polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
How How Knick-Knack

How How
Knick-Knack

W trzeciej sekundzie Knick-Knack jeden z muzyków pyta: ale teraz naprawdę już gramy? Pierwsza, trwająca minutę kompozycja jest dźwiękową układanką, pełną sampli i muzycznych kolaży i jest doskonałym wstępem do tego, co będzie działo się później: należy spodziewać się wszystkiego. To otwarcie albumu bardzo dojrzałego, przemyślanego i frapująco bawiącego się dźwiękowymi fakturami. How How, z zespołu balansującego na granicy elektroniki, jazzu i post-rocka, podanych w mikro-introwertycznych formach, jeszcze większy accent przesuwają na pole improwizacji, której nie tak daleko jest do free-jazzu. Nie mamy praktycznie w Polsce zespołów młodego pokolenia, które wykorzystując narzędzia tego gatunku, potrafią przy użyciu innego instrumentarium, mówić celnie i treściwie. How How. Improwizacja w wykonaniu How How to nie tylko rozszalałe partie gitar i saksofonów, ale także elementy muzyki konkretnej, wybrzmiewającej podskórnie, kiedy zespół kładzie nacisk na sonorystyczne brzmienie. Bulgoczące pod powierzchnią i nie wybuchające, przez co w sposobie budowania struktur utworów bliżej im do dokonań Etamskiego, na co wcześniejsze wydawnictwa niekoniecznie wskazywały. Weźmy takie “Snows aka Standardowe Dzwony” zatytułowane trochę w manierze Ed Wood – to ambientowa, elektroniczna, snująca się kompozycja, pełna zgrzytów, szelestów i wyłaniających się onirycznych brzmień zmodyfikowanych gitar. Knick-Knack to coś nieoczekiwanego, a jednocześnie wybitnego – dokumentacja kształtowania własnego muzycznego języka, chwytliwego w każdym detalu, bardzo dojrzałego, konsekwentnego i zaskakująco treściwego. How How całkowicie odchodzą od piosenkowych struktur, w zamian bawiąc się, wzajemnie dialogując i wzbijając się na kolejny poziom. Rewelacja.

[Jakub Knera]