polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Mount Eerie A Crow Looked at Me

Mount Eerie
A Crow Looked at Me

Chociaż w utworze otwierającym płytę, Phil Elverum całkiem przekonująco śpiewa, że śmierć jest prawdziwa i nie jest czymś, czemu powinna się poświęcać sztuka, dalej gubi swój początkowy trop. A Crow Looked at Me jest płytą-pożegnaniem z jego długoletnią partnerką Geneviève Castrée, która zmarła w ubiegłym roku po ciężkiej chorobie raka trzustki. Elverum nagrywał album we własnym mieszkaniu, na wspólnych instrumentach, także tych, na których Castrée stworzyła swoje nieszablonowe płyty pod szyldem Woelv. Ta płyta jest swoistym dziennikiem pożegnaniem, próbą opisania emocji, jakie towarzyszą śmierci bliskiej osoby, relacjonowania codziennych zdarzeń (paczka, która przychodzi, gdy odbiorcy już nie ma), w akompaniamencie prostej i oszczędnej muzyki tworzonej przede wszystkim na gitarze akustycznej. Być może ciężko oceniać płytę, która nierozerwalnie wiąże się z odejściem bliskiej osoby lub przykrym wydarzeniem, ale z Elverumem nie mogę się zgodzić: sztuka służy opisywaniu takich zdarzeń, może być też formą katharsis lub rozliczeniem się z przyszłością. Pierwsze przykłady, jakie przychodzą mi do głowy do Skeleton Tree Nicka Cave i The Bad Seeds (śmierć syna - próba muzyczna nie do końca udana) czy Long Time Underground Toma Cartera (odreagowanie choroby - próba udana). Elverum wypluwa emocje, ale wszystko na płycie dzieje się chaotycznie - być może zabrakło czasu do namysłu, może dystansu (wiem, o dystans w tej sytuacji ciężko). Elverum ma na koncie mnóstwo rewelacyjnych wydawnictw - chociażby Wind’s Poem niósł w sobie moc mroku, dzięki wciągającej formie i warstwie muzycznej. A Crow Looked at Me wypada w porównaniu z tamtą płytą blado. Sztuka może służyć emocjom, ale nie zawsze się jej to udaje, tak jak w tym przypadku.

 

[Jakub Knera]