polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Alien sex fiend Information Overload

Alien sex fiend
Information Overload

Aż 7 długich lat kazali nam czekać na swoje nowe nagrania, które rozpoczęli dawno, bo już w 2000 r.! Gotycka legenda z londyńskiej kliki "Batcave" powróciła - jak zwykle zaskakując. Odkąd w 1993r. Nik i Mrs.Fiend pożegnali się z regularnym składem - i zaczęli firmować ASF jako duet - z ich muzyki uleciała punkowa surowość i ogień. Pozostał jednak ten charakterystyczny, zwichrowany klimat, podskórne melodie, zwariowane tempo i wampiryczny, wokalny wyziew. "Information Overload" to ich najlepsza płyta od 14 lat, czyli od wydania "Curse", znakomitego albumu z kwaśnym tempem i industrialnym, gitarowym zgiełkiem. Inna sprawa, iż od tego czasu nagrali ledwie 3 płyty, w tym jedną z muzyką do gry. Cieszy bardzo powrót zespołu w bardziej gitarowe klimaty (poprzednia płyta "Nocturnal Emission" była całkowicie podporządkowana rytmowi ery techno). Aczkolwiek rytm nadal niepodzielnie rządzi i to pełną gębą...


    Na plus trzeba zapisać także większe - niż na wcześniejszym albumie - wyeksponowanie z dźwiękowej magmy głosu Nika Fienda. O tym facecie można powiedzieć wszystko tylko nie to, że potrafi spiewać. Jego charakterystyczne ni to deklamacje, ni wrzaski czy też skandowania stanowią od lat znak firmowy zespołu. Kilka numerów z tej płyty na pewno stanie sie koncertowymi killerami - po prostu mają tego charakterystycznego kwaśnego powera z gitarowym wypierdem, którego nie było już od dawna. Mam tu na myśli szczególnie utowry "Motherfucker Burn", "Baby" i "Gotta Have It", które wręcz kipią od chorej, niezdrowej energii. Prawdziwy miód dla fana zespołu ! Płyta brzmi bardzo nowocześnie, czasem wręcz za bardzo - przydałaby się jej od czasu do czasu jakiś piwniczny powiew. Nik i Mrs.Fiend zawsze z uwagą przyglądali sie jednak nowym technologiom więc nie ma się co specjalnie dziwić.


    Prawdziwą ucztą w stylu gore jest sposób w jaki Alien Sex Fiend zmasakrowało "Five To One" - antywojenny song The Doors. Tym niesmacznym żartownisiom zamarzył się chyba przewracający się w trumnie rozwścieczony Morrison i jego zmartwychwstanie w celu dokonania zemsty. Zresztą tematy zombie, UFO i niekontrolowanej agresji od zawsze należały do ulubionych wątków w tekstach grupy. Na płycie jest aż 5 utworów trwających ponad 8 min. - i to właśnie te transowe i dźwiękowo rozwydrzone utwory jawią się jako rdzeń albumu i najlepiej portretują obecne brzmienie zespołu. Zdaje sobie sprawę, że z tych samych powodów dla których można ich lubić można ich także nienawidzić. Nie będe zatem namawiał, bo nie jest to muzyka dla każdego. Ja w każdym bądź razie nie mogę sie od niej uwolnić.

[Marcin Jaśkowiak]

recenzje Alien Sex Fiend w popupmusic