polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
COLIN STETSON & MATS GUSTAFSSON Stones

COLIN STETSON & MATS GUSTAFSSON
Stones

Upodobanie do niskich potężnych tembrów i masywnych bloków saksofonowego dźwięku łączy Stetsona i Gustafssona, ale różnicuje ich wiele, nie tylko wiek i staż. Pierwszy, autorsko realizuje się głównie solowo i w oparciu o kompozycje, drugi jest do cna przesiąknięty improwizacją i dobrze czuje się jako frontman zespołów. Pierwszy operuje pulsem odnoszącym się do minimalizmu i z jazzu bierze raczej dawną tradycję zaśpiewów przez instrument, drugi jest mocno osadzony w tradycji free. Ich duet, zarejestrowany live na festiwalu w Vancouver w 2011 roku, nie jest więc współpracą oczywistą i słuchając Stones mam wrażenie, że polegała ona bardziej na stapianiu metod obu muzyków w przekaz, w którym istnieją one równolegle, niż na dialogu w rozumieniu improwizacji jazzowej. Nie jest to zarzut, przeciwnie, jestem zdania, że to sensowny sposób na pogodzenie sprzeczności.

Oczywiście zdarza się, że któryś z muzyków zostaje wyciągnięty poza swą strefę, jak w drugiej części „Stones That Can Rest Heavily”, kiedy obaj punktują się krótkimi uderzeniami, czy na początku „Stones That Can Only Be”, kiedy z obu stron słyszymy furkocące vibrato – Gustafsson jednak prędko przechodzi w charakterystyczne dla siebie ryki. To on zresztą odgrywa tutaj rolę prowokatora, wciągając Stetsona we frytowe wymiany ciosów i żonglerkę detalami, tak jakby ta konwencja była z definicji właściwą dla takiego okazjonalnego duetu. O ile fizyczność dźwięku jest niezaprzeczalna i imponująca, to szczerze mówiąc uporczywe sięganie przez Gustafssona po te post-brotzmannowskie eksplozje nie robi na mnie szczególnego wrażenia. Stetson odpowiada cytatami ze swoich kompozycji (np. z "A Dream Of Water" w połowie „Stones That Need Not”), słusznie argumentując, że kompozycja w niczym nie jest gorsza od tysiąckrotnie powtarzanego, „improwizowanego” chwytu. Gdy więc w „Stones That Need Not” i „Stones That Only Have” Szwed nie tylko pozwala odbiorcy usłyszeć detale brzmienia Amerykanina – oddech, struny głosowe, klapki instrumentu – ale też sam sięga po podobny alfabet, jest bardzo ciekawie, a późniejsze głośne, potężne zwarcia są zrozumiałymi kontrapunktami. Na Stones słyszymy dwóch wyjątkowych instrumentalistów o bardzo odmiennym podejściu do muzyki. Udaje im się stworzyć wspólną wypowiedź, choć o ani o każdym z nich, ani o dzielących ich różnicach, wiele nowego ona nie mówi.

[Piotr Lewandowski]

artykuły o Colin Stetson, Mats Gustafsson w popupmusic