polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Saintbox Olo Walicki, Gaba Kulka, Maciek Szupica - wywiad

The Saintbox
Olo Walicki, Gaba Kulka, Maciek Szupica - wywiad

To jedna z najciekawszych tegorocznych kolaboracji. Muzyk jazzowy, Olo Walicki, słynąca ze świetnych piosenek i głosu Gaba Kulka oraz Maciek Szupica, niegdyś członek Dick4Dick, teraz muzyk Gypsy Pill i twórca wizualny, wspólnie stworzyli nowy skład The Saintbox. Na początku listopada wystąpili z nim w ramach Festiwalu Jazz Jantar w Gdańsku, ale jak zapowiadają już pracują nad udoskonalaniem projektu i przygotowują się do kolejnych występów. The Saintbox przede wszystkim objawia się jako koncertowe widowisko. Zanurzone trochę w muzyce folkowej a trochę w improwizowanej, kompozycje Walickiego i Kulki brzmią tajemniczo i misternie jak na sakralne inspiracje przystało. Do nich obrazy i wizualizacje dodaje Szupica, dzięki czemu otrzymujemy muzyczny rytuał, który potęguje fakt, że trójka wykonawców występuje zasłonięta... w tytułowym pudełku. O wrażeniach po pierwszym koncercie, pomysłach, tym jak The Saintbox powstało oraz planach na przyszłość rozmawialiśmy z muzykami, dzień po ich premierowym występie.

Olo, mimo ze rok temu Twój album „Trauma de Theater – Theater der Liebe”, chciałbym zacząć od „Kaszëbë”, gdzie niejako przypomniałeś o tradycji kaszubskiej lub raczej wyciągnąłeś z tej kultury to, co można obecnie zaprezentować we współczesny sposób. W The Saint Box improwizowane i piosenkowe formy łączą się z tematyką sakralną. Skąd pomysł na penetrowanie i łączenie takich obszarów?

[Olo Walicki] Na płycie „Kaszëbë” starałem się nie łączyć dwóch światów – folkowej, tradycyjnej kultury kaszubskiej ze współczesną. Chciałem skupić się na tym, co w kulturze Kaszub jest najcenniejsze i aktualne. Korzystając z niej, kluczowym było to, żeby nadal móc poruszać się w ramach sztuki współczesnej. Nie odnosiłem się do żadnych melodii ludowych, ani też tradycyjnych tekstów – skupiłem się na tym co jest żywe, czyli na języku kaszubskim. To był główny pomysł – pokazać, że kultura Kaszub nie jest wyłącznie skansenem, tylko coś czymś co cały czas żyje. Języka kaszubskiego używa się na co dzień, jest obecny w radiu i telewizji, a dzieci uczą się go w szkole. Skomponowałem zbiór piosenek, zaaranżowaliśmy je również całkiem współcześnie, o napisanie tekstów w języku kaszubskim poprosiłem Damrokę Kwidźińską.

W przypadku The Saint Box, tematykę, lub hasło „sakralność”, traktujemy jako punkt startu, punkt spotkania. To podobnie jak w przypadku maratonu – zawsze ustala się skąd się startuje i gdzie się kończy bieg. My również ustalamy gdzie jest start, za to nie ma jasno określonej mety, udajemy się tam gdzie chcemy, obierając taki kierunek, jaki uznamy za słuszny. Startujemy z punktu sakralności, skojarzeń które z nią mamy. Właściwie w naszej kulturze raczej wszyscy otarliśmy się o wątki sakralne, często uznając je za coś bliskiego, z czym mieliśmy styczność i jakieś doświadczenia.

Ciekawi mnie jak ten pomysł zakiełkował w Twojej głowie i jak zaprosiłeś do niego Maćka Szupicę i Gabę Kulkę.


[Olo Walicki] Pomysł współpracy narodził się przy okazji trasy koncertowej z zespołem Sławka Jaskułke siedem lat temu – ja grałem na basie, a Maciek robił wizualizacje. Po długiej trasie czuliśmy, że świetnie się nam współpracuje i w przyszłości trzeba to będzie. Czekaliśmy cierpliwie aż siedem lat, aby pojawił się odpowiedni moment i pretekst, żeby mieć swobodne pole do współpracy. Wydaje mi się, że The Saintbox w pełni nam to gwarantuje.

