polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Niwea wywiad

Niwea
wywiad

„01” duetu Niwea, czyli Wojtka Bąkowskiego i Dawida Szczęsnego, to płyta wyjątkowa. Sugestywna, pokazująca świat, o który każdy z nas się ociera, ale często nie chce (woli) o nim pamiętać. Genialne, zimno falowe, syntetyczne podkłady wzniosły niepowtarzalny język i styl Bąkowskiego na nowy poziom, tworząc album, który zaczyna żyć w słuchaczu własnym życiem. Z Wojtkiem i Dawidem rozmawiamy w dzień po koncercie w Warszawie, pierwszym po premierze płyty. Towarzyszy nam Marek Gluziński, wydawca płyty.

Od razu wiedzieliście, że to właśnie „Miły Młody Człowiek” będzie Waszym przebojem?

[Wojtek] Mogliśmy tylko przeczuwać, co hitem może się stać. Panowała niezgoda, gdyż Dawid i Marek uważali, że to może być „Klata piersiowa”, a ja, że zdecydowanie do tego nadaje się „Miły młody człowiek”. Okazuje się, że wszyscy mieliśmy rację – wiele osób znających płytę pyta, dlaczego teledyskiem nie jest „Klata piersiowa”, która jest o wiele bardziej chwytliwym utworem. Ale inni nie mają wątpliwości, że to „Miły młody człowiek” – pewnie przez dynamikę. Więc chyba oba utwory nadają się na singiel i ostatecznie oba się nim stały – „Klata piersiowa” była pierwszym, „Miły młody człowiek” drugim singlem.

Chwytliwych, niemal przebojowych momentów na „01” nie brakuje. Chcieliście zrobić taki „popowy” album?

[Dawid] Zdecydowanie. Gdy nagraliśmy płytę, byliśmy przekonani, że jest bardzo popowa. Z czasem się okazało że nie do końca tak jest – dla ludzi, którzy znają nasze wcześniejsze nagrania, Niwea czasem jest zbyt przebojowa i przez to im się nie podoba. Natomiast dla ludzi słuchających popu, jest za trudna. Dziwnie wyszło.

[Wojtek] Na tym styku się spotykamy…(śmiech)

[Marek] Dla mnie ta płyta od początku jest popowa, ale równocześnie odczuwam jej wielki ciężar gatunkowy. Są na niej hity, rytm buja, ale świat, który zawiera jest bardzo hermetyczny. To nie są hity, których można słuchać jedząc śniadanie w knajpie.

Dlatego przygrywa nam Mike Oldfield. Moim zdaniem hermetyczność momentami wynika z języka. W skrajnym przypadku, niektóre zwroty są wręcz czytelne tylko dla osób znających poznańską „gwarę”. Kto wie, kim są „murzaje”, bez znajomości kontekstu?

[Dawid] Bez przesady. Moim zdaniem siłą Niwei jest właśnie to, że nie potrzebuje ona żadnego punktu odniesienia. I tak jest inna niż wszystko. Moja ciocia słucha Niwei i uważa, że to wesoła muzyka.

Czy zatem pracując nad tą płytą ocieraliście się o granice popowości, których nie chcieliście przekraczać?

[Wojtek] Tak, przede wszystkim Dawid powstrzymywał takie zapędy. Dawid zajmuje się produkcją elektroniczną od bardzo, bardzo dawna i w momentach, kiedy ja się ekscytuję pewnymi motywami, Dawid włącza umiejętność zaniechania, co z reguły wychodzi nam na dobre. Myślę, że działają tutaj dwie siły, które się ciekawie rozkładają. Na pewno ja sam bym przesadzał, gdybym decydował o produkcji mając do dyspozycji środki, których używamy.

Na pewno w popową stronę? A jak się ma do tego „Generał Hermaszewski”?

[Wojtek] Ten utwór zrobiłem dość dawno temu i teraz wyjąłem go z szuflady. Zwrotki nagraliśmy na nowo, natomiast ta teatralna część, w której znika muzyka…

I mówisz o dziecioku, co nie grzecznieje.

[Wojtek] Tak, to archiwalne nagranie. Zrealizowane swego czasu na kasetowym magnetonie. Więc, poza dograniem nowego wokalu, nic z tym utworem już nie zrobiliśmy, choć oczywiście Dawid go wyczyścił brzmieniowo.

Sporo brudu jednak na Waszej płycie zostało.

[Wojtek] Mam w domu stary, nieprofesjonalny keyboard Yamahy, który ma specyficzne brzmienie. Nagrywam na nim pomysły linii melodycznych .Dawid czasem zostawia je w surowym stanie.

Początkowo myślałem, że ten fragment „Generała Hermaszewskiego” jest wzięty ze słuchowiska. Wojtek, przygotowałeś kilka takich przedsięwzięć, prawda? Te doświadczenia przenikają do muzycznych inicjatyw?

