polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Extra Life Made Flesh

Extra Life
Made Flesh

Ubiegłoroczny debiut Extra Life, mimo że ciekawy, przypominał trochę zabawę nastolatków, którzy właśnie do rąk dostali swoje instrumenty: „mamy sporo pomysłów, więc umieścimy je na albumie”. Oczywiście o braku dojrzałości nie może być tutaj mowy, bo zespół Charliego Lookera, z samym liderem na czele, w środowisku awangardowym Nowego Jorku jest znany bardzo dobrze i podejmował się wielu przedsięwzięć. „Secular Works” jednak było w wielu momentach niespójne czy wręcz męczące, z uwypuklonymi kilkunastoma wątkami, które w wielu sytuacjach były bardzo ciężkie do przebrnięcia.

„Made Flesh” idzie pod tym względem krok do przodu – zarówno struktura jak i dynamika płyty jest o wiele lepiej skonstruowana i płynna. Nie ma tutaj tylu utworów z połamaną rytmiką i wszystko brzmi o wiele bardziej spójnie. Kompozycje są ułożone w przemyślany sposób, a gra na linii ciężkie riffy – cisza jest utrzymana w doskonałej równowadze. Świetnie brzmi „The Ladder” z rozwijającą się narracją eksplodującą w finale, miarowy „The Body is True” czy oscylujący na granicy ciszy „One of your whores”.

Looker tekstowo znów penetruje mroczne obszary cywilizacji, a jego wokal dodaje wartości muzyce w nieoceniony sposób. Przeciągłe zawodzenie w niektórych utworach, rozciąganie poszczególnych fraz na tyle, że same na tle ciszy brzmią wspaniale, sprawiają, że z każdym kolejnym utworem „Made Flesh” zyskuje. Aranżacje wszystkich instrumentów łączące się z wokalizami i umiejętnie budowanym nastrojem sprawiają, że to dzieło ciekawsze od debiutu, spójniejsze i fascynujące w mnogości muzycznych dopracowanych detali.

[Jakub Knera]