napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Muzycy My Disco mają z Melbourne do Chicago szmat drogi. Nic więc dziwnego, że na dogrywki i miks woleli się wybrać do Sydney, niż wracać do Steve’a Albini’ego i jego Electrical Audio. Niemniej jednak już pierwsze sekundy ich trzeciego long-playa unaoczniają więź z najbardziej bezkompromisową personą rocka ostatnich trzech dekad, którego surowy realizatorski sznyt robi muzyce My Disco kapitalną przysługę. Podobnie jak Shellac, Australijczycy wykorzystują najbardziej bazową formułę rockowego trio, ale traktują ją jeszcze bardziej minimalistycznie. Rytmicznej i harmonicznej konsekwencji towarzyszy surowa rejestracja i równouprawnienie w miksie wszystkich (aż trzech) instrumentów, oraz wyodrębnienie ich detali i rezonansów. Wraz ze skąpym, powłóczystym wokalem, ta czerpiąca z repetycji i faktury muzyka buduje posępną, przytłaczającą atmosferę. Nie można tego słuchać w kawałkach, nie można tego słuchać cicho. Natomiast zwłaszcza w dobie gitarowej mizerii i taniego efekciarstwa słuchać tego warto. Frajdy jest tu faktycznie mało, za to kapitalnego, surowego i mocnego grania całkiem sporo. Po dwóch płytach wydanych bez ogólnoświatowej dystrybucji, My Disco zainteresował się amerykański label Temporary Residence (The Books, Bellini, Black Heart Procession, Three Mile Pilot), więc dostępność tego materiału wzrosła i może wreszcie zespół uzyska rozpoznawalność, na jaką zasługuje.
[Piotr Lewandowski]