



Macieja Trifonidisa Bielawskiego zmagań z dużą jazzową formą ciąg dalszy i wielce satysfakcjonujący. Free Orchestra jest tak jakby podwójnym kwintetem – dwa saksofony altowe, dwa tenorowe, dwie trąbki – ale o jednej sekcji rytmicznej i wzmocnionym tubą. „…be like a child…” to eksplozywna i barwna muzyka, świadoma tradycji, ale zagrana nowocześnie i z wigorem. Free w nazwie nie ma wiele wspólnego z dokonaniami takich eksperymentalnych formacji frytowych, jak podwójny kwartet Colemana, oktet Brötzmanna czy też jego Chicago Tentet. Raczej nawiązuje do nieokiełznanego poszerzania przez Charlesa Mingusa przestrzeni jazzowej orkiestry o kolejne wymiary. Free zdaje się więc raczej indykatorem przestrzeni pozostawionej muzykom w manewrowaniu przez kompozycyjne i aranżacyjne ramy rozstawione przez lidera. Te są wyraźnie obecne i w kapitalnej mierze stanowią o wdzięku, momentami nawet przebojowości, albumu.
Zgrabne tematy na cały zespół przeplatają się z grą w podgrupach, bopowe i swingowe partie otwierają się czasem na powłóczyste, filmowe tematy, czasem na bardziej free-jazzowe (w manierze) spięcia, a czasem na zwarcia o niemal rockowej proweniencji. Napotykamy nawet wątki z muzyki arabskiej w Tripolis. Zespół gra na równym poziomie przez całą płytę, a najpoważniejsi kandydaci do MVP sesji to sekcja rytmiczna Wojtek Traczyk / Paweł Szpura, która nadaje zwartości grze orkiestry, kapitalnie punktując odcienie i wolty tej muzyki. „…be like a child…” to harmonijna muzyka o mocnej dynamice i ciepłym, pełnym brzmieniu, barwna i nasycona emocjami prędko i głęboko przemawiającymi do słuchacza.
[Piotr Lewandowski]