napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Louie Austen swoją muzykę od zawsze opierał na kontraście, zderzając wokalną manierę i szarmanckość a la Frank Sinatra z brzmieniami elektronicznymi i energią bywalców nocnych klubów mogących być jego dziećmi. Nie będę ukrywał, że przypadło mi do gustu przejście Louie'go od house'owych łupanek z pierwszych płyt do nadal tanecznych, lecz bardziej stonowanych i pełnych dystansu do samego siebie piosenek z ostatniej płyty "Iguana". Jednak epka "Summer Love" to dopiero prawdziwa wolta! W miejsce elektronicznych galopad czy disco-szaleństw, Louie odpływa bowiem w ciepłe latynoskie klimaty. Teraz to rumba, merengue i czacza wyznaczają muzyczny kontekst, "żywe" instrumenty są nieodłączne, a Austen'a wspierają czy to damskie chórki, czy hiszpańscy nawijacze. Opowieści snują się też z dala od klubowych parkietów, jako że myśli Louie'go są teraz w Barcelonie i Rio. Oczywiście nasz dżentelmen nie zrezygnował z nowoczesnego sznytu - epka wyprodukowana została przez mało znany wiedeński kolektyw Mosquito Control i momentalnie przywodzi na myśl pierwszego Latynosa wśród Teutonów, czyli niejakiego Senora Coconuta.
Jasne, że te cztery piosnki nie są kamieniem milowym rozwoju muzyki, jednak zwrot Louie'go w stronę ciepłych, organicznych brzmień wypadł doskonale. To po prostu świetne, rozrywkowe kawałki zagrane z olbrzymią radością i zaśpiewane z wielką swadą, dzięki czemu trudno nie powstrzymać kończyn i tułowia od rytmicznych pląsów. A poza tym, warto docenić, że po przekroczeniu sześćdziesiątki Austen bynajmniej nie planuje osiąść na laurach z mianem najbardziej dziwacznego piosenkarza swojego pokolenia, lecz sięga po rzeczy dla siebie nowe, kompletnie odmienne od dotychczasowych dokonań. To się nazywa emerytura, ale kto by pomyślał, że w Wiedniu może być tak słonecznie i plażowo?
[Piotr Lewandowski]