polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
DAEDELUS Exquisite Corpse

DAEDELUS
Exquisite Corpse

Dosłowne tłumaczenie tytułu nowego, czwartego już albumu pochodzącego z Santa Monica didżeja, to "wyśmienity truposz". Bez sensu, prawda? W przypadku Cradle of Filth albo innego Dimmu Borgir wszystko byłoby jasne, ale tutaj? Tytuł ten jest jednak niezwykle wymowny i jest w rzeczywistości kluczem do odczytywania albumu. "Exquisite Corpse" jest bowiem grą towarzyską popularną wśród surrealistów i wymyśloną w okresie międzywojennym. Każdy z jej uczestników pisze na kartce słowo, po czym zawija papier, podaje go sąsiadowi który dopisuje swoje słowo i tak dalej, w wyniku czego dochodzi do swoistego grupowego dadaizmu. Powstający utwór może być interpretowany jako strumień zbiorowej świadomości, a gra zawdzięcza swoją nazwę jednemu z pierwszych wartych zapamiętania efektów końcowych takiej radosnej twórczości: "wyśmienity truposz powinien napić się nowego wina". Domyślam się, że takiej właśnie metody użył Daedelus przy produkcji swojej pierwszej płyty, na którą zaprosił gości. Wśród nich są i persony renomowane, jak MF Doom, Mike Ladd albo Prefuse 73, lecz także muzycy mniej znani, jak wokalistka Laura Darling i francuski skład TTC.

Zapewne wiele z surrealistycznych wierszyków nie miało ani sensu, ani wartości, ale "Exquisite Corpse" nasycony jest i jednym i drugim do granic możliwości. W istocie, ta muzyka to niezwykle rozbudowany kolaż, złożony z przeróżnych sampli - od swingowych detali, jazzowych interludiów, przez psychodeliczne pogłosy i dźwięki, po brzmienia prawie symfoniczne. Mimo tej różnorodności, Deadelus nie epatuje barokowym rozmachem, lecz wplata każdy detal tam, gdzie jego miejsce z niezwykłym, smakiem, genialnie po prostu balansując między słodyczą a znerwicowaniem i niepokojem tych zagrywek. Delikatne, downtempowe melodie i fontanny flecików, trąbek, pianina trzymane są w ryzach przez porywającą rytmikę, daleką od przejrzystości. Bez dwóch zdań, bity i produkcja to istny majstersztyk i ostry składnik równoważący miękką pulsację.

Jeżeli do tego dołożymy bezbłędne zachowanie się gości, dostajemy wspaniałą płytę. MF Doom otrzymał bit wręcz dla niego idealny, ekipa TTC jest niezwykle pozytywną niespodzianką przenosząc nas w klimaty prawie ragg'owe, niejaki Sci uderza w liryczną, a Mike Ladd w polityczną nutę podczas ujmującego "Welcome Home". Ten utwór występuje nawet w dwóch wersjach, druga to Prefuse 73 Danse Macabre. Cóż dodać. Co prawda "Exquisite Corpse" nie przyniósł fundamentalnej zmiany stylu Deadelusa, czyli bajkowego grania z post-rockowym i IDM-owym zacięciem, ale co tam. Grunt, że album jest wspaniały i przenika wgłąb duszy i serca. Pozycja obowiązkowa.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o DAEDELUS w popupmusic