polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Blindead Absence

Blindead
Absence

Twórczość Blindead dość nieoczekiwanie, za sprawą dwóch ostatnich wydawnictw, wypełniła mi w pewnym stopniu pustkę po rozpadzie Isis. Affliction XXIX II MXMVI obok Carnival is Forever Decapitated jest jedną z najlepszych anglojęzycznych produkcji metalowych made in Poland. Z dużą niecierpliwością wypatrywałem więc najnowszego dzieła muzyków z Trójmiasta.

Absence od samego początku wprawia w osłupienie, niestety w pejoratywnym tego słowa znaczeniu. Niespodziewany, apatyczny, by nie powiedzieć nudny wstęp, wywołuje ogromne niedowierzanie, które towarzyszy już do końca tej, jak się okazuje uporczywie bezbarwnej płyty. Album charakteryzują nijakie, rockowe, delikatne i bardzo przewidywalne gitary. W ich grze trudno doszukać się zwrotów akcji, potęgi, hałasu, budowy napięcia czy umiejętności operowania wątkami, oscylującymi pomiędzy mocnym uderzeniem, a ciszą. Słabiej brzmią również bębny. Rozpoczęte motywy są zbyt długie, brakuje zmian, przejść oraz dysonansów budujących klimat w dotychczasowej twórczości grupy. Do pozbawionych rozmachu i sztucznie regulowanych kompozycji dostosowały się także wokale. Dawniej skoncentrowane na podniosłym przekazie, wypełniały przestrzeń w odpowiednich dla nagrań proporcjach. Tym razem stanowią centralną ich część. Nastąpiło przekombinowanie fabuły. Od utworów wolnych, mówionych, po wstawki rodem z numetalowych scen, aż po grunge’ owe wejścia ala Eddie Vedder. Nie ma w nich konsekwencji, a co najważniejsze, energii przenoszącej słuchacza na wyższy poziom zaangażowania. Melodyjność zastąpiła krzyk, co niszczy atmosferę leżącą u podstaw specyficznego świata Blindead, w efekcie czego siła oddziaływania na emocje odbiorcy jest znikoma. W lawinie niedociągnięć i będącej jej następstwem nijakości wyróżnia się jedynie bardzo dobra linia basu podtrzymująca ledwo odczuwalną żywotność tego albumu.

Blindead na nowej płycie to drastyczny przerost formy nad treścią. Pozostaje mieć nadzieję, że ten ukłon w stronę szerszej publiczności nie będzie oznaczał końca mającego duży potencjał zespołu.

[Dariusz Rybus]