Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Ta historia jest jak zły sen fana indie. Band of Horses byli bezapelacyjnym odkryciem roku 2006 w Sub Pop. Doskonały „Everything All The Time”, mimo klarownych odniesień, bronił się świetnymi piosenkami i szczerymi, naturalnymi emocjami. Po chwili tandem Ben Bridwell / Mat Brooke rozpadł się i na drugiej płycie Bridwell stał się samotnym liderem grupy. To jego wokal był kluczowy, a brzmienie pozostało, więc straty były ciężko mierzalne. „Cease to Begin” debiutowi nie dorównało, ale kilka momentów pozwalało nadal grupy słuchać i wierzyć w jej przyszłość. Aż w Bridwella uwierzyło Columbia Records.
Pierwsza płyta Band of Horses w majors (o ile ta terminologia jest jeszcze właściwa) okazuje się spełnieniem najgorszych obaw. „Infinite Arms” to takie „BoH for dummies”, ewentualnie „for kids”. Koncepcja i konwencja są dokładnie te same co w przeszłości, tyle że rozmemłane do niestrawności. Muzyka Bridwella (ze składu nagrywającego „Everything…” nikt poza nim się nie ostał) zawsze była przystępna, więc pozbawienie jej jakichkolwiek kantów i szorstkości oraz zastąpienie rozmachu szczeniackim sentymentalizmem przeobraża ją w parodię starszych nagrań.
Pozostaje omijać „Inifite Arms” szerokim łukiem i wierzyć (bez przekonania to piszę) w przyszły powrót syna marnotrawnego. A cwaniaki w Sub Pop nie dość, że wiedzieli, kiedy odpuścić Band of Horses, nie dość, że wydali już dwie równe, choć mniej nośne płyty zespołu Brooke’a – Grand Archives, to jeszcze uczestniczą w lipcowym wydaniu przez Hardly Art retrospektywnej płyty Carrisa’s Wierd, grupy w której Bridwell i Brooke grali przed BoH. Od razu wiadomo, co z zrobić z czasem i pieniędzmi, których na „Inifinite Arms” szkoda.
[Piotr Lewandowski]