polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Bill Orcutt wywiad

Bill Orcutt
wywiad

Click here for the English version of this interview

Bill Orcutt kilka lat temu wznowił aktywność muzyczną. Jego szarpany, umęczony styl i olbrzymia dynamika dźwięku sprawiły, ze stał się jednym z najoryginalniejszych muzyków grających na gitarze solo lub w małych składach. Ostatnia płyta Orcutta okazała się bardziej stonowana Koncert w Warszawie latem ubiegłego roku, na którym Orcutt zagrał solo oraz w duecie z Pawłem Szpurą pokazał, jak wyjątkową formułą na styku gitarowego hałasu i ciszy operuje Orcutt. Zapraszamy do lektury wywiadu.

Piotr Lewandowski: Ile czasu poświęcasz na grę na gitarze, kiedy nie jesteś w trasie?

Bill Orcutt: Nie mam regularnego harmonogramu ćwiczeń jak niektórzy muzycy. Kiedy gram, zwykle pracuję albo robię coś konkretnego. Jeśli akurat pracuję nad jakimś projektem, jak na przykład nagranie mojej ostatniej płyty, wtedy gram dużo. Ale jeśli nie robię akurat nic konkretnego, czasem po prostu biorę gitarę, kiedy oglądam telewizję.

Zrobiłeś sobie przerwę od grania w okresie od rozwiązania Harry Pussy do Twojego pierwszego solowego albumu?

Tak. W zasadzie tak. Wciąż miałem gitary i eksperymentowałem z innymi rodzajami muzyki, robiłem muzyczne komputery i tym podobne, ale bardzo rzadko i nie do końca mi to podeszło.

Zmęczyłeś się graniem na żywo i to było przyczyną tej przerwy?

To było po tym, jak się przeprowadziłem. Mieszkałem w Miami, potem przeprowadziłem się do San Francisco i dużo pracowałem - nawet 80-90 godzin tygodniowo - a później urodziły mi się dzieci. Różni ludzie pytali, czy nie chcę z nimi zagrać albo dołączyć do ich zespołu, ale nie miałem na to ochoty.

Twój pierwszy solowy album ukazał się mniej więcej w tym samym czasie co niektóre reedycje Harry Pussy. Chodziło o to, że miałeś więcej czasu? Dzieci podrosły, mniej pracowałeś i pojawiła się jakaś przestrzeń na muzykę?

Znowu zaczęło mnie to interesować. Zdążyłem kompletnie o tym zapomnieć i w ogóle o tym nie myślałem. A potem pojawił się pomysł reedycji EP-ki Harry Pussy i zgodziłem się. Zacząłem się tym zajmować i znowu nabrałem ochoty, żeby jeszcze raz posłuchać tego materiału po prawie 20 latach, po tym, jak przez 15 lat w ogóle go nie słyszałem. Przez to zacząłem znowu interesować i cieszyć się grą. Zacząłem znów grać i jakoś to poleciało.

Na twoich solowych płytach słychać tradycyjne albo dawne amerykańskie piosenki, które często trudno rozpoznać w twoim wykonaniu. Skąd pomysł na grzebanie głęboko w historii amerykańskiej muzyki gitarowej i opracowywanie tego materiału źródłowego?

To wzięło się stąd, że opracowałem pewien styl i chciałem go zastosować w praktyce. Improwizowałem i komponowałem trochę rzeczy dla siebie. Pomyślałem, że fajnie byłoby zobaczyć, czy mogę zastosować opracowane przez siebie techniki w zupełnie innym kontekście. Zacząłem się zastanawiać nad tym, jakie piosenki wybrać, żeby stwierdzić, czy takie podejście do amerykańskiej muzyki popularnej - czyli tradycji, w której wyrosłem - ma sens, czy ma sens spojrzenie na ten spory kawał historii i piosenki, które niekoniecznie muszą być dobre. W pewnym sensie starałem się zaprezentować nieodkryte perełki, ale też wziąć na warsztat oczywiste, bardzo popularne kawałki, jak "White Christmas", i potraktować je moją techniką.

Przerabianie starych kawałków i poszukiwanie wśród nich perełek kojarzy mi się z jakimś muzykologicznym przedsięwzięciem. Ale jeśli wykonujesz takie utwory jak "The Star Spangled Banner", "White Christmas" czy "Somewhere Over the Rainbow" i przy okazji dokonujesz ich destrukcji, dotykasz też zbiorowej pamięci związanej z tymi piosenkami. Czy to, jak te piosenki funkcjonują w świadomości społecznej, ma wpływ na twoje podejście?

Na ostatniej płycie już mniej, ale kiedy po raz pierwszy się tym zająłem, sporo o tym myślałem. Traktowałem to jako pewną historię, w której z całą pewnością mamy piosenki będące szwarccharakterami i piosenki-bohaterów. Wydałem je w formie zestawu singli. Podobało mi się wywoływanie konfliktów między poszczególnymi piosenkami. Z całą pewnością były dla mnie jak aktorzy, miały własną historię i własny bagaż doświadczeń.