[Wojtek] Muszą przenikać, w stylu gadania, pisania tekstów – nie jestem specjalnie różnorodny w tym, co robię. Moje słuchowisko „Zsyp” z 2006-ego roku wyjdzie niedługo na winylu dzięki Artbazaar, w małym nakładzie rzędu 200 sztuk. Tak naprawdę, zrobiłem do tej pory tylko dwa słuchowiska. Jest to odrębna forma – choć są tu teksty, melorecytacje, pojawiają się refreny i całość jest dość rytmiczna, to otoczenie audialne jest inne, często ilustracyjne. Tymi dźwiękami można, zawężając zakres, podnosić treść przekazu. Można decydować o tym, w które kanały wpada slowo i dzięki temu, na tym styku [śmiech], można pozwolić sobie na nieoczywistości, albo bezczelne tautologie. To drugie zwłaszcza uwielbiam.

Czy myśleliście o odbiorcy tej płyty w kategoriach wieku, pokolenia? Wydaje mi się, że zarówno wątki muzyczne, jak i teksty, obrazy, historie w nich, mogą najmocniej rezonować wśród osób, które pamiętają (choć trochę) lata 80-te, czy też początek 90-tych.

[Wojtek] Raczej nie. Mam wręcz wrażenie, że odbiór u ludzi o dziesięć lat młodszych jest bardzo dobry. Ktoś o dziesięć lat młodszy ode mnie powiedział mi, że rzeczywiście dziś brzmienia nowofalowe, oczywiście odświeżone, trafiają do kolejnego pokolenia – i dlatego, że czasy są podobnie romantyczne, jak lata 80-te. Tamta muzyka może być zmutowana przez doświadczenie hip-hopowe i dla wielu osób Niwea jest oczywistym następstwem czegoś, co słyszeli w przeszłości.

A dla Was nowofalowe wątki są powrotem do fascynacji z młodości, czy odkryciem ostatnich lat?

[Dawid] Pół na pół. Dla Wojtka są to fascynacje, ale ja nie znałem tej muzyki wcześniej i poruszałem się trochę po omacku. Nie potrafiłem nawiązać do niej wprost i dlatego odwołania do zimnej fali nie są aż tak oczywiste. Przed nagraniem płyty zastanawiałem się, czy słuchać tamtej muzyki – podchodząc do sprawy technicznie, mógłbym przesłuchać sto czy dwieście płyt i wyprodukować coś podobnego. Postanowiłem jednak tego nie robić i stąd efekt jest jaki jest – dość dziwny.

Dla mnie lata 80-te to z jednej strony szarość w demoludach i reaganowsko-thatcherowski nowy świat na zachodzie. Co Waszym zdaniem teraz przyciąga ludzi do lat 80-tych?

[Wojtek] Ale to była bananowa szarość, z przebijającą dyskoteką, ze sreberkami od czekolady, z ciuchami, które się mieniły w świetle. Wydaje mi się, że była to epoka pokrewna obecnej. Wtedy działo się równie dużo, pod każdym względem – politycznym, społecznym. Ludzie mają teraz podobną „śrubę w dupach” jak wtedy – w podobny sposób nie wiedzą, co ich czeka.

[Dawid] A w uproszczeniu, rysuje się prawidłowość, zgodnie z którą w każdym dziesięcioleciu jest moda na to, co było dwie, trzy dekady wcześniej. W latach 90-tych dominowała fascynacja latami 70-tymi, więc teraz przyszła kolej na 80-te. Tak jest z ubraniami, z muzyką – wracają w cyklach.

Drugi wątek to hip-hop. Przez ostatnie lata raczej się przekomarzaliście z tą stylistyką, mam wrażenie, że byliście obok jego eksplozji i rozkładu w Polsce. Niwea to najbardziej hip-hopowa płyta, jaką zrobiliście od dawna.

[Dawid] Jednak hip-hop jest tutaj tylko dodatkiem, nie jest na pierwszym planie. Sam nie lubię tzw. eksperymentalnego hip-hopu, lubię starą szkołę, prosty hip-hop z lat 90-tych. Mam wrażenie, że gdybyśmy próbowali nagrać klasyczny hip-hop, to wyszedłby nam właśnie taki eksperymentalny, dziwny. Tego nie chcę robić, po prostu nie lubię słuchać takich płyt. A płyt stricte hip-hopowych, jakie chcielibyśmy słuchać, już się nie nagrywa, więc to znowu byłoby bez sensu.

