Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



W poprzednim numerze zamieściliśmy wywiad z francusko-włoskim triem L'Enfance Rouge, a także relację z ich koncertu. Teraz przychodzi więc czas na ocenę efektów ich studyjnej pracy. Ta zawarta jest na płycie "Rostock - Namur", będącej już bodajże piątą w dorobku zespołu. Nie znam idei przyświecającej wyborowi na tytuł albumu dwóch miast - jednego we wschodnich Niemczech, drugiego w Belgii, ale z pewnością obszar między nimi zawarty nie ogranicza inspiracji i działalności zespołu. L'Enfance Rouge od lat konsekwentnie funkcjonuje poza głównym obiegiem muzycznego rynku, nagrywając i wydając się w zasadzie własnym sumptem, przez co muzycy pozostają praktycznie nieskrępowani w kwestii realizacji swoich pomysłów. Takie podejście, polegające na uszczęśliwianiu przede wszystkim siebie samych, ma swoje blaski i cienie. Z jednej strony pozwala na nagrywanie muzyki niekomercyjnej, z drugiej umożliwia realizację wszelkich pomysłów, także tych nietrafionych. Tych na szczęście na "Rostock - Namur" nie ma zbyt wiele, choć trwająca przeszło godzinę płyta może miejscami nużyć.
Skupmy się jednak na jej zaletach. Jak muzycy sami deklarują, są oni anarchistami i traktują to wyzwanie poważnie, co przejawia się zarówno w codziennym życiu, jak i w ich twórczości. Na szczęście pod tym pojęciem nie kryją się młodzieńcy rzucający kamieniami w sklepy warzywne (i nie tylko) podczas tak zwanych "antyglobalistycznych" spędów, ale stateczni i dojrzali ludzie, dla których anarchizm oznacza życie, w którym wolność i nieskrępowana ekspresja stanowią najwyższe wartości. Nie wiem, czy to kwestia mentalności, ale anarchizm muzyków ma się w ich twórczości przejawiać w poetycki sposób. I bez wątpienia stanowi to o atrakcyjności albumu. Undergroundowe podejście implikuje niekonwencjonalne użycie klasycznego rockowego instrumentarium- gitara głównie rzęzi, zgrzyta, gdzieniegdzie tylko pojawia się tradycyjny riff, basistka chyba za wszelką cenę unika zwykłego grania i tworzy bardziej struktury niż linie melodyczne, a perkusista co chwilę zagląda w stronę jazzu. Widać, że przeważają utwory z założenia awangardowe, oparte na agresywnych, a jednocześnie wytłumionych zagrywkach gitar. Jeśli L'Enfance Rouge już zdecyduje się zagrać piosenkę, dostajemy najbardziej przebojowe momenty albumu, których ukoronowaniem jest śpiewany po włosku Gaio E Giallo. Melodyjność trzymana jest jednak na krótkiej smyczy, a porównanie do Sonic Youth nasuwa się samo.
"Rostock - Namur" jest płytą oszczędną, pozbawioną głębi brzmienia i barokowych aranżacji. W miejsce tego otrzymujemy minimalizm środków, uczucia wyrażane oszczędnie, lecz trafnie i, zaskakującą wręcz, różnorodność - na ile to oczywiście możliwe. Zróżnicowanie wynika także z kompletnie szalonej liczby języków, w jakich wykonywane są kompozycje - jest ich przynajmniej sześć. Pomimo, że dominuje ponury, by nie powiedzieć przygnębiający nastrój, liryczne elementy znalazły dla siebie miejsce. Najwyraźniej słychać je w noszących piętno piosenki francuskiej L'Age D'Or i Otranto. Bardziej melodyjne utwory są jednak momentami wytchnienia w smutnej całości, chwilami psychodelicznej - jak w otwierającym album L'Escamot Roig - a chwilami ciężkiej, jak widmo śmierci - najwyraźniej słychać to w Tombeau Pour New York, czyli w "Grobie dla Nowego Jorku", naprawdę mocnej kompozycji prowadzonej przez francuską monodeklamację i wsamplowane odgłosy radia. Anarchistyczna tematyka pobrzmiewa jeszcze w Ajustement Structurel i cudacznym Boicott (The Filtry Bastards). Ten motoryczny utwór podzielony został na trzydzieści części, podczas każdej z nich wokalista wyrzuca z siebie nazwę jednego globalnego koncernu, a transowa, gitarowa muzyka w tle sprawia, że ten dziwny na pierwszy rzut oka pomysł zamienia się w jeden z najmocniejszych momentów albumu.
"Rostock - Namur" jest według mnie albumem zdecydowanie zasługującym na uwagę, chociażby z ciekawości, jakie artystyczne rezultaty przynosi poetycki anarchizm muzyków wywodzących się z basenu Morza Śródziemnego. W efekcie otrzymaliśmy płytę raczej trudną w odbiorze i zdecydowanie inną od muzyki nas otaczającej. Muzycy L'Enfance Rouge wirtuozami nie są, ale w swojej anty-piosenkowej stylistyce sprawdzają się bardzo dobrze. Co więcej trafiają się im pomysły naprawdę przednie i wartościowe. Dlatego polecam zapoznanie się z tym wydawnictwem, szczególnie, że album wraz z okładką można kompletnie za darmo ściągnąć ze strony internetowej zespołu www.enfancerouge.org. Jedynym mankamentem jest to, że strasznie trzeba się naklikać ściągając Boicott.
[Piotr Lewandowski]