



Click here for the English version of this interview
Japończyk Asuna Arashi wydaje kilka płyt rocznie, a spektrum jego zainteresowań jest szerokie. W trakcie nauki w uczelni artystycznej odkrył w sobie zamiłowanie do starych instrumentów klawiszowych, co zainspirowało go własnej muzyki - porusza się od drone, przez dźwięki akustyczne po minimalizm. Tworzy także instalacje, a jedną z jego najbardziej znanych jest 100 keyboards, w której badał rezonans występujący przez zjawisko interferencji dźwięku. Asuna używa dużych zbiorów dźwięków, które multiplikuje; tworzy wielowarstwowy i fascynujący plastikowy wszechświat dronów, loopów, sonicznych eskapad i implozji muzyki pop, co można usłyszeć na jego ostatnich albumach "The Crepuscular Grove" i "Tide Ripples". Rozmawialiśmy z nim podczas festiwalu Dni Muzyki Nowej w Gdańsku, na którym grał z Miłoszem Pękalą i Magdą Kordylasińską Pękalą - możemy uchylić rąbka tajemnicy, że wkrótce będzie można usłyszeć efekty tej współpracy, wydane na płycie...
Jakub Knera: W jakich okolicznościach zacząłeś tworzyć muzykę?
Asuna Arashi: W 2003 roku związałem się z hiszpańską wytwórnią Lucky Kitchen. Od tego momentu wydałem dwa albumy.
Lucky Kitchen zaczęła działalność w połowie lat 90, koncentrując się na muzyce cyfrowej. Gdy stali się znani przypadło to akurat na moment popularności muzyki z laptopów połączonej z innymi dźwiękami i analogowymi instrumentami. Z tą wytwórnią kojarzy się też kontrabasista Josh Abarams i Felix Kubin, który zajmuje się sound artem.
Moje kompozycje to muzyka minimal połączona z wiodącymi organami i elektroniką. Jednocześnie staram się tworzyć na organy, ale nie mam na myśli tego właściwego instrumentu. Ważne jest dla mnie ich znaczenie. Słowo organy pochodzi od greckiego organon, czyli ‘energia’. Dodatkowo organy to nie tylko instrument, ale przede wszystkim tak nazywamy części naszego ciała. Dodatkowo łączy się to z organizowaniem, organizacją… To słowo naprawdę ma niezwykłą moc.
Moje organy to inny rodzaj instrumentu wprowadzony w stałe drganie. Grałem też w wielu kapelach hard rockowych czy indie rockowych. Głośniej, z większym nagromadzeniem instrumentów. W końcu zacząłem mieszać różne brzmienia, i to niekoniecznie instrumentalne, używałem zabawek i tego co mi wpadało do rąk. Powstawały zróżnicowane dźwięki, czasem z akompaniamentem gitary, czasem tylko zabawki i elektronika albo domowe nagrania. W 2008 roku grałem a Transmediale w Berlinie i tam używałem winyli, podobnie było kiedy występowałem z na Dniach Muzyki Nowej w Gdańsku.
Wspomniałeś o graniu w zespołach i z drugiej strony o graniu solo. Ciekawe jest też dla mnie to sposób w jaki twój sound art może funkcjonować w różnych kontekstach. Może to być kompozycja na koncercie, odsłuchiwana w tradycyjny sposób, ale zupełnie inaczej jest jak budujesz na jej bazie instalację. Czy stanowi dla ciebie różnicę to w jaki sposób obchodzisz się z muzyką, żeby stworzyć instalację? Myśląc o tym rodzaju sztuki, trzeba brać pod uwagę przestrzeń, w której ma ona funkcjonować tak żeby można było słuchać zapętlonych utworów. W związku z czym inny jest też odbiór. Idąc na koncert jesteśmy przygotowani na mniej więcej godzinę występu. Bywają też kompozycje takie jak na przykład twoja przygotowana z Miłoszem i Magdą. Zatem w jaki sposób przygotowujesz muzykę na solówki, które są kompozycjami do nagrania, a jak materiał do instalacji? Być może te dwie sytuacje da się pogodzić?
