Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Mariaż jazzu, thrash metalu i progresywnych wątków na “Blackjazz”, najnowszej płycie Shining, może budzić kontrowersje. Czy jest to genialne, ekstremalne zrealizowanie metalowej idei z jazzową zdolnością interakcji między muzykami i otwartością? Współczesna odpowiedź na to, że rock progresywny odnajduje się na festiwalach jazzowych? A może pretensjonalne połączenie wątków z Zorna z gitarowym mięsem Fear Factory? My skłaniamy się do pierwszej odpowiedzi, Wy sami możecie przekonać się na Off i jesienią na Unsound. Oto wywiad z Shining po koncercie na festiwalu w Dour.
Pierwsze pytanie nurtuje mnie od kilku tygodni. Postanowiliście już na co wydacie pieniądze od a-ha?
[Wszyscy] Śmiech.
[Jørgen Munkeby – wokal, gitara, saksofon] Postanowiliśmy mądrze je wydać.
Jak doszło do tego, że przyznano Wam ten grant?
[Jørgen] Cóż, a-ha jest największą norweską grupą popową wszechczasów, odnieśli największy sukces, sprzedali przez 28 lat działalności miliony płyt, nagrali masę hitów i albumów. Naszym zdaniem są naprawdę dobrzy w tym co robią i są naprawdę dużym zespołem, w skali światowej. W tym roku postanowili rozwiązać zespół i przeznaczyć pewne pieniądze na dobre zespoły w Norwegii. Ufundowali cztery granty po 1 mln NOK , co w przeliczeniu daje ok. 160’000 dolarów / 125’000 euro. Niewiele było powiedziane na temat tego, jak wziąć udział w konkursie, nie było żadnych kryteriów udziały. A-ha zebrali jury złożone z norweskich i zagranicznych ekspertów, które wybrało 50 zespołów. Te zespoły poinformowano, że się zaklasyfikowały. Następnie, spośród nich wybrano osiem, które pogrupowano w pary – z każdego rejonu kraju była jedna para. My byliśmy w parze z Hanne Hukkelberg. Nagrodę otrzymał jeden artysta z każdej pary. Jury przyznało zespołom punkty, w sumie nieoficjalnie, nie wiadomo było, jaka jest punktacja. Następnie głosowali ludzie, przez Internet, w Norwegii też sms-ami. Punkty od ludzi dodano do punktów jury i tak powstał werdykt. I wygraliśmy.
Jak w „Tańcu z gwiazdami”. Czy grant ma określone z góry przeznaczenie, jesteście jakoś zobowiązani, by wydać go na swoją muzykę, kolejny album itp.? Czy możecie nawet wziąć te pieniądze, pojechać na Hawaje i nikt nie każe Wam ich oddać?
[Jørgen] Wiesz, jeśli masz milion koron, nie chcesz ich wydać na Hawaje. Chcemy zrobić z tych pieniędzy jak najlepszy użytek, tego samego oczekuje od nas a-ha. W tym momencie nasz najlepszy sposób na wydanie tych pieniędzy to nagranie albumu, ale oczywiście chcemy też odłożyć część tej kwoty na późniejsze pomysły.
Zapytałem, bo w większości krajów takie inicjatywy są czymś niecodziennym.
[Jørgen] To prawda, w Norwegii też.
Czy ten grant bardzo Wam pomaga żyć z muzyki? Udaje Wam się to grając w Shining i w innych zespołach?
[Torstein Lofthus – perkusja] Gramy w Shining i w wielu innych projektach, co pozwala nam się utrzymać z muzyki. Ale robimy to dla muzyki, nie dla pieniędzy przecież. Obecnie z samego Shining nie udałoby się związać końca z końcem, może w przyszłości. Zresztą, nawet ten milion nam tego nie zagwarantował.
Tak, to tylko tymczasowy dochód. Śledzę Waszą twórczość od czasu „In The Kingdom of Kitsch”, później „Grindstone” i oczywiście najnowszą. Chyba przegapiłem Wasz pierwsze albumy.
[Jørgen] Nie Ty jeden.
