polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Fisz wywiad z Bartkiem Waglewskim

Fisz
wywiad z Bartkiem Waglewskim

Muzycy Tworzywa Sztucznego na brak zajęć chyba ostatnio nie narzekają. Zespół ma za sobą największą trasę koncertową jaką do tej pory odbył w naszym kraju, zwieńczoną występem w ramach Święta Niemego Kina w warszawskim kinie Iluzjon, o którym możecie przeczytać w dziale relacji. W międzyczasie urodziły się i zaowocowały albumami dwa projekty poboczne braci Waglewskich: Fisz nagrał płytę z Enveem a Emade z Ostrym. Niełatwo było więc wybrać najważniejsze tematy w czasie rozmowy z Fiszem, którą odbyłem zaraz po zakończeniu koncertu w Iluzjonie, mimo że noc była już późna. Zapraszamy do lektury.

Bardzo podobał mi się "Dr Jekyll i Mr Hyde" ze ścieżką dźwiękową w waszym wykonaniu. Chyba większość publiczności jest podobnego zdania. Jakie są wasze wrażenia z tak specyficznego koncertu?

W przeszłości już kilkukrotnie braliśmy udział w takich wydarzeniach i w naszym mniemaniu poszły one nam lepiej. Dziś w Iluzjonie nękały nas dziwne problemy techniczne, a jeden wzmacniacz ryczał rzeczywiście jak w horrorze. Mam nadzieję, że te problemy nie zaważyły na ostatecznym wrażeniu, ale my musieliśmy się z nimi borykać. Taki występ to zupełnie odmienna przygoda, lubimy nowe wyzwania, więc chętnie je podejmujemy. Jest to granie diametralnie inne - w kompletnej ciszy, słychać więc każda "wysypkę" i przez cały koncert trzeba obserwować akcję na ekranie. Nie przygotowywaliśmy się do tego występu długo, ponieważ ostatnie tygodnie spędziliśmy w trasie złożonej z kilkunastu koncertów. Trochę musieliśmy się nad tym filmem pomęczyć, ponieważ dostaliśmy kopię w języku chorwackim.

Czy mieliście więc cały program na dzisiaj dopięty na ostatni guzik?

Wiesz, było trochę improwizacji, dlatego, że cała fabuła poniekąd nas do tego zmusiła, ale rzeczywiście mieliśmy przygotowanych kilka momentów wręcz z niemiecką dokładnością. To prawda, taperstwo jest fajnym wyzwaniem do improwizacji, do zabawy, ale gdzieś przecież musi nastąpić kulminacja. Graliśmy dzisiaj właściwie instrumentalnie, tekstu pojawiło się niewiele, ale to właśnie teksty były dopasowane dokładnie do wydarzeń na ekranie.

Czy to pierwsza taka wasza przygoda?

Nie, w przeszłości graliśmy do niemego filmu Hitchcocka, zupełnie nieznanego, bo to chyba jego pierwszy film. Z tym że wtedy był to didżejski set. Z całym zespołem zagraliśmy też kiedyś na festiwalu w Białymstoku do "Nienawiści" Kassovitza, ale to znowu coś innego, ponieważ ten film ma i fabułę i dźwięk a my staraliśmy się jak najmniej przeszkadzać w odbiorze. Generalnie, granie do filmu to zupełnie inna forma ale i dobra zabawa więc chętnie podejmujemy takie wyzwania.

Czy w ten sposób zwieńczyliście trasę promującą koncertową płytę?

Można tak powiedzieć. Tworzywo jest zespołem koncertowym, ale była to pierwsza tak długa trasa. W międzyczasie powstały dwa projekty: płyta Emade z Ostrym ukaże się niebawem a dziś ma miejsce premiera mojego singla z Enveem. Poza tym, od maja szykujemy nową studyjną płytę Tworzywa. Ponieważ byliśmy skupieni na tych drugoplanowych płytach, na dodatek cały czas czeka na zamknięcie sprawa Bassisters Orkestra, więc nic konkretnego o nowym Tworzywie nie mogę jeszcze powiedzieć. Mam nadzieję, że pierwsze pomysły ukształtują się w kwietniu lub w maju.

To może zdradź coś więcej na temat projektów pobocznych?

Jeżeli chodzi o mnie, to Fisz/Envee jest bardzo spontanicznym projektem, a takie chyba lubię najbardziej. Album gromadzi różne pomysły, niektóre stare, przypominające brzmieniem i stylem mój debiut "Polepione dźwięki". Mam tu na myśli przede wszystkim warstwę tekstową - ta płyta jest bardzo rozgadana. Dużo tu mojego "ślizgania się po bicie", zabawy słowem i charakterystycznymi dla mnie skojarzeniami. Muzycznie jest bardzo syntetycznie, Envee zasłynie teraz jako producent tłustych basów. To nowocześnie brzmiący hiphop często spotykający się z klubową odmianą tego gatunku, bardzo popularną obecnie w Anglii. Emade, który słyszał już płytę, rzucił takie pierwsze skojarzenie: "Roots Manuva po spotkaniu z Quasimoto". Mieliśmy więc bardzo fajne spotkanie towarzyskie które okazało się tez niezwykle twórcze. Natomiast Emade skończył nagrywać płytę z Ostrym, mocno osadzoną w brzmieniach hip-hopowych. W obu przypadkach są to wycieczki w rejony, które nas zafascynowały, zainspirowały do tworzenia muzyki i przyczyniły się do tego, gdzie jesteśmy dzisiaj. Powstały one właśnie dlatego, że różnią się znacznie od muzyki Tworzywa, które pozostaje dla nas najważniejszym projektem.

