polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
ECSTASY PROJECT Reminiscence Europae

ECSTASY PROJECT
Reminiscence Europae

Dwuletni okres dzielący ostatnie dotychczas płyty studyjne Ecstasy Project - "Realium" oraz "Europae" - przyniósł kolejną diametralną przemianę stylistyczną projektu Rafała Górzyckiego. Formacja, rozbudowana do kwintetu, zanurzyła się w dyskretną toń na pograniczu jazzu i kameralistyki. "Reminiscence Europae", płyta koncertowa wzbogacona o DVD, choć wydana ledwie w kilka miesięcy po "Europae", rzuca na poszukiwania bydgoskiej formacji światło o nieco innym widmie. Abstrahując od otwierającego album tytułowego intro, w trzech kompozycjach znanych z niedawnego longplaya zespół występuje bowiem okrojony do kwartetu (perkusja, kontrabas, wibrafon, skrzypce), bez kluczowego dla melodyki flecisty Pawła Urowskiego, zaś dwie kompozycje zarejestrowane podczas koncertu kwintetu nie były wcześniej publikowane.

"Reminiscence Europae" nie jest jednak pozycją li-tylko dla zwolenników zespołu ciekawych nowych aranżacji i/lub kompozycji, które nie znalazły się na niedawnym albumie studyjnym. Koncertowe oblicze Ecstasy Project okazuje się bowiem celebracją muzycznej powściągliwości, cierpliwości w budowaniu minimalistycznych, lirycznych pejzaży, świętem skupienia. Jazzowy groove przedostaje się na pierwszy plan de facto tylko w utworze Presto Cinque, jedynie na otwarcie Adlibtitum - Allegretto rallentando lider formacji pozwala sobie na dynamiczne perkusyjne solo - przewodnią myślą, czy też raczej uczuciem, jest tutaj bowiem skupiony dialog, kolektywne poszukiwanie barw, przestrzeni, dramaturgii i liryki. Czasem oznacza to uważne cedzenie kruchych dźwięków, czasem oszczędne wariacje wokół melancholijnych tematów skrzypiec, czasem abstrakcyjne pasaże.

Niezmiennie jest to jednak muzyka zarazem fascynująca i wymagająca, ukazująca Ecstasy Project nie tyle poprzez sceniczną "energię", co raczej w centrum procesu twórczego. Unaocznia to koncertowe DVD z bydgoskiego Mózgu, zrealizowane surowo, ascetycznie niemalże. Pozbawiony realizatorskich błyskotek i praktycznie pozbawiony śladu ingerencji publiczności, obraz potęguje wrażenie indukowane przez muzykę - kontemplacyjnego, poetyckiego grania na pełnym białych plam pograniczu jazzu i kameralistyki, gdzie, jak powiedział w jednym z wywiadów Gorzycki, zespół jest "sam dla siebie przewodnikiem". Warto wybrać się z nimi w tę podróż.

[Piotr Lewandowski]