roku, pokazuje jednak po pierwsze dlaczego gwiazdami nie zostali, a po drugie, że po latach powrót do ich twórczości jest znacznie przyjemniejszy i ciekawszy niż w przypadku większości gwiazd lat 90-tych.
„Bunny Gets Paid” to pierwszy wyraźny zwrot zespołu w stronę wartości, które później wyznaczą drogę Califone – tajemnicze, niedopowiedziane, duszne granie pełne spleenu, w którym bluesowe korzenie i rockowe przyzwyczajenia zabierane są w przestrzeń naszpikowaną noise’owo-akustycznymi kontrastami, a struktury piosenek rozmywają się w instrumentalnych pasażach. Słyszymy już tutaj charakterystyczne później dla Califone brzmienie gitary akustycznej, choćby w otwierającym Carpet of Horses czy Buttered. Nawet najbardziej rockowe, punkowe niemal, momenty, toną w jazgotliwym, zardzewiałym brzmieniu, a dyskretne włączenie elektroniki, które dziś wydaje się jak najbardziej normalne, wówczas – w roku 1995 – było krokiem pod prąd. Posępną zagadkowość i nierealność tej muzyki wspaniale podkreśla tonący w gitarach i niedopowiedzeniach wokal Tima Rutili. Można zaryzykować tezę, że to jego introwertyczna maniera sprawiła, że utwory jak Chain Chain Chain czy Gauze, potencjalne hity w dekadzie punktowanej przez Jeremy, Polly czy Black Hole Sun, takimi się nie stały. Na sam koniec, mglisty i wietrzny pejzaż tej fascynującej płyty cudownie rozświetla promyk w postaci There's Always Tomorrow, koweru ballady z kukiełkowej animacji „Rudolf – Czerwononosy Renifer” z roku 1964.
„Bunny Gets Paid” fantastycznie poradziło sobie z upływem czasu, nie tylko w odniesieniu do klimatu płyty, ale też kompozycji i brzmienia. To ostatnie zyskało na głębi i czystości w omawianej tutaj zremasterowanej wersji. Owa wydana przez Sub Pop wersja deluxe zawiera też ponad pół godziny muzyki na bonusowym dysku. Znajdujemy na nim kilka utworów w innych wersjach (z singli lub demówek), kowery Low i A Flock of Seagulls, niepublikowany kawałek i wymowny, dubowy remiks „Mouse-ish”. Sympatyczne, ale to jednak gadżet. Natomiast samej płyty wręcz wstyd nie znać.
[Piotr Lewandowski]