Co skłoniło Was do coraz cięższego grania na każdym kolejnym albumie?
[Bernt Moen – klawisze, syntezatory] Był to w miarę naturalny postęp, spowodowany naszymi doświadczeniami. Większość z nas jest muzykami sesyjnymi, jazzowymi, ale od młodości słuchaliśmy dużo metalu, Slayera, Metallici i tego typu kapel. Większość czasu rozdzielaliśmy te kierunki, ale ostatecznie i tak się spotkały. Więc dla mnie był to naturalny proces.
Od, powiedzmy, lat 80tych, można się zastanawiać na temat zależności między progresywnym rockiem, metalem i jazzem. Jak Wy się odnajdujecie w trójkącie wyznaczanym przez te trzy nurty?
[Bernt] Poza nimi, na zewnątrz boku między jazzem a metalem (śmiech). Tak na serio, to nasz postęp przychodzi sam z siebie i dlatego nie powiedziałbym, że obracamy się w jakimś stylistycznym trójkącie. To, jak gramy teraz nie oznacza, że w przyszłości, za jakieś dwa/trzy lata, nie będziemy zupełnie gdzie indziej. To rodzaj podróży.
Macie już pomysły w jakim kierunku Wasza muzyka może podążyć w przeciągu tych dwóch/trzech lat?
[Jørgen] Szczerze, dopiero dwa dni temu, czy może nawet wczoraj zaczęliśmy rozmawiać na temat nowej płyty, co chcielibyśmy zrobić. Dopiero co mieliśmy burzę mózgów. Byliśmy bardzo zajęci, byliśmy ciągle w trasie odkąd wydaliśmy ostatni album.
Co zresztą stało się jakieś kilka miesięcy temu.
[Jørgen] Tak, graliśmy koncerty cały ten czas. Ale wracając do pytania, czujemy, że na świecie jest teraz trochę więcej miejsca dla blackjazzu i z tego czerpiemy. Być może zrobimy więcej rzeczy, których już spróbowaliśmy na poprzednim albumie. Jesteśmy z niego bardzo zadowoleni i może pójdziemy dalej w tym kierunku.
Gdy rozmawiałem w lutym z Larsem Horntvethem, mówił, że w Norwegii istnieje podgatunek na styku jazzu i metalu. Był nim zresztą bardzo podekscytowany. Czy macie wrażenie, że sukces Waszej płyty przeciera szlaki innym zespołom chcącym pójść w tym kierunku?
[Jørgen] Tak, myślę, że w pewien sposób pomogliśmy otworzyć dla nich drzwi. I nie chodzi tylko o zespoły norweskie, ale o kapele z całego świata, które obecnie eksperymentują i tworzą wariacje na temat połączenia metalu z jazzem. Ruch następuje zresztą w obu kierunkach – zespoły metalowe skłaniają się ku jazzowi i muzyce progresywnej. W Norwegii mamy Enslaved i IHSAHN, nawet Mayhem idzie w tę stronę, chociaż może w ich przypadku bardziej w stronę muzyki współczesnej. Podobnie szwedzkie Meshuggah. My idziemy w przeciwnym kierunku niż oni, ale obracamy się w tej samej przestrzeni. Jest wielu ludzi, którzy to robią i otwieramy te drzwi razem, choć być może dodatkowo te popchnęliśmy poprzez nagranie tego albumu, nadanie mu takiego właśnie tytułu i zwrócenie uwagi na fenomen, który wydarza się teraz na całym świecie.
[Bernt] Przemieszanie stylów jest szczególnie widoczne podczas koncertów, kiedy gramy utwory z poprzednich płyt w nowy sposób, ich brzmienie jest cięższe.
Naprawdę podobało mi się, jak zagraliście kawałek In The Kingom of Kitsch z „Grindstone”, w której na pierwszy plan wyszły inne elementy niż na płycie. Wspomnieliście Enslaved. Macie na koncie wspólny projekt z Enslaved, który wykonaliście w tym roku na Roadburn. Pewnie graliście to częściej, ale słyszałem tylko o Roadburn…
[Bernt] „The Armageddon Concerto”. Zagraliśmy go tylko dwa razy.