Właściwie prawie zawsze to co tworzę jest w procesie. Mam taki magazyn pomysłów, które czasem są skończone z ukierunkowaniem na wystawę czy występ, ale w moim odczuciu gdy występujesz dla publiczności powinno to być specjalnie dla nich, dlatego spora część jest z mojej strony impowizowana. Nagranie to zupełnie inna sytuacja, opiera się na koncepcie i konkretnej kompozycji.
Wizerunek, z jakiego jesteś znany, i tak też prezentuje się ciebie na tym festiwalu, to połączenie keyboardu i zabawek. Dwa ważne elementy twojej pracy. Jak to się stało, że zacząłeś wykorzystywać potencjał zabawek? Z jednej strony zabawki, a z drugiej klawisze.
Od zawsze skupiałem się na keyboardzie. Wygląda to tak, że szukam różnych wariacji, które miałyby podobne tony. Mój keyboard 100 jest tak samo kodowany jak wszystkie inne tego typu instrumenty. Zabawkowe klawisze i tanie keyboardy zawsze mają ten element niepoprawności, a gdy uczyłem się trochę cyfrowej muzyki, zrozumiałem, że czasem harmonia jest tak samo kodowana, całkowicie ustalona, ale możesz dodać skomplikowany rezonans. Czyli wszystkie keyboardy są tak samo kodowane, ale mają inne brzmienia. Z kolei gitara ma ciekawy rezonans. Staram się dużo poszukiwać i tak samo jest z zabawkami - nasłuchuję tego, co brzmi jakoś inaczej. W tym zakresie traktuje je podobnie jak tradycyjny instrument. Rzecz w tym, że pianinko naprawdę można używać tak samo jak pianino. Zawsze nagrywam oryginalne brzmienia przedmiotów.
Na twoim stole znajduje się takie pudło. Swoją kolekcję różnych przedmiotów kładziesz obok pudła. Jak to razem działa?
Dziś wieczorem gram na zabawkach w połączeniu z elektroniką i instrumentami jednocześnie. Stosuję różne chwyty, by to wszystko miało wspólny sens.
Mam na myśli to pudło, gdzie przechowujesz wszystkie zabawki i tworzy się pewien dźwięk.
Tak, to moje rękodzieło.
Jakie znaczenie ma dla ciebie używanie analogowego sprzętu? Zamiast samego laptopa na stole jest to coś dużo bardziej interesującego…
W czasie nagrań używam oczywiście komputera. W przypadku występu na żywo, jestem przekonany, że najważniejsi są twoi odbiorcy i dlatego musi się coś dziać, jakoś trzeba działać. Tak jest dużo bardziej koncertowo. Tym razem mamy gotową kompozycję, nad którą pracowaliśmy z Miłoszem od tygodnia. Jest kompozycja, ale zostawiliśmy też miejsce na improwizację.
Miłosz opisując twoją muzykę scharakteryzował ją jako noise. Z drugiej strony, patrząc na zeszłoroczne podsumowania, twój album Tide Ripples był w dziesiątce najlepszych krążków ambient. Jak ty do tego podchodzisz? Czy twoja muzyka to bardziej noise, czy ambient, a może coś pomiędzy?
Zaczynając 15 lat temu po prostu chciałem robić muzykę. Zawsze nagrywam nie myśląc o gatunku. Nie decyduję jaką muzykę tworzę i jak będzie można ją scharakteryzować. Gram to co wychodzi z moich pomysłów i emocji.
Powiedziałbym, że to odbiorcy później starają się ubrać to w słowa i zaliczyć do jakiegoś gatunku. Tak samo moi przyjaciele i odbiorcy w Japonii czasem zastanawiają się: “czy Asuna jest muzykiem ambient?”
Twój stół sprawia, że można mieć wrażenie, że mamy do czynienia z noisem. Od razu nasuwa się takie przypuszczenie, gdy widzę tyle gadżetów. Zaskoczenie przychodzi, kiedy zaczynają wybrzmiewać przyjemne tony, spokojny charakter twojej muzyki. Podoba mi się ten kontrast.
Lubię tańczyć do japońskiego noisu, ale tak samo dobrze czuje się słuchając spokojnych brzmień różnych instrumentów. Myślę, że wyrastam z różnych punktów inspiracji. A moja muzyka? Jest po prostu tym co tworzę. Czasem musi być scharakteryzowana przez krytyka, a ja osobiście lubię ambient i noise tak samo.
[Jakub Knera]