[Wojtek] Podobno na początku lat 80-tych Steve Strange, założyciel zespołu Visage, prowadził klub, w którym grano muzykę w stylu Roxy Music. W pewnym momencie zaczęło brakować im takich płyt. Postanowili samodzielnie nagrać muzykę dla potrzeb swojego klubu i tak ponoć powstało new romantic. Ci ludzie chcieli przedłużyć coś, co już nie istniało. Mi wydaje się to dosyć dziwne – tworzyć muzykę, której już nie ma. Ich doświadczenia, fakt, że myśleli już inaczej niż Roxy Music, sprawiły, że podświadomie zmodyfikowali tamten styl, tworząc, w efekcie, coś całkiem nowego. Dawidowi wydaje się, że po przesłuchaniu stu płyt zrobiłby nowofalowy album. Tak by nie było, bo w tych stu płytach zainteresowałoby go coś specyficznego.Jego zainteresowania są już ukierunkowane przez hip-hop. „01” może być nazwana nowo falowo – hip-hopową płytą. Mam jednak nadzieję, że prawdziwa jakość jest inna, że nie ma dla tej muzyki nazwy. Chyba każda, używając dziennikarskiego terminu, „świeża” muzyka wytwarza nową, trzecią siłę, niezależnie od pierwiastków, z których się składa. Chcę żeby Niwea była wypadkową a nie połączeniem.

Czy zastanawialiście się już, w którą stronę pójdziecie na drugiej płycie? Jeszcze bardziej w stronę popu, czy przeciwnie?

[Dawid] Trudno powiedzieć. Robimy już teraz bardzo dużo nowego materiału, a mamy przecież sporo czasu przed wydaniem kolejnej płyty. Chwilowo zwróciliśmy się w akustyczną i spokojną stronę, ale to się może jeszcze nie raz zmienić.
[Wojtek] Z drugiej strony, utwór otwierający nasze koncerty - „Źdźbło meblo”, oraz „Zły człowiek”, który także gramy na żywo, są późniejsze niż płyta i są bardzo dynamiczne. Ale pasują do koncertu, więc z nowych rzeczy to te właśnie gramy.

Zastanawialiście się nad sensem wyjścia z Niweą za granicę? Czy w ogóle bez znajomości polskiego, czy nawet pewnych fraz, stylu mówienia, możliwe jest uchwycenie Niwei?

[Dawid] Na pewno dla ludzi za granicą byłoby to niepełne doświadczenie. Zwłaszcza, że tekstów Wojtka nie da się przetłumaczyć. Kiedy oglądam azjatycki film, to nawet jeśli jest on przełożony na angielski bądź polski, jestem pewien, że połowa treści mi umyka.

[Wojtek] Z drugiej strony, spotyka się komentarze, że jeśli coś jest prawdziwe, to wytwarza rodzaj, nie lubię tego słowa – energii, która jest wyczuwalna. Odbiorca nie musi wtedy rozumieć, wystarczy mu kontakt z formą. W Azji istnieją różne dziwne pojazdy własnej roboty, np. rowery służące do przewozu ogromnej ilości, powiedzmy, zdechłych kurczaków. Taki rower dziwnie wygląda – widząc siodełko, pakę z tyłu i kierownicę jak z Pelikana, nie wiesz do czego to służy, po co ktoś to zrobił, ale od razu widzisz, że to jest pojazd, który ma przenosić pewien ładunek. Że to ma sens. Naczynia służące do przenoszenia ciężkich ładunków mają specyficzne kształty, są szczególnie powyginane i nam się podobają, nawet jeśli nie wiemy czemu służą. I patrzymy zdziwieni. Na podobnej zasadzie można polskimi tekstami, czy też polską muzyką, zbudować komunikat za granicą. Wydaje mi się, że najgorszą drogą jest próba tłumaczenia tekstów i wyjścia w ten sposób w świat. Tak jak w bardzo nieudany sposób próbował zrobić Maanam. Genialny, zresztą, zespół.

Polskie zespoły ciągle tego próbują.

[Wojtek] Ja bym nigdy tego nie zrobił.

[Dawid] Tak, lepiej wyjść za granicę jako polski artysta. Po co nieść lód na Antarktydę?

Drugi problem jest w kontekstach. Borys Lankosz po projekcjach „Rewersu” w Stanach mówił, że ludzie nie rozumieli dlaczego w scenie finałowej bohaterka stawia znicz przy Pałacu Kultury. Faktycznie, nie mieli prawa wiedzieć, że ta kupa piachu w centrum Warszawy w scenach dziejących się w latach 50-tych, to początek PKiN. Gdyby próbował to wyjaśniać, zniszczyłby urok filmu dla widzów tutaj.

[Dawid] Ale coś takiego jest nie do przeskoczenia. Wracając do motywu azjatyckiego filmu. W każdym z nich jest tak dużo symboli, których nie rozumiemy, że oglądając taki film można mieć poczucie, że nadąża się za historią, ale na pewno jest to niepełne przeżycie.

[Marek] Jako odbiorca właśnie najbardziej lubię takie rzeczy, których w pierwszym wrażeniu nie rozumiem, względem których muszę wykonać pracę interpretacyjną, która dla mnie samego ma sens. Żeby się zagłębić. Nie dla rozrywki przy śniadaniu, tylko dla uczestnictwa w pewnym procesie. I taka dla mnie jest Niwea.

Myślę, że tym samym podsumowałeś naszą rozmowę. Dzięki.

[Piotr Lewandowski]