napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Podwójnych albumów nie wydaje się przypadkiem. Podobnie, bez sensownego powodu nie ma co się mierzyć z muzyką klasyczną, w szczególności z twórczością artysty, który w zbiorowej świadomości jest synonimem dziedzictwa narodowego. Levity mają jednak świetny sposób na oba wyzwania – „Chopin Shuffle” bazuje na 24 preludiach z op. 28 w oryginalnej kolejności, jednak podjętych w ryzykowny, wręcz psotny sposób. Jego podstawowym aksjomatem jest zapomnieć o Chopinie i stworzyć własny utwór. W tym aspekcie Levity są charakterystyczni dla swojego pokolenia, dla którego sampling, remiks i muzyczne kolaże są chlebem powszednim. Ich metoda polega jednak na zastosowaniu tej wolności, frywolnej chwilami, z fantazją, elegancją i wrażliwością oraz w ramach żywego instrumentarium i grania. Efekt jest piorunujący.
Genezę i metodę tworzenia albumu panowie przedstawiają w wywiadzie, który publikujemy w niniejszym numerze, więc skupmy się na owocach. Oba dyski, choć utwory ułożono z zachowaniem sekwencji preludiów, wyraźnie się różnią. Pierwszy uderza dynamiką, feerią barw, błyskotliwymi wycieczkami w stronę popu, jazgotliwymi spięciami, drugi zaś jest generalnie spokojniejszy, bardziej refleksyjny, wolniejszy w tempach. Co do zasady, nie są to rzeczy nowe w muzyce Levity, o czym panowie przypominają otwierając płytę klarownym nawiązaniem do debiutu – pełnego rockowej i drum’n’basowej perkusji oraz zapadających w pamięć, nieco filmowych tematów. Jednak na „Chopin Shuffle” to iskrzenie na styku jazzowej improwizacji oraz popkulturowego idiomu nabiera niespotykanej wcześniej intensywności, kumulującej się w fantastycznym, przebojowym „Sans Voix” z Gabą Kulką, śpiewającą po angielsku z francusku. Równie przewrotny i chwytliwy jest utwór „Ciepło” z monodeklamacją Grzegorza Uzdańskiego, zaś szóste preludium z gitarą Raphaela Rogińskiego ukazuje drugi kraniec spektrum tych bezkompromisowych interpretacji.
Najczęstszym gościem na płycie jest jednak Toshinori Kondo, którego przepuszczone przez efekty frazy doskonale korespondują z grą tria. Przy tym, Kondo raczej wkomponowuje się w wizję Levity niż ją kreuje. Jego manipulacje brzmieniem instrumentu rezonują z wieloaspektowym brzmieniem grupy, przeplatającym akustyczne i elektroniczne instrumentarium o wielu odcieniach. Wymownie, na drugim dysku Kondo bliższy jest Hasselowi lub Molvaerowi, niż przetworzonym brzmieniom w pierwszej odsłonie albumu.
Otrzymujemy album pełen wewnętrznych napięć, fascynujący i przynoszący wiele radości. Na „Chopin Shuffle” Levity odrzucają konwenanse nawiązań do muzyki klasycznej i omijają wynikające z nich niebezpieczeństwa szerokim łukiem. Udaje im się to dzięki świadomości, że sukces mogą odnieść traktując źródłowy materiał tylko i wyłącznie jako punkt wyjścia, na dodatek otwierający nowe możliwości. Do odważnych świat należy – przed nami doskonała, komunikatywna muzyka.
[Piotr Lewandowski]