polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Railcars wywiad

Railcars
wywiad

Aria Jalali udało nam się spotkać niecały miesiąc po jego dwóch koncertach w Polsce. Ci którzy zobaczyli jego występ we Wrocławiu i Krakowie potwierdzą, że muzyka Railcars, którego Jalali jest twórcą, na żywo zyskuje niezwykle dużo ze swojego psychodelicznego i szalonego klimatu. Warstwy gitar, obłędne melodie i zniekształcone wokale razem układają się w fascynujące piosenki ale też pomysłowe zabawy dźwiękiem po najróżniejszych obszarach muzyki elektronicznej. Z artystą udało nam się porozmawiać w Eindhoven, tuż pod monumentalnym stadionem tamtejszej drużyny piłkarskiej. Jalali nie mógł się oprzeć specjałom, które oferuje Holandia (i tylko Holandia), ale mimo bardzo luźnej atmosfery udało nam się porozmawiać o jego muzyce, płytach i tym jak poznał Jamiego Stewarta z Xiu Xiu.

„Obecnie to dla mnie najlepszy zespół na świecie. Wyobraźcie sobie The Beatles spotykających Can i wystrzelcie to brzmienie w startosferę" powiedział o Twojej muzyce Jamie Stewart. Powiedz czego słuchasz i kim się inspirujesz?

Hm, ostatnio w samochodzie słucham Kate Bush (śmiech). Mamy kawałki The Cranberries, zrobiliśmy nawet ich jeden cover. Słuchamy dużo muzyki pop, ale też np. Rammsteina. Co jeszcze? Słuchamy dużo muzyki z pod znaku Sun Ra itp., ale tak naprawdę nasza muzyka jest wypadkową wielu stylistyk. Nasze inspiracje łączą się w jeden miks – z jednej strony to przeróżne bity, a z drugiej mnóstwo hałasu.

Jak poznałeś Jamie'ego Stewarta?

Hm... nie pamiętam. Chyba poznaliśmy się w Oakland na jednym z jego koncertów.
Później nagrałem kilka rzeczy w domu i poprosiłem go o pomoc, bo nie wiedziałem jak się za to zabrać. Miał mikrofon i mnóstwo sprzętu do rejestracji dźwięku, więc od tej pory zaczęliśmy współpracować.

Czytałem że często nagrywasz w sypialni albo kuchni. Opowiedz mi jak wygląda proces tworzenia muzyki w twoim przypadku – specjalnie się do tego przygotowujesz czy to raczej coś przypadkowego, jedno z kilku zajęć, które polega na uwiecznieniu nastroju jaki akurat Ci towarzyszy?

Masz namyśli nagrywanie dla siebie czy tworzenie konkretnych piosenek? W tym pierwszym przypadku faktycznie tak było. Mam jakiś pomysł, znajduję miejsce np. w kuchni i tam nagrywam swoje pomysły, wszystko co przychodzi mi do głowy. Ale kiedy piszę piosenki wszystko wygląda inaczej: tworzę loopy, dogrywam gitary i mnóstwo innych efektów, a wszystko powstaje w zaaranżowanej przestrzeni. Nie nagrywam płyt przy śniadaniu (śmiech).

Czego używasz podczas koncertów?

Na żywo wykorzystujemy maszynę do robienia bitów, mamy sample, klawisze. Mamy iPhone’a z różnymi aplikacjami, na których można tworzyć dźwięki. Łączymy je, a ja dodaję do tego jeszcze gitary i oczywiście wokal.

A czy podczas koncertów kierujesz się bardziej w stronę sonicznych zabaw i dźwiękowych eksperymentów czy raczej skupiasz się na tanecznych, energicznych melodiach?

Wiesz, myślę że to coś pomiędzy tym co powiedziałeś. Czasem gram coś bardziej tanecznego, ale to po pewnym czasie może się znudzić, być lekko denerwujące, więc zaczynamy bawić się dźwiękiem i trochę hałasować.

Skąd przyszedł Ci do głowy pomysł ze stworzeniem coverów Kate Bush?

Wiesz, po prostu dlatego, ze to dobry album (śmiech). To płyta, która może Ci się podobać, ale jednocześnie jest trochę irytująca – te dźwięki są skonstruowane w bardzo prosty sposób. Pomyślałem więc – czemu nie spróbować by nagrać ich we własnych wersjach?

Zorganizowałeś całą akcję ze zbieraniem pieniędzy, a już w połowie trasy suma została przekroczona - zaskoczyło Cię to? Teraz musisz powysyłać bardzo dużo pocztówek – zobowiązałeś się robić to dla każdej osoby, która wesprze ten projekt.

Tak, to szalone! Pewnego dnia sprawdziłem e-mail i okazało się że uzbieraliśmy całą kwotę, a nawet jeszcze więcej. To niesamowite, wydaje mi się że udało się to zrobić dlatego ponieważ większość osób, która wsparła to przedsięwzięcie to fani Kate Bush. Pewnie bardziej niż nowe utwory Railcars, chcą usłyszeć jej nagrania w innej wersji. Ktoś zdecydował się na wersję z pocztówkami, które wysyłam z każdego miasta, w którym gramy koncert. Nie mam innego wyjścia i muszę to robić, w końcu obiecałem. Jest przy tym dużo zabawy.

Do tej pory wydałeś dwie epki. Jedna z nich ledwo przekraczała 10 minut, druga 15. Koncentrujesz się tylko na krótkich formach czy zamierzasz także wydać długogrający album?

Nie lubię longplayów. Wolę krótsze rzeczy. Uważam że takie formy sprawdzają się lepiej. Ale może powinienem spróbować nagrać coś dłuższego? Myślę że po nagraniu płyty z utworami Kate Bush wezmę się za coś takiego, wcześniej planuję jeszcze kilka splitów.

Co równie ciekawe – wydajesz swoje płyty tylko na winylu. Coraz więcej artystów to robi, niektórzy wydają albumy tylko na tym nośniku. Jak myślisz, dlaczego w dobie cyfrowych nośników tak się dzieje?

Wiesz, kiedy kupujesz zwykłą płytę CD, wkładasz ją do komputera, przerabiasz utwory na mp3, a potem wrzucasz je na swój przenośny odtwarzacz. Prawdopodobnie nigdy więcej nie weźmiesz jej do rąk. Kiedy wydaję płytę, załączam do niej link z kodem, dzięki któremu możesz ściągnąć pliki dźwiękowe. Dostajesz to samo, ale oprócz tego masz płytę winylową, swego rodzaju pamiątkę, którą możesz sobie zatrzymać. Płyty CD nie są chyba aż tak atrakcyjne. Bardzo podobają mi się oprawy graficzne płyt winylowych i wydaje mi się że wiele osób ma podobne odczucia – chcą mieć namacalny nośnik z muzyką.

Twoja ostatnia płyta opowiada o losach Edmunda Męczennika. Skąd ten pomysł? Czy myślisz, że taka dość poważna historia może zabrzmieć spójnie z tak pscychodeliczną muzyką?

Edmund Męczennik to święty z XIX wieku. Kiedy chodziłem do liceum studiowałem średniowieczną historię, która bardzo mnie interesowała. Czytałem o nim dużo i pewnego dnia wymyśliłem, żeby poświęcić mu nagranie.
To dosyć szalone – połączyć taką opowieść z moją muzyką. Jeśli przeteleportowałbym do jakiegoś średniowiecznego zamku i zagrał tam koncert, byłoby to dosyć dziwne i psychodeliczne. Ale w jakiś sposób to do siebie pasuje.

[Jakub Knera]