Niektóre tradycyjne piosenki są błędnie interpretowane w zbiorowej pamięci. Na przykład kiedy Woody Guthrie śpiewał "This Land Is My Land", tekst miał wydźwięk smutny i sarkastyczny, ale z upływem czasu ten utwór zmienił się w radosną, patriotyczną piosenkę. Czy są inne piosenki, przy których miałeś poczucie, że musisz zmierzyć się z podobnym brakiem zrozumienia i przedstawić je w tak odmienny sposób, aby ludzie zaczęli o nich myśleć inaczej?

Może. Świetne pytanie. W sumie nie myślałem o tym na tym poziomie, bo piosenki, które wybrałem, były głównie bardzo oczywiste, powstało bardzo wiele ich coverów i cały szereg innych interpretacji przede mną. Nie wydawało mi się, żebym mógł zaczynać od zera. Miałem raczej poczucie, że muszę sobie poradzić z poprzednimi interpretacjami, a nie z jakimś prawdziwym znaczeniem takiego utworu. Nie chciałem zanegować wszystkich interpretacji ani nieporozumień. Dla mnie są tak samo interesujące jak sam utwór. Chodziło mi raczej o wypróbowanie mojego stylu na określonych, sporych odcinkach muzycznego DNA.

Jakiś czas temu wypuściłeś aplikację do tworzenia muzyki elektronicznej. Zdradzisz nam, co cię do tego skłoniło?

Na co dzień pracuję jako inżynier oprogramowania, a ta aplikacja to nic innego jak środowisko do kodowania i generowania dźwięków za pomocą kodu. Myślałem tu raczej o pewnym konkretnym rodzaju kodu i nowym sposobie tworzenia dźwięków przy pomocy kodu. Chyba więc moją inspiracją nie tyle był dźwięk, co programowanie.

Z tej aplikacji można korzystać tylko przy pomocy kodu, nie ma żadnego interfejsu użytkownika. Niektórych chyba to zniechęci.

Okazało się, że ktoś jednak z niej korzysta, bo dostałem już trochę feedbacku od ludzi. Nie zarabiam na tej aplikacji. Nie sprzedaję jej. Jest darmowa, więc nawet jeśli nikt z niej nie korzysta, to nic. Sam z niej korzystam, nagrałem przy jej pomocy dwa albumy. Nie używałem jej jeszcze na żywo, ale mam taki plan. Z mojej perspektywy to ja jestem jej najważniejszym użytkownikiem. Natomiast jeśli ktoś inny chce z niej skorzystać, to ekstra. To aplikacja open-source - jeśli ktoś chciałby do niej dorobić przyciski i pokrętła, nie ma żadnych przeciwwskazań. Można ją dowolnie rozbudowywać.

Mam wrażenie, że współpracujesz głównie z perkusistami. Jakich cech przede wszystkim w nich szukasz?

Energii. Jeśli grasz na gitarze elektrycznej, fajnie grać razem z perkusistą i to połączyć. Ale współpracuję też z innymi muzykami. Zagrałem trasę i nagrałem płytę z Okkyung Lee. W trakcie ostatniej trasy grałem w trio z Chrisem Corsano i basistą, który też śpiewał. Zdarzało mi się też robić inne rzeczy.

Masz wrażenie, że skorzystałeś na tym, że aktualnie mamy do czynienia z renesansem zainteresowania solową muzyką gitarową? Mimo że twój styl bardzo różni się od amerykańskiego prymitywizmu i folku, które ostatnio nabrały nowego życia za sprawą różnych muzyków.

Chyba jakoś na tym skorzystałem. Kiedy nagrałem swoją pierwszą solową płytę w 2009 roku, nie byłem do końca tego świadom, ale wydaje się, że staje się to bardziej popularne i słuchacze są bardziej skłonni do zwrócenia uwagi na solową, instrumentalną muzykę gitarową.

Mógłbyś nam polecić jakichś gitarzystów, których uważasz za interesujących?

Paul Metzger. To nazwisko nie pojawia się za często. Metzger to Amerykanin grający na banjo, który mieszka w Minneapolis i konstruuje swoje własne instrumenty. Jest świetny, więc na pewno mogę go polecić. Ale słucham też wielu innych. Lubię Tashiego Dorji, Alana Bishopa i Ricka Bishopa. Wszyscy są świetni. Ale muzyka Paula jest chyba mniej znana.

 

ENGLISH VERSION

Bill Orcutt resumed his musical activity a few years ago. His jagged, tormented style and enormous dynamics of sound made him one of the most original musicians performing on a guitar solo or in small ensembles. His last album turned out to be less abrasive. His concert in Warsaw last summer (solo and in a duo with a drummer Paweł Szpura) showed how unique is Orcutt's playing at the junction of guitar noise and silence. We invite you to read the interview.

Piotr Lewandowski: How much time do you devote to playing guitar when you're not on tour?