Na "Wielkim Ciężkim Słoniu" prawie nie pojawiają się żywe instrumenty, szczególnie w porównaniu do aranżacji koncertowych waszej muzyki, prezentowanych zarówno po premierze płyty jak i wcześniej. Czy na następnej płycie studyjnej usłyszymy już resztę zespołu?

Wiesz, mi się to właśnie bardzo podoba, że płyta i koncerty są odrębnymi historiami. Coś, co brzmi bardzo syntetycznie, komputerowo i samplowo, wybucha potem na scenie siedmioosobowym składem. Każda płyta jest tylko pewnym pretekstem do tego, co później dzieje się podczas koncertów. "Wielki Ciężki Słoń" rzeczywiście był bardzo syntetyczny, ale kolejna płyta zawsze jest odpowiedzią na tę poprzednią, więc być może nowy album będzie bardziej żywy. Chcemy współpracować w studio z chłopakami z zespołu, ale na pewno nie zrezygnujemy z samplerów - mój brat jest producentem i przywiązuje do produkcji, brzmienia dużą wagę. Niemniej jednak, praca w studio ma inny charakter niż koncerty. Granie na żywo to wymiana energii, budowanie napięcia i tak dalej - co siedmioosobowy skład zdecydowanie umożliwia. Gdy zaczynaliśmy w typowym hip-hopowym zestawieniu didżej plus dwa mikrofony, koncert był jedynie częścią didżejskiego setu. Brakowało nam tej prawie punk-rockowej żywiołowości, energii i dynamiki. I to jest o tyle fajne, że nawet gdy zabraknie prądu - co w tym śmiesznym kraju nadal się zdarza podczas koncertów - możemy sobie poimprowizować, poudawać. Takie spontaniczne granie jest mi bardzo bliskie i świetnie się sprawdza właśnie w mniejszych klubach. Na koncertach jesteśmy więc tworzywem w studiu w dużej mierze duetem braci Wu.

Czy inaczej wam się grało w małych miejscowościach, które odwiedziliście w trakcie ostatniej trasy? Do tej pory można was było zobaczyć raczej w głównych miastach Polski.

W dużych miastach jesteśmy znani, więc w Krakowie przyszło osiemset osób, a w Kolbuszowej chyba dwadzieścia. Mam wrażenie, że nasza muzyka w te oddalone miejsca nie dociera, ale ludzie jednak przychodzą na koncert i interesują się naszą muzyką, jak chociażby w Sanoku czy w Stalowej Woli. Dlatego jest to dla nas pewne wyzwanie. W tych małych miejscowościach są osoby pełnye energii, puszczające kino niezależne, ściągające zespoły, które udzielają się jak mogą. To miłe. Nie zawsze można sobie pozwolić na wyprawy w takie miejsca, ale podczas dużej trasy bardzo jest przyjemnie je poodwiedzać.

A jak wrażenia z występów na zachodzie? Czy bariera językowa nie była problemem?

Było bardzo przyjemnie, na przykład całą francuską trasę wspominam bardzo ciepło. Francuzi są otwarci i zainteresowani kulturą przychodzącą ze wschodu, z Polski - nasza trasa była podpięta pod festiwal Nova Polska. Graliśmy ze Skalpelem, z Pink Freudem - słuchacze dziwili się, że tak nowocześnie brzmiąca muzyka na tak wysokim poziomie powstaje właśnie w Polsce. Język chyba nie stanowił problemu, ponieważ odbierano nas raczej na zasadzie ciekawostki. We Francji jest dużo zespołów grających i dub i elektronikę, a w momencie kiedy pojawił się język polski, był on dodatkową atrakcją. Z rozmów wiem, że melodyjność naszego języka wciąga. Pomimo że głos stał się tam tylko i wyłącznie instrumentem, spełnił swoją rolę. Ludzie w czasie koncertów krzyczeli "zapomnij" a potem przychodzili z zapytaniem, co to znaczy.

Jaką muzyką sami się interesujecie?

W zespole jest osiem osób, więc i zainteresowania są różne. Dominik i Jurek na pewno jazz, Piotrek hip hop z pod znaku Stone Throw Records, ja swego czasu miałem odjazd na ambitną elektronikę i niemiecki dub. Nowej muzyki jest naprawdę dużo. Wracam często do wykonawców znanych mi od dziecka, np. Davida Byrna (z ulubionego Talking Heads), jego ścieżka dźwiękowa do filmu "Zły Adam" to doskonała płyta. Poza tym ciągle śledzę elektronikę, którą interesuję się od dawna i chociaż czasem okazuje się, że ta scena po dziesięciu płytach zżera swój własny ogon, trzeba mieć uszy nastawione jak radar. Jeżeli chodzi o hip-hop, scena angielska osiągnęła bardzo trudne i dziwne podziały rytmiczne. Brzmi bardzo świeżo i współgra ze sceną elektroniczną, więc jest mi najbliższa.

Dzięki za rozmowę. Dobranoc.

[Piotr Lewandowski]