Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Aż 7 długich lat kazali nam czekać na swoje nowe nagrania, które rozpoczęli dawno, bo już w 2000 r.! Gotycka legenda z londyńskiej kliki "Batcave" powróciła - jak zwykle zaskakując. Odkąd w 1993r. Nik i Mrs.Fiend pożegnali się z regularnym składem - i zaczęli firmować ASF jako duet - z ich muzyki uleciała punkowa surowość i ogień. Pozostał jednak ten charakterystyczny, zwichrowany klimat, podskórne melodie, zwariowane tempo i wampiryczny, wokalny wyziew. "Information Overload" to ich najlepsza płyta od 14 lat, czyli od wydania "Curse", znakomitego albumu z kwaśnym tempem i industrialnym, gitarowym zgiełkiem. Inna sprawa, iż od tego czasu nagrali ledwie 3 płyty, w tym jedną z muzyką do gry. Cieszy bardzo powrót zespołu w bardziej gitarowe klimaty (poprzednia płyta "Nocturnal Emission" była całkowicie podporządkowana rytmowi ery techno). Aczkolwiek rytm nadal niepodzielnie rządzi i to pełną gębą...
Na plus trzeba zapisać także większe - niż na wcześniejszym albumie - wyeksponowanie z dźwiękowej magmy głosu Nika Fienda. O tym facecie można powiedzieć wszystko tylko nie to, że potrafi spiewać. Jego charakterystyczne ni to deklamacje, ni wrzaski czy też skandowania stanowią od lat znak firmowy zespołu. Kilka numerów z tej płyty na pewno stanie sie koncertowymi killerami - po prostu mają tego charakterystycznego kwaśnego powera z gitarowym wypierdem, którego nie było już od dawna. Mam tu na myśli szczególnie utowry "Motherfucker Burn", "Baby" i "Gotta Have It", które wręcz kipią od chorej, niezdrowej energii. Prawdziwy miód dla fana zespołu ! Płyta brzmi bardzo nowocześnie, czasem wręcz za bardzo - przydałaby się jej od czasu do czasu jakiś piwniczny powiew. Nik i Mrs.Fiend zawsze z uwagą przyglądali sie jednak nowym technologiom więc nie ma się co specjalnie dziwić.
Prawdziwą ucztą w stylu gore jest sposób w jaki Alien Sex Fiend zmasakrowało "Five To One" - antywojenny song The Doors. Tym niesmacznym żartownisiom zamarzył się chyba przewracający się w trumnie rozwścieczony Morrison i jego zmartwychwstanie w celu dokonania zemsty. Zresztą tematy zombie, UFO i niekontrolowanej agresji od zawsze należały do ulubionych wątków w tekstach grupy. Na płycie jest aż 5 utworów trwających ponad 8 min. - i to właśnie te transowe i dźwiękowo rozwydrzone utwory jawią się jako rdzeń albumu i najlepiej portretują obecne brzmienie zespołu. Zdaje sobie sprawę, że z tych samych powodów dla których można ich lubić można ich także nienawidzić. Nie będe zatem namawiał, bo nie jest to muzyka dla każdego. Ja w każdym bądź razie nie mogę sie od niej uwolnić.
[Marcin Jaśkowiak]