Bill Orcutt: I don't have a regular practice schedule like some musicians do. I usually work if I'm playing or if I'm working on something specific. So if I have a project that I'm working on, like recording this last record, then I'd be playing a lot. But if I'm not working on something specific then I may just pick it up when I'm watching TV or something.

Did you take a break from playing music between the end of Harry Pussy and your first solo album?

Yeah. Pretty much. I still had guitars and I was experimenting with other kinds of music, making musical computers and stuff. But very occasionally and I wasn't that into it.

Did you grow tired of performing music and hence that break?

That happened when I moved. I was in Miami, then I moved to San Francisco and I was working a lot, sometimes like eighty or ninety hours a week, and then I had kids. People asked me if I want to play, if want to be in their band, but I wasn't that into it.

Your first solo album was released around the same time as some of the Harry Pussy re-issues. Was it also a matter of having more free time? Kids getting older, working less, and that's how the space for music opened?

I got interested again. I'd kind of completely forgotten about it and it was out of my head. Then someone was asking us about doing this re-issue of the Harry Pussy EP and I agreed. I started to put it together and that got me interested in hearing it again after almost 20 years, after 15 years of not hearing it really. That got me interested and excited to play again. I actually started playing and it went from there.

Your solo albums include traditional or old American songs which are often hard to recognise in your renditions. What attracted you to digging deep in the history of American guitar music and reworking that source material?

The idea was that I developed the style and then I wanted to apply that style. I was just improvising and I was writing some stuff for myself. I thought it would be interesting to see if I can take these techniques that I developed and put them onto something else. The question became what songs do I choose to see if it makes sense to take American popular music - which was my tradition - and look at the big chunk of history that includes songs that were not necessarily good. In a way, I was trying to present undiscovered gems, but also to take obvious and very popular songs like "White Christmas" and apply my stuff to them.

Reworking old tunes and finding some gems seems to me like a musicology endeavour. But if you perform "The Star Spangled Banner", "White Christmas" or "Somewhere Over the Rainbow" and kind of destroy them, you also tackle the popular memory of these songs. Does the collective awareness of these songs influence how you approach them?

On the latest record not so much, but when I first engaged with it, I was thinking about it a lot. I was definitely thinking of it as a history and there were definitely the sort of songs that were villains and songs that were sort of protagonists. I did a box of singles with them. It was fun to set up conflicts between songs so I definitely saw them like actors with their own backgrounds and baggage that they brought.

Some traditional songs happen to be misunderstood in the collective memory. For instance, Woody Guthrie had originally performed "This Land Is My Land" in a sad and sarcastic way, but over time this tune became a cheery, patriotic song. Are there any songs that you worked on thinking that you also needed to tackle this kind of misunderstanding and present it so differently that people would start thinking about it in a different way?

Maybe. That's a great question. I didn't really think about it on that level because the songs that I chose were mostly so obvious, had already many cover versions and a wide range of previous interpretations. I didn't really feel that there was a way to wipe the slate clean. I rather felt I was going to deal with the interpretations themselves rather than some true meaning of the song. I didn't want to wipe all the interpretations away or the misunderstandings away. For me that's as interesting as the song itself. So I was more interested in just applying my style to certain big chunks of musical DNA.

Some time ago you released an app to create electronic music. Can you tell us what was the motivation to do it?

My day job is software engineering and this app is really just an environment for coding and making sounds with code. I was largely thinking about it in terms of ideas for a certain kind of code and a new way of making sound with code. Probably my inspiration wasn't sound at all but rather programming.

The app can be controlled only with a code, there's no user interface. I guess this discourages some people.

There are people apparently who are using it because I get reports and people are giving me feedback. I'm not making any money out of it. I'm not selling it. It's free so if no one uses it that's OK. I'm using it myself, I recorded two albums with it. I haven't done any live performances yet, but I plan to. So from my perspective, I'm the most important user. If other people want to use it that's great too. The app is open source which means that if somebody wanted to do buttons and knobs on it they could. People are welcome to build on top of it if they want to.

I have an impression that you cooperate mainly with drummers. What kind of qualities do you look for in drummers?

Energy. If you play electric guitar, it's fun to play with a drummer and mix it up. But I also cooperated with other types of musicians. I did a tour and an album with Okkyung Lee. Just on this tour I did a trio with Chris Corsano and a bass player who was also singing. There are some examples of doing other things.

Do you think that the renewed interest in solo guitar music has benefited you, even though your style is very different from the American primitivism or folk which has recently been reinvigorated by multiple players?

I guess it has benefited me. I wasn't really aware of it when I made my first solo record in 2009. But is seems like there has been an uptick and people are more willing to accept solo instrumental guitar.

Can you recommend any guitarists that you find interesting?

Paul Metzger. People don't really even talk about Paul Metzger very much. He's an American banjo player who lives in Minneapolis. He builds his own instruments. He's great so I'd recommend him. I like many other guys. I like Tashi Dorji, I like Alan Bishop and Rick Bishop. They're all good. But people don't seem to know Paul's music that much.

[Piotr Lewandowski]