Gdzie i kiedy był drugi?
[Jørgen] Właściwie pierwszy – na festiwalu jazzowym Molde w Norwegii.
Grutle Kjellson z Enslaved śpiewa na 21st Century Schizoid Man na „Blackjazz”. Czy ten projekt powstał jeszcze przed płytą?
[Jørgen] Przed. Graliśmy trasę z Enslaved w październiku 2007 roku, potem zastanawialiśmy się nad współpracą, gdyż dostaliśmy od Molde propozycję przygotowania wspólnego projektu z innym zespołem, jako głównego wydarzenia festiwalu. Zaszczyt, bo Molde jest największym jazzowym festiwalem w Norwegii. Pomyśleliśmy o Enslaved, porozmawialiśmy z nimi o tym i ogłosiliśmy to w marcu 2008. Wtedy zaczęliśmy nad tym pracować. Mieliśmy trochę materiału wcześniej, ale tak naprawdę całość powstała wiosną, od marca do czerwca. Wtedy wszystko skomponowaliśmy i pod koniec lipca odbył się koncert. Wtedy był pierwsze wykonanie, a rok później je powtórzyliśmy. Gdyby „The Armageddon Concerto” zostało wydane na płycie, byłoby pośrednim etapem między „Grindstone” a „Blackjazz”. Byliśmy wtedy naprawdę w połowie drogi do stylu Blackjazz”.
Czy są szanse, że ktoryś z tych koncertów zostanie wydany?
[Jørgen] Szanse są zawsze, aczkolwiek nie mamy takich planów. Jesteśmy bardzo zajętymi zespołami, mamy swoje własne grafiki, więc zdecydowaliśmy się tego nie wydawać.
[Tor Egil Kreken - bas] Postanowiliśmy też więcej tego nie grać. Ale tak samo było po pierwszym wykonaniu, a jednak zagraliśmy po raz drugi, więc nigdy nie wiadomo.
[Jørgen] Prawda. Ale generalnie odpowiedź brzmi „nie”.
Kierunek, który obraliście sprawia, że musicie pisać więcej tekstów. Na „Kingom of Kitsch…” teksty są gdzieniegdzie, na „Blackjazz” już w większości utworów. Jak istotne są teraz teksty w Shining?
[Jørgen] Coraz ważniejsze i zapewne w przyszłości będzie ich tyle samo lub nawet więcej niż na „Blackjazz”, bo polubiliśmy grać rockowe piosenki. Chociaż nie ma nic pewnego… Ale są teraz ważniejsze niż wcześniej, zajmują więcej miejsca i jest z nimi więcej pracy, bo teraz chcę coś przez nie przekazać.
„Blackjazz” wyprodukował Sean Beavan, znany ze współpracy z Nine Inch Nails i Marylinem Mansonem. Dlaczego wybraliście tę osobę? Jak doszło do tej współpracy?
[Jørgen] Chcieliśmy z nim współpracować, wiedząc jak istotny okazał się w tworzeniu brzmienia tamtych zespołów. Pomyśleliśmy, że to by było dobre połączenie z naszym typem muzyki. Tworzymy dość chaotyczną muzykę i chcieliśmy, żeby zabrzmiała w takim wypolerowany, komercyjny i drogi sposób – naprawdę profesjonalnie i dobrze. Ale także chcieliśmy, by miała energię. Lubię energię i taki amerykański połysk, jaki miały płyty produkowane przez Beavena. Zaprosiliśmy go do współpracy i Sean się naprawdę ucieszył. Nagrywaliśmy w Stanach przez dwa tygodnie i Sean miał rzeczywiście duży wpływ na ostateczne brzmienie płyty. Nie brzmiałaby tak, gdyby nie on. Bardzo się cieszymy z tej współpracy, naprawdę jest genialnym producentem i chcielibyśmy współpracować z nim dalej. Zwłaszcza, że efekt końcowy przerósł nasze oczekiwania.
Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na koncertach w Polsce.
[Piotr Lewandowski]