Przyszedłem do Maćka i powiedziałem mu jak to sobie wyobrażam, że w określonej formie przestrzennej, że koncert, że z wizualizacjami, z transmisją wideo z wnętrza naszego pudełka, w kameralnym składzie, najlepiej w trio. Rzuciłem mu ten pomysł, a Maciek zaproponował bez namysłu, żebyśmy po prostu zrobili to razem z Gabą Kulką.

Maciek i Gaba, jak Wy zareagowaliście na hasło The Saintbox? Maciek do tej pory działał w zasadzie na odmiennym biegunie – w kipiących testosteronem Dick4Dick czy wręcz hedonistycznych i imprezowych Gypsy Pill, a Gaba jest przyzwyczajona raczej do piosenkowych form.

[Maciek Szupica] Bardzo lubię zmiany. Może przeskoczenie z Dick4Dick do Gypsy Pill nie jest świetnym przykładem, ale lubię zmiany dosyć skrajne. Od pewnego czasu chodziły mi po głowie tego typu działania, które gdzieś tam zapoczątkowałem z Adamem Hryniewickim w projekcie Cavalleris, który był swego rodzajem muzyczno-wizualnej opowieści. W The Saint Box można było tę myśl i budowanie nastroju rozwinąć.

[Gaba Kulka] Na samym początku nie do końca wiedzieliśmy na czym całe to przedsięwzięcie będzie polegać. W naszym działaniu nie było żadnego pośpiechu i właściwie po rozmowie z Olem, załapałam jego pozytywną energię. W pewnym sensie wszystko było robione od końca – najpierw mieliśmy wyznaczony termin koncertu, a potem został stworzony cały program.

Maciek powiedział, że lubi zmiany, ja po prostu lubię nowe rzeczy. Mam trochę takie artystyczne ADHD – mój manager nawet śmieje się, że gdzie nie pojadę to tworzę kolejny materiał. The Saintbox różni się jednak od moich poprzednich działań. Funkcjonuję w trochę innym muzycznym świecie niż Olo, który porusza się w sferze muzyki improwizowanej, w której jest o wiele więcej swobody. Ale bardzo szybko okazało się, że atmosfera, która panuje w naszej trójce jest naznaczona brakiem jakiegoś niezdrowego ciśnienia, każdy zna swoje mocne i słabe strony. Każdy z nas w pewnym stopniu został wyciągnięty poza swoją sferę bezpieczeństwa na nowy obszar działań. Na którymś etapie, miałam już spokój i mimo tego, że to nowe terytorium, wiedziałam że to przedsięwzięcie zmierza do fajnego punktu.

Rozmawiamy po Waszym pierwszym koncercie w Klubie Żak w ramach Festiwalu Jazz Jantar. Opowiedzcie jak ten materiał powstawał - muzycznie i wizualnie. Jak wyglądała Wasza współpraca przy tworzeniu kompozycji? Przyznajesz, że w wielu momentach weszliście na nowe, nieznane dla Was do tej pory terytorium. Czy Maciek działał autonomicznie tworząc wizualizacje, czy wszyscy mieli na to wpływ?

[Gaba Kulka] Bardzo ważne jest to, że długo rozmawialiśmy o ogólnych terminach, mało konkretnych rzeczach, ulotnych. Ten etap niepraktyczny był przez nas bardzo poważnie potraktowany. Mieliśmy wspólnych rozmów na tyle dużo, że ta praca nie powstawała oddzielnie, razem wszystko tworzyliśmy. Olo skomponował około 90 procent materiału, który my potem jeszcze przetwarzaliśmy, ja zaczęłam pisać teksty, a Maciek zbierał materiał na wideo. Wtedy byliśmy już na tyle przesiąknięci wrażeniami co do tego, jak to ma wyglądać, że potem pracując samodzielnie wszystko niejako i tak powstało pod wpływem wspólnych przemyśleń.

[Maciek Szupica] Taka wymiana myśli była bardzo inspirująca. Część obrazów, które ja przygotowałem była zainspirowana tekstami albo sytuacjami, o których rozmawialiśmy, ich nastrojem.

