Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Choć do końca roku pozostało jeszcze kilka miesięcy, podejrzewam, że jednym z najpoważniejszych kandydatów do miana gitarowego debiutu roku będzie właśnie Band of Horses. Szczególnie w Stanach, gdzie w ostatnich latach obserwujemy eksplozję spokojnego, ciepłego i pełnego emocji indie-rocka. W stosunku do prawdziwych muzycznych nowicjuszy będzie to trochę nie fair, gdyż założyciele grupy, gitarzysta i wokalista Ben Bridwell oraz gitarzysta Mat Brooke grają ze sobą już niemal dekadę, wcześniej w grupie Carissa's Wierd.
Doświadczenie i doskonałą znajomość wspólnego języka słychać bowiem w muzyce Band of Horses bardzo wyraźnie. Z pomocą trzech muzyków panowie Bridwell i Brooke nagrali album niesamowicie naturalny, emocjonalnie gęsty, momentalnie dorównując największym dziełom swoich kolegów z wytwórni Sub Pop, jak The Shins czy Iron&Wine. Album, na którym perfekcyjne brzmienie miękkich gitar (banjo i steel guitar oprócz konwencjonalnych) i przejmujący wokal, przypominający właśnie głos The Shins Jamesa Mercera czy Perry'ego Farrela, układają się w kalejdoskop ciepłych, pozytywnych nastrojów, przynoszą chwile zadumane i melancholijne, kilkukrotnie wywołując dreszcze uczuć najsmutniejszych z możliwych.
W istocie, balansowanie między gitarami radosnymi a łkającymi, między piosenkami dynamicznymi, rozjaśniającymi aurę, a posępnymi balladami, dosłownie wprowadza w katharsis. Band of Horses bardzo umiejętnie serwują słuchaczowi pełną paletę emocji i w każdym z tych diametralnie różnych odcieni są równie autentyczni i atrakcyjni brzmieniowo. "Everything All The Time" to płyta doskonale zagrana, szczera i choć przewijają się w niej wątki znane z katalogu Sub Pop czy generalnie malowniczego indie-rocka, to jednak jest to fantastyczny debiut. Stoją za nią bowiem olbrzymia swoboda wykonawcza i, mimo wszystko, inwencja, także w niebanalnym operowaniu układem zwrotka-refren. To właśnie wyróżnia i The Shins, i Band of Horses z mrowia indie-rockowych kapel. Tak się właśnie drodzy państwo gra obecnie w Seattle.
[Piotr Lewandowski]