polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ARNAUD REBOTINI Someone Gave Me Religion

ARNAUD REBOTINI
Someone Gave Me Religion

Wśród nawróconych z rocka wszelkiej maści na muzykę elektroniczną, Arnaud Rebotini (kiedyś lider Black Strobe) wyróżnia się niezmiennością metody – jego wyraźnie taneczna, nawiązująca to techno i elektro muzyka obywa się bez komputerów, sekwencerów i sampli. Wystarcza solidny arsenał analogowych syntezatorów, z kultowymi Juno 60 i TR 808 na czele. „Someone Gave Me Religion” to drugi solowy album Francuza, ale pierwszy, na którym ta formuła jest w pełni rozwinięta. Analogowy sentyment jest ostatnio modny, u Rebotiniego jest też sensowny i funkcjonalny – zaprzęgnięcie maszyn w służbę twardo uderzającej rytmem muzyki pozwala mu tworzyć masywne i plastyczne bloki dźwięku. Natura wykorzystywanych urządzeń sprawia, że masowania ultraniskim basem tu nie uświadczymy, za to wysokie rejestry mają kosmiczny połysk i rezonują aż miło, a barwa środkowych pasm mieni się funkiem i disco. Za wyjątkiem długiego, kraftwerkowego intro oraz zaplecionego z linii klawiszy (niemal teleportowanych z psychodelicznego rocka) zamknięcia płyty, Arnaud pracuje na mocnym, regularnym rytmie. Kompozycyjnie szczególnie nowatorski nie jest – czasem bardzo to wszystko francuskie, pulsujące, lekko kwaśne i okraszone wokalami przepuszczonymi, a jakże, przez wokoder, czasem bardziej oszczędne w środkach i bezlitosne w miarowych repetycjach. Na żywo Rebotini zrobił na mnie potężne wrażenie (patrz galeria poniżej), z płyty trochę mniejsze, ale za świetnie zrealizowany retrofuturyzm słabości piosenek wybaczam mu bez mrugnięcia okiem.

[Piotr Lewandowski]