polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
The Invisible Hands Teslam

The Invisible Hands
Teslam

Po latach dekonstrukcji, wiwisekcji i prowokacji Alan Bishop odnalazł się w roli kompozytora i aranżera, a na dodatek zrobił to w Kairze z grupą egipskich muzyków. Druga płyta Invisible Hands potwierdza, że zespół ma w sobie coś wyjątkowego – na pierwszy rzut oka gra utwory w zachodniej tradycji gitarowego power popu, ale przesiąknięte czymś dziwnym, nieznanym. Sun City Girls oczywiście wykazywało podobne kontrasty, ale unikało konkretnej struktury i formy bardziej niż jakiejkolwiek innej gęby. Invisible Hands działa w tym względzie zupełnie inaczej, dopracowując aranżacje, dzięki czemu melodyczny talent Alana, ciągoty do melancholii i obrazowości a la Morricone (obecnej też w nagraniach Alvarius B) nabierają nowej jakości - kojarzącej się w wysublimowanym popem ala Smile czy Sgt. Pepper, ale równocześnie trochę dzikim.

Pierwsza płyta została nagrana w dwóch wersjach językowych – po angielsku przez Alana i po arabsku przez Cherifa El Masri i Ayę Hemedę. Teraz wszyscy oni wymieniają się utworami a czasem frazami w poszczególnych piosenkach, co nadaje płycie rozmachu i prowadzi do przepięknych efektów, jak choćby damsko-męski dialog w „The Great Implosion”. Teslam jest generalnie płytą mniej egzotyczną i bardziej rockową niż ich debiut, trochę też twardszą i mniej kolorową (mimo obłędnego, tęsknego „Eyes in the Back of Your Head”). W pierwszym momencie robi przez to może mniejsze wrażenie, ale z drugiej strony powtórka z rozrywki byłaby nudna. A tak dostajemy płytę trochę bardziej posępną (bądź co bądź Egipt w ostatnich kilku latach nie jest zbyt wesołym krajem) lecz równie fascynującą.

[Piotr Lewandowski]