[Gaba Kulka] Było też na odwrót – niektóre teksty miały dosłownie przeniesione elementy obrazu.

[Olo Walicki] Staraliśmy się być wobec siebie uważni, elastyczni, a z drugiej strony realizować tę wizję tak precyzyjnie jak to tylko możliwe.

[Gaba Kulka] Byliśmy niepokojąco zgodni! (śmiech)

[Maciek Szupica] Ważne jest też to, że współpracowałem z osobami mocno wyedukowanymi w kwestiach plastycznych. Olo był wychowany w rodzinie artystów, Gaba w rodzinie muzyków, a poza tym skończyła Akademię Sztuk Pięknych. Dzięki temu nie musieliśmy dopowiadać pewnych rzeczy bo doskonale działamy rozumiejąc się skrótowo – dzięki temu pracujemy na zupełnie innym rejestrze, co w przypadku współpracy z muzykami nie jest częste.

Zaprezentowaliście The Saintbox dopiero raz, ale już nasuwają mi się pewne skojarzenia chociażby z takimi wykonawcami jak The Knife, The Residents czy nawet Gorillaz, którzy w pewien sposób na scenie się maskują, ukrywają swoją tożsamość, przez co większy nacisk jest kładziony na muzykę. Kreujecie pewną sytuacją, a jednocześnie odcinacie się od widza, z którym nie ma bezpośredniego kontaktu. Według mnie wypadło to świetnie – tworzy się tajemniczy, nieoczywisty klimat, w którym podczas koncertu zwraca się uwagę na zupełnie inne elementy.

[Gaba Kulka] Omawialiśmy ten projekt pod różnym kątem. Wydaje mi się, że dzięki temu zmieniamy percepcję widza, cały odbiór koncertu.

[Maciek Szupica] Takie słuchanie i oglądanie jest trochę trudniejsze, to pewien eksperyment, działanie na wyobraźnię naszych odbiorców. To trudniejsze bo mniej oczywiste. Łatwiej obserwuje się muzyków widząc ich reakcje, to jak grają, co wykorzystują. Tutaj nie widać naszych emocji, sami możemy zastanawiać się czy to może jest też teatr cienia, ekspresja? Jesteśmy w sytuacji żywej realizacji – możemy zapanować nad tym, jakie emocje w danym momencie przekazujemy, w pewien sposób jest to wejście na płaszczyznę teatralną.

[Gaba Kulka] Taka sytuacja, czasem pewnie trudna dla widza, jest też trudna dla nas. Nie byłam w stanie przewidzieć, jak trudne będzie to że między utworami nie ma przerwy, nie można na chwilę odetchnąć. Ludzie nas nie widzą, a my nie możemy spojrzeć na nich. Dla mnie to bardziej spektakl – nie ma chwili oddechu, to jest pewna zamknięta całość.

[Maciek Szupica] Przez to jesteśmy także niepewni reakcji. To na pewno duże wyzwanie, które następuje przez odcięcie się od odbiorcy czy raczej stworzenie innej platformy, nowej formy kontaktu.

Na ile istota The Saintbox polega na wydarzaniu się? Zastanawiam się czy jego istotą nie jest właśnie ta prezentacja na żywo w określonym miejscu, gdzie sprawdza się jego percepcja na wielu poziomach.

[Gaba Kulka] Wydaje mi się, że ugryzienie tematu w jaki sposób utrwalić to przedsięwzięcie będzie kolejnym wyzwaniem. Taka efemeryczność ma swoje plusy, ale nie możemy stawiać na to, że The Saintbox zobaczy określona grupa ludzi i na tym koniec. Teraz musimy dalej rozwijać formę tego projektu. Jeśli będziemy chcieli to jakoś uwiecznić to na pewno trzeba będzie przetłumaczyć na inne medium niż występ. Na razie dużo energii będziemy wkładać w to jak udoskonalić projekt. Już mamy mnóstwo pomysłów jak go zmieniać.

[Olo Walicki] Oczywiście, trzeba starannie dostosować środki, które wykorzystujemy w danym medium. Czym innym jest koncert, czym innym płyta. To praca nad każdym elementem, a właściwie balansem między nimi, zarówno obrazem jak i muzyką. Ten projekt również od strony technicznej jest bardzo skomplikowany – dużo sprzętu muzycznego, projektorów, kabli, przełączników czy software'u, które składają się na finalny kształt.

Nie mogę uciec od skojarzenia – zwłaszcza po pierwszej części koncertu i Waszych tajemniczych zdjęciach – z przestrzeniami kultu np. Kręgami Kamiennymi, które omen nomen są na Kaszubach. Zastanawiam się na ile Wasz koncert mógłby sprawdzić się w mniej oczywistych otwartych przestrzeniach.

[Gaba Kulka] Bardzo dobrze!

[Maciek Szupica] Świetny pomysł, na pewno są takie miejsca. Na pewno nabrałoby to innego klimatu, bo mielibyśmy przestrzeń, która byłaby nieograniczona. Może w lesie?

[Gaba Kulka] Jak las to święty! Nie korzystamy z półśrodków (śmiech).

W The Saintbox dwa razy pojawia się Macio Moretti, który gra na perkusji, ale ta partia jest jedynie nagrana i sfilmowana, przez też widzimy jego obraz. Skąd taki pomysł?

[Gaba Kulka] Bo Macio jest świetny! (śmiech) Mamy muzyków, którzy grają na żywo i są niewidoczni, a tu mamy muzyka, który jest doskonale widoczny, ale go tam nie ma. To takie odrealnienie, zabawa tym co jest prawdziwe albo nieprawdziwe.

[Maciek Szupica] Z drugiej strony ma podobną sylwetkę jak my i tak samo jest podświetlony z tyłu.

[Olo Walicki] Jego partie perkusji były zarejestrowane kilka tygodni wcześniej, sami go nagraliśmy i filmowaliśmy, grał razem z nami, naszą piosenkę – wszystko to prawda, a w samym Żaku występował wirtualnie.

Nie mogę zapomnieć o warstwie tekstowej. Po raz pierwszy śpiewa Maciek, a Ty Gaba śpiewasz w kilku językach – po angielsku, francusku, niemiecki a nawet łacinie.

[Gaba Kulka]
Chyba pierwszym pomysłem była właśnie ta łacina, która miała pojawić się jako ukłon w stronę sakralności chrześcijańskiej. Chcieliśmy rozproszyć językowo ten materiał.

[Maciek Szupica] W pewnym momencie wymyśliliśmy taką „religijną” trasę po Europie, pojawiły się różnego rodzaju sakra, a przez to też wielokulturowość.

[Gaba Kulka] Powstała mała Wieża Babel. To też taki element ukrywania się za czymś – jeśli tekst zrozumie większość widzów, to efekt jest inny niż w sytuacji, kiedy zrozumie go kilkanaście osób bo uczyło się np. niemieckiego. Część tekstów to zapożyczenia: niemiecki to wiersz Goethego, a łaciński to średniowieczne wiersze.

[Maciek Szupica] Z drugiej strony traktujemy tekst i śpiew też jako instrument. Język czasem narzuca formę i skojarzenia z pewną kulturą

[Olo Walicki] Każdy język ma swoją barwę i temperaturę, okazało się że możemy ich mieć bardzo dużo.

Co w takim razie dalej stanie się z The Saintbox?

[Maciek Szupica] Będziemy przygotowywać następne występy. Miłe jest to, że już przed pierwszym koncertem pojawiły się kolejne propozycje. To projekt, który potrzebuje dużego skupienia i zaadaptowania przestrzeni. Nasz team raczej będzie musiał się poszerzyć – musimy mieć stałą ekipę, która będzie razem z nami pracować na finalny kształt. Wiadomo, że nie w każdym miejscu będziemy mogli zagrać. Myślę też o przestrzeni kościelnej, gdzie spotykamy się z tym sacrum, ale także z zupełnie inną akustyką i atmosferą.

[Olo Walicki] Ten projekt nie jest łatwy realizacyjnie i organizacyjnie. Musimy przemyśleć wiele elementów. Pomyśleć też, jak przygotować go do wydania na płycie. Musimy dużo nad nim pracować. The Saintbox jest procesem, będzie ewoluował - to cały czas otwarty pomysł, to żywa tkanka.

[Jakub Knera]