polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Bussetti wywiad z Janą Hermon i Charliem Millerem

Bussetti
wywiad z Janą Hermon i Charliem Millerem

Festiwal w Dour obfituje w koncerty kompletnie nieznanych, ale świetnych kapel. Jednym z najbardziej pozytywnych odkryć tegorocznej imprezy było angielskie Bussetti, zespół grający rewelacyjną i oryginalną muzykę z elementami jazzu, hip-hopu. Wymykała się ona jednak łatwym klasyfikacjom i zrobiła na nas tak ogromne wrażenie, że odnaleźliśmy po koncercie liderów zespołu, wokalistów Janę Hermon i Charliego Millera, by dowiedzieć się czegoś więcej o zespole. Tak więc macie okazję przeczytać pierwszy w Polsce wywiad z Bussetti. Ten młody zespół zasługuje na uwagę i może być o nim jeszcze bardzo głośno.

Przed chwilą widzieliśmy wasz fantastyczny koncert i był to dla nas pierwszy kontakt z waszą muzyką. Skąd pochodzi Bussetti, jaka jest wasza historia i czy można was usłyszeć na jakiejś płycie?

[Charlie] Wszyscy pochodzimy z Londynu i spotkaliśmy się w czasie studiów na jednym uniwersytecie. Wtedy właściwie każdy z nas udzielał się w jakimś zespole, były one naprawdę przeróżne i zupełnie nie przypominały muzyki, którą słyszeliście dziś. Któregoś dnia zaczęliśmy wspólnie bawić się muzyką, jammować raczej dla zabawy, a nie z zamiarem zakładania kolejnej, wspólnej kapeli. Takie były początki trzy lata temu. Od tego czasu wszystko potoczyło się inaczej, niż początkowo mogliśmy przewidywać. Założyliśmy własną wytwórnię Realise Records, po to, by wydać nasze single, do tej pory dwa. Najpierw ukazał się "Softly", miało to miejsce w lipcu zeszłego roku, następnie w marcu tego roku wyszedł singiel z podwójną stroną A "The Itch / Debussetti". Oba oczywiście ukazały się na winylach. Aby nasza muzyka stała się bardziej dostępna, chcemy wydać minialbum na CD. Powinien pojawić się on na przełomie września i października. Udało nam się także znaleźć dystrybutora płyt na terenie Europy, więc nasze wydawnictwa są dostępne na kontynencie.

Co znajdzie się na tym planowanym minialbumie?

[Charlie] Na pewno pięć utworów studyjnych, jeden numer nagrany na żywo oraz trzy lub cztery remiksy. Już na pierwszym singlu znalazł się remiks autorstwa Four Tet, a kawałek Debussetti zostanie zremiksowany przez Xploding Plastik, którzy także grają tutaj w Dour.

Czy młodemu zespołowi ciężko jest się wybić na powierzchnię w Wielkiej Brytanii, a szczególnie w Londynie?

[Jana] Wydaje mi się, że w Londynie jest trudniej niż w pozostałej części kraju, ponieważ mieszka w nim dużo utalentowanych osób i działa w tym mieście naprawdę wiele zespołów. Jest więc łatwo wejść w obieg, zacząć grać koncerty, ale o wiele trudniej jest dostać się do cenionych, mających renomę klubów. A tylko grając w takich miejscach można zostać zauważonym i zyskać grupę ludzi znających naszą muzykę i kojarzących nazwę Bussetti.

[Charlie] Nam udało się przebyć tę drogę z sukcesem. Zaczynaliśmy od małych klubów, a obecnie grywamy w miejscach, w których jeszcze rok temu było to niemożliwe. To jest pewne potwierdzenie naszego rozwoju.

[Jana] W Londynie funkcjonuje kilka odrębnych scen skupiających się na różnych rodzajach muzyki, więc od samego początku warto sprecyzować, która jest dla ciebie priorytetowa i skupić się na graniu w klubach i na imprezach łączonych właśnie z nią i ważnych w jej kręgu. Podobnie jest z radiostacjami. To jest dość ciężka praca, trzeba uważnie podchodzić do promocji swojej muzyki, ale jest możliwe wybicie się dzięki graniu dobrych koncertów we właściwych miejscach.

[Charlie] W ten sposób stopniowo ludzie zaczynają rozpoznawać zespół, taka była nasza metoda. A ponieważ w naszej wytwórni, którą przecież założyliśmy sami, staramy się jak najwięcej robić samemu, nie zatrudniamy wielu osób z zewnątrz, trzymamy koszta na tak niskim poziomie, jak to tylko możliwe. Skupiliśmy się na koncertowaniu jako metodzie promocji, na takiej reklamie idącej z ust do ust. I mieliśmy na tyle szczęścia, by zyskać reputację zespołu dobrze grającego na żywo, co potwierdzają częste sytuacje po koncertach, kiedy to słyszymy pochlebne opinie.

Czy udaje wam się żyć za pieniądze z koncertów?

[Charlie] Na razie nie, więc robimy przeróżne inne rzeczy. Na przykład, klawiszowiec zajmuje się filmami dokumentalnymi, właśnie kończy dokument na temat konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Ja piszę sztuki teatralne. Część z nas jeszcze studiuje.

[Jana] Chociażby ja. A saksofonista ostatnio pracuje nawet w reklamie.

Dlaczego zdecydowaliście się na założenie własnej wytwórni i to tak wcześnie, w momencie, gdy nie mieliście jeszcze żadnych nagrań. Czy było to łatwiejsze niż nawiązanie współpracy z wytwórniami już istniejącymi?

[Jana] Podpisanie kontraktu z jakąś wytwórnią było dość skomplikowane.

[Charlie] Rozmawialiśmy wcześniej z wieloma osobami związanymi z przemysłem muzycznym, z ludźmi od A&R a także z innymi artystami. Nie mogliśmy znaleźć osoby gotowej zaryzykować wydanie naszej płyty, ponieważ obecnie wytwórnie boją się wydawać młodych, debiutujących muzyków, więc jedynie niewielu z nich podpisuje kontrakty. Wynika to z tego, że przemysł muzyczny traci sporo pieniędzy przez ludzi ściągających muzykę z Internetu. Wydawcy nie chcą ryzykować wydając nowy zespół, obawiają się finansowej klapy. Nie raz słyszeliśmy od nich, że gramy fajną muzykę, ale ze względów finansowych wydanie płyty jest niemożliwe. Oni wolą pewne, sprawdzone zespoły, które dają gwarancję pewnego poziomu sprzedaży.

[Jana] A skoro i tak mieliśmy w planach założenie w przyszłości własnej wytwórni, więc postanowiliśmy od tego zacząć. W ten sposób możemy też eksperymentować z winylami, tak nasza muzyka dzięki didżejom trafia do klubów.

Czy mieliście wsparcie także w mediach, na przykład w radio?

[Jana] Nie jest ono zbyt wielkie, ponieważ naszą muzykę grają głównie lokalne londyńskie radia, jedynym ogólnokrajowym jest Radio One. Ale zagraliśmy kiedyś nawet koncert dla jednego z nich.

[Charlie] Współpracujemy z firmą zajmującą się promocją muzyki, i ona dba, by nasze nagrania trafiały do radiowych i klubowych didżejów. W ten sposób nasze promówki trafiają do ludzi pozostających poza naszym osobistym zasięgiem i zapewne daje to jakieś efekty. Niemniej jednak główną metodą promocji jest dla nas własna działalność, zawsze gdy widzimy jakiś dobry zespół, podrzucamy mu nasze demo, podobnie jest z didżejami.

Czy często koncertujecie poza Wielką Brytanią?

[oboje] Koncert w Dour był naszym pierwszym za granicą. I co dziwniejsze, jutro rano musimy wracać, by zagrać na festiwalu w Londynie. Gramy bowiem całkiem sporo na terenie całego kraju, latem często na festiwalach. Pierwszym, na jakim zagraliśmy było ubiegłoroczne Big Chill, jesteśmy dumni z tamtego koncertu, ponieważ zebraliśmy wiele pochwał.

Bardzo podobał nam się instrument, którego używałaś w czasie koncertu. Co to za urządzenie, jak ono działa, że wydaje tak dziwne i ciekawe dźwięki?

[Jana] Pojęcia nie mam jak ono działa. Mówimy na to "Chaos Pad", jest to coś w stylu syntezatora. Można go używać wraz z instrumentami dętymi, w naszym przypadku jest to saksofon. Bardzo lubię wydobywające się z niego efekty i dźwięki. Są one dość dziwne, ciekawe i fajnie uzupełniają brzmienie całego zespołu.

[Piotr Lewandowski, Mikołaj Pasiński]