napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Przed 38 rokiem życia Sharon Jones zdążyła być strażniczką więzienną, pomocą dentystyczną, sprzedawczynią i pośpiewała sporo na weselach. To wszystko zanim spotkała w 1996 roku muzyków grupy The Dap-Kings, z którymi pięć lat później wydała pierwszą płytę. Przełomowym okazał się trzeci album „100 Days, 100 Nights” z 2007ego roku, a najnowszy stawia kropkę nad i. Muzyka grupy konsekwentnie osadzona jest w najlepszych latach soulu i funku, siła głosu i ekspresja Sharon przywodzi na myśl Arethę Franklin i Jamesa Browna, a brzmienie oktetu Dap-Kings jest pełne i dynamiczne, ciepłe i surowe zarazem. Doskonałe melodie, bezbłędne gospelowe chórki, kapitalne aranżacje i sound jak żywcem ze złotego okresu Motown i Stax, tworzą muzykę niby przeniesioną z przeszłości, lecz wyjątkową.
Retro w wydaniu Sharon i Dap-Kings, czy właściwie w wydaniu ich labela Daptone, którego wszystkie wydawnictwa nagrywa analogowo na ośmioślad i miksuje Bosco Mann, lider The Dap-Kings, choć obejmuje muzykę, produkcję i wizerunek, nie jest jednak czczą stylizacją (jaką jest dla mnie Amy Winehouse), tylko autentycznym przejawem. W tym graniu czuć szczerą miłość do czarnej muzyki i jej znajomość od wewnątrz, w piosenkach jest ogień, a w tekstach i wykonaniu Sharon kryje się wręcz niespotykana dziś zdolność przetwarzania codziennych doświadczeń w komunikatywny, wzmacniający słuchacza przekaz. Niewiele tylko przesadzę mówiąc, że fantastyczne „I Learned the Hard Way” dostarcza doświadczeń porównywalnych z „Aretha Now”. Magazyn Popmatters właśnie uznał 54-letnią Sharon z zespołem najlepszym koncertowym bandem Stanów. Nam pozostają płyty i nadzieja, że kiedyś ten żywioł dotrze do Polski.
[Piotr Lewandowski]