Powiększenie, Cafe Kulturalna, Chłodna 25, Nowy Wspaniały Świat - koncerty w lutym
TRZY NIEZWYKŁE SPOTKANIA
HERA w Składzie Butelek
Ed Wood
Alameda Trio
kIRk
Jacek Sienkiewicz
Kto zabił Alonę Iwanowną?
The Ex
ATP curated by Jeff Mangum
If You Say So Festival 2012
Asymmetry Festival 4.0
ATP I'LL BE YOUR MIRROR London 2012
Primavera Sound 2012
Pohoda Festival 2012
Dour Festival 2012
OFF Festival 2012
Flow Festival 2012
ATP curated by The National



Nie jestem pierwszym, który to powie i pewnie nie ostatnim. Wrocławski duet Indigo Tree zadebiutował płytą, która nie tylko pozwala leczyć polskie kompleksy, ale obroniłaby się też za Odrą, Renem, Kanałem La Manche i za Atlantykiem również. „Lullabies Of Love And Death” to wciagająca opowieść na kilkunastu stronicach. Gitarowe ballady przeplatają się na nich z chwytliwymi piosenkami i zgrabnymi miniaturkami nie sięgającymi minuty, dzięki czemu w narracji ukrytych jest kilka zabójczych tematów, a całość okazuje się fascynująco naturalna i spójna. Sporadycznie pojawiające się bębny, trąbka (w wykonaniu muzyków Robotobibok), instrumenty klawiszowe idealnie punktują gitarowy tandem Filip Zawada – Peve Lety, wzmacniając go tam, gdzie jest to potrzebne i właściwe. Skromne, wycofane nieco brzmienie i dyskretne aranżacje tworzą płytę, na której umiejętność uzyskania rzeczy pięknych z najdrobniejszych składników ociera się o geniusz.
Jasne, że skojarzenia z amerykańskim folkiem jako takim czy starszymi płytami Animal Collective nasuwają się same, od czasu do czasu pobrzmiewają echa tego, co najlepsze w avant-popie, a taki singlowy Swell przywodzi na myśl dokonania Brad, nieodżałowanego, zapomnianego już projektu ze Seattle. Nie ma to jedna żadnego znaczenia, gdyż Indigo Tree grają tak, jakby od kilku lat nie słuchali muzyki, tylko szumu drzew na Ślęży. Naturalność i intuicyjność albumu jest jego kapitalną zaletą, sprawia, że drobne niedociągnięcia i fałsze nie drażnią, wręcz przeciwnie, dodają mu autentyczności i uroku. Nie zamierzam prognozować jak szerokim echem „Lullabies Of Love And Death” może odbić się w Polsce i czy uda się tę płytę wyeksportować. Ale wiem, że płyty tak wiarygodne, pomysłowe i hipnotyzujące zdarzają się bardzo, bardzo rzadko. Cudo.
[Piotr Lewandowski]