polecamy
Podziel się: twitterwykopblipfacebookdelicious
Arszyn / Duda Automata

Arszyn / Duda
Automata

Debiut połączonych sił Krzysztofa Topolskiego i Tomasza Dudy (już sprzed ponad czterech lat) był stricte akustyczną propozycją, rejestracją swobodnego duetu na perkusję i saksofon, w zasadzie nigdy, albo bardzo rzadko, chyba nie podejmowaną później w warunkach koncertowych, bo podczas grania na żywo towarzyszyły muzykom silne akcenty elektroniczne, nierzadko bez perkusji w ogóle. Wydania na kasecie Automata to zatem zupełnie nowe otwarcie, ale zarazem ciekawa dokumentacja naturalnej ewolucji tego projektu. Bogatsza brzmieniowo, wielowątkowa, ale równie abstrakcyjna, płynna i intensywna jak płyta pierwsza. Sporo w niej elektroakustycznych eksploracji (oprócz Arszyna to tutaj udział jednego z zaproszonych gości, Joahannesa Bergmarka, obsługującego multum drobnych obiektów poddawanych przetworzeniom), co sprawia wrażenie podwójnego improwizowania materiałem – amplifikacji zupełnie akustycznych form, ich przycinania, wplatania pod powierzchnię etc. W efekcie nagrania słucha się ze sporą ciekawością odkrywania i odgadywania jego pierwotnego porządku. Żywe instrumenty nie pełnią na albumie roli wiodącej, ale ich udział ma tu kapitalne znaczenie, przynosi choćby niesłychanie rzadką w grze duetu rytmiczność. Z elektronicznych pasaży wyłaniają się w "Host" (bardzo dobrym, najdłuższym utworem z zestawu) klawisze Joanny Dudy, "Podwodne zabawy" zamyka zaskakująco zwiewna melodia oboju Małgorzaty Kęsickiej, a nawet czysto akustyczny duet Tomasza Dudy z kolejnym gościem sesji, Per-Ake Holmlanderem na tubie, wcale tak oczywisty brzmieniowo nie jest: świetnie pokazuje próbę zacierania granic (chwilami słuchacz sam może nie wiedzieć, czy na pewno słyszy tylko żywe instrumenty) i dobry, w pełni naturalnie realizowany balans między dwoma dźwiękowymi światami. "Recorder" z kolei podąża drogą odwrotną: od instrumentalnego dialogu, jakby zwolnionego, mechanicznego, dobrze zresztą korespondującego z tytułem wydawnictwa, po gęstniejącą, syntetyczną kulminację. Bardzo dobry album, z miriadami nieoczywistych dźwięków, których poznawanie jest tutaj niełatwą, za to mocno wciągającą przygodą.

[Marcin Marchwiński]