napszykłat
Musicaction
Kristen
Niechęć
27. Dni Sztuki Współczesnej - scena muzyczna
Strefa CSW - koncerty majowe
Plum
Kari Amirian
Maszyny do słuchania
Green ZOO Festival
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
LDZ_2.0
Rock for People 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Po potężnym „New Slaves”, testującym zdolność słuchacza do odkrywania piękna w niekończącym się smaganiu dźwiękiem, zgrzytem i dysonansem, oraz jego elektronicznych reinterpretacjach na „New Slaves II”, ZS odbyli jesienią swoisty egzorcyzm w celu wypędzenia „New Slaves” i otworzenia na coś nowego. Miał on postać zdumiewającego cyklu, na który złożyły się „This Body Will Be a Corpse” – plik MP3 w postaci playera ukrytego w przypince, wydany przez oficynę Parte, specjalizującej się w takich cudach (nakład 100 sztuk, ale wiadomo, Internet…), „Sky Burial”- złota kaseta wydana przez Words + Dreams (nakład 400) i „33” – epka na dwóch siedmiocalowych winylach, z których jeden wbrew nazwie kręci się z prędkością 45 obrotów, przez nowojorski label Northern Spy (nakład 300, dostępna również w wersji cyfrowej). Na końcu ZS osiągają zwrot o 180 stopni w stosunku do swego magnum opus, ale proces zachodzi na trzech wydawnictwach stopniowo.
Ze względu na format, „This Body Will Be a Corpse” (fragment buddyjskiej sutry) mogłoby trwać wieczność. Trwa 74 minuty i jest zdecydowanie najdłuższym wydawnictwem w zestawie. Znajdziemy tutaj elektroniczny noise, ścinki remiksu utworu Gentleman Amateur z „New Slaves, improwizacje, zręby kompozycji, rytmiczne przepychanki, świdrujące sola, ambientowe pasaże”, fragmenty koncertów (te wypełniają większość drugiej połowy pliku). Pojawia się nawet kilka z krystalicznych gitarowych motywów, które później, przearanżowane, uformują płytę solo Greenberga pod nazwą Hubble (również recenzowaną w tym numerze). Słowem, wszystko potrzebne i niepotrzebne, co na takie ekstrawaganckie wydawnictwo o nieskończonej pojemności można wepchnąć. Całość jest zmiksowana w jeden długi strumień muzyki, w którym, jak to się mawia, momenty są. „This Body Will Be a Corpse” jest zdecydowanie początkiem procesu oddalania się grupy od „New Slaves”.
Drugie w kolejności wydawnictwo, piętnastominutowa taśma „Sky Burial” (po angielsku to określenie tybetańskiego pogrzebu przez wystawienie zwłok na żer dla ptactwa) to generalnie noise’owa rzecz. Z oczywistych powodów utwory są na niej dwa utwory. Część pierwsza rozpoczyna się niespiesznie, zalewając słuchacza skowytami i skamleniami saksofonu, zanurzonymi w zgrzytach gitary i perkusyjnym gradobiciu, później wpadająca w charakterystyczne dla Greenberga powtarzalne figury zderzone z industrialnym, rytmicznym ciosem. W drugiej, w której słyszymy free jazzową improwizację, rytmiczne bloki przywodzące na myśl płytę z remiksami i mocny gitarowy finał, kakofonii jest nawet więcej. Rejestracja lo-fi tych improwizacji daje poczucie zakosztowania nieuformowanych, brudnych poszukiwań zespołu. Bądź co bądź, to też raczej ciekawostka, dobrze jednak dopasowana do formatu.
Na „33” jesteśmy już bardzo daleko od „New Slaves” i moim zdaniem to najciekawsza pozycja w cyklu. W miejsce muzyki skomponowanej, wymagającej od muzyków rygoru jak wówczas, przynosi rzecz generalnie improwizowaną i abstrakcyjną, która na dodatek w miejsce 67 minut (podwójny winyl) trwa minut 14 (podwójna 7-calówka). Muzyka jest cicha, ale wwierca się w mózg, nagrano dobrze, ale słuchamy jej jakby zza ściany, co eksponuje i potęguje stłumione, rozmazane brzmienie instrumentów. W luźnych, impresyjnych formach, czasem płynących na prostym, jakby przypadkowym, a czasem na kaskadowym rytmie, z powykręcanych fraz i hipnotycznych cykli gitary i saksofonu wykluwają się paradoksalne quasi-piosenki. Choć brzmienie jest takie samo na całym „33”, to każda z tych miniaturek jest inna, niekonwencjonalna i pełna napięcia.Na dodatek, choć gra formatem wydawnictw jest równie istotna dla cyklu jak sam proces muzyczny, to na tej epce ma szczególny sens. Konieczność wstawania do gramofonu i zmiany strony co 3-4 minuty co sprawia, że w międzyczasie nie ma sensu zajmować się czymś innym i po prostu musimy skupić się na muzyce, co obu stronom wychodzi na dobre. Jak wspomniałem, dostępna jest też wersja cyfrowa, ale warto zagrać z ZS w tę grę. Finalizując tę mini-trylogię, „33” okazuje się kolejnym dowodem na to, że leitmotivem twórczości ZS jest podważanie przyzwyczajeń własnych i słuchacza bez względu na estetyczną formułę – jak na razie sprawdza się to doskonale i można sądzić, że kolejne niespodzianki przed nami.
[Piotr